Zderzyli się z kierowcami. Przyspawane tyłki do siedzeń

fot. Pixabay

Nawet w mojej niezgłębionej mądrości i oceanie inteligencji nie jestem w stanie ogarnąć wielkiego oburzenia garstki krakowskich kierowców, poproszonych przez służby miejskie, aby na jedną noc przeparkowali swoje auta z ulicy Lea, która ma być dokładnie wyczyszczona. Jej mycie to element walki ze smogiem. Więcej pisaliśmy o tym tutaj.

No i się zaczęło. Na naszym Facebooku zawrzało. – Naprawdę stać was tylko na tyle, żeby szczuć nawzajem ludzi. Przykre – napisał pan Łukasz. –  Jak te samochody odjadą to pod pretekstem mycia ulic ZIKIT tam postawi stojaki rowerowe – dodał, chyba ironicznie. Na naszej skrzynce redakcyjnej znalazłem coś takiego: „co za poj*b to wymyślił, że trzeba przestawiać auta z legalnie wyznaczonych miejsc parkingowych?!?! Chyba ich pogrzało”. Generalnie jeden wielki głos oburzenia, którego nie jestem w stanie pojąć.

Sam jestem kierowcą. Nie jeżdżę po mieście rowerem i unikam komunikacji miejskiej. Jestem wygodny. Lubię mieć poczucie intymności we własnym samochodzie. Wychodzę z mieszkania, schodzę do podziemnego garażu i ładuję tyłek do auta. Ale są dni – chyba ze dwa w roku – kiedy w tym garażu widzę karteczkę „dnia tego i tego odbędzie się mycie garażu, w związku z tym prosimy o przeparkowanie swoich aut”. No i się stosuję. Nie dopisuję: „pokażcie mi gdzie, bo jestem małym dzieckiem i sam sobie nie poradzę” albo „walcie się”. Po prostu wyjeżdżam samochodem, staję – jeśli trzeba – pięć ulic dalej i cieszę się, że następnego dnia będę miał czysto. I to nie dlatego, że chodzi o jakąś walkę ze smogiem, co przecież jest cięższym argumentem niż to, że będzie po protu czysto.

Tymczasem grupa kierowców tak bardzo przyspawała sobie tyłki do siedzeń za kierownicą, że nie są w stanie raz przestawić samochodu, żeby specjalny sprzęt mógł zmyć z ulicy pyły. I jeszcze jacy oburzeni, że ktoś śmiał śmieć ich o to poprosić. I to, tym razem, mając logiczne argumenty, co przecież urzędnikom nie zdarza się często. I choćby z tego powodu warto tych urzędników połechtać. Wesprzeć: wymyśliliście coś, co z zasady nie jest durne, więc OK, tym razem się dostosujemy do prośby.

Łatwiej jednak siedzieć przed komputerem i narzekać. Że smog. Że pył. Że brudno. Że syf. Że ktoś chce to posprzątać…

Łukasz Mordarski

fot. Pixabay

Zobacz także