W dobie szalejącej konsumpcji i rosnących cen, w stolicy Małopolski po cichu rozwinęła się potężna trend, który zmienia nasze podejście do posiadania. Facebookowa grupa „ODDAM ZA DARMO KRAKÓW” przekroczyła już barierę 100 tysięcy członków. To już nie jest zwykła tablica ogłoszeń – to sprawnie funkcjonująca, gigantyczna społeczność, w której walutą jest szybki refleks i dobre serce.
Rozmawiając z mieszkańcami Krakowa trudno znaleźć kogoś, kto chociaż raz przeglądając codzienne posty na Facebooku nie natknął się na ogłoszenie w stylu „oddam za darmo. Odbiór osobisty”. W dobie ruchu zero waste krakowianie coraz częściej zamiast wyrzucać niechciane przedmioty na śmietnik czy męczyć się z ich utylizacją, zaczęli masowo oddawać je za darmo bądź za symboliczną tabliczkę czekolady.
Można śmiało odnieść wrażenie, że w cyfrowej przestrzeni dałoby się urządzić dom od zera i ubrać całą rodzinę. Przekrój asortymentu oferowany przez internautów jest oszałamiający. Wśród setek ogłoszeń królują dziecięce maskotki, ubranka, ale też gabaryty: szafki nocne, wersalki czy rozkładane sofy, jak te z ostatniego ogłoszenia pana Łukasza z ulicy Wielickiej. Coś, co dla jednego jest logistycznym kłopotem przy remoncie, dla innego staje się upragnionym meblem do studenckiego pokoju. Pod postami regularnie odbywa się prawdziwy wyścig z czasem. Przedmiot w końcu trafi nie do tego kto da więcej, a kto pierwszy skontaktuje się ze sprzedawcą.
Dlaczego warto „polować”? Głosy z wnętrza społeczności
Dla postronnego obserwatora polowanie na darmowe rzeczy może wydawać się zbędnym trudem. Kto ma na to czas? Okazuje się, że motywacje użytkowników są głębokie – od ekonomii po czystą ekologię. – Zabawki i ubranka dla dzieci to studnia bez dna. Kupujesz nowe, a za miesiąc dziecko już się tym nie bawi albo z tego wyrasta. Na grupie wymieniamy się tym cyklicznie. Czy te rzeczy są potrzebne? Absolutnie tak. – mówi KRK pani Barbara, która wraz z koleżankami regularnie korzysta z grupy. Są jednak i tacy, którymi kieruje…hobby. – Utarło się mówić, że za darmo to uczciwa cena. Często wchodzę tam i wyłapuje rzeczy za darmo, a dopiero jak je mam już u siebie to się zastanawiam co z nimi zrobię. Z czasem to już się stało hobby. Taka walka aby być pierwsza i wyłapać coś wartościowego – śmieje się Ania, krakowska studentka.
Szybki palec i logistyka, czyli jak wygląda proces zdobywania przedmiotów
Zdobycie popularnego przedmiotu na grupie liczącej ponad 102 tysiące osób przypomina sport ekstremalny. Tutaj sekundy decydują o sukcesie. Jak wygląda standardowa procedura? Na grupie panuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Pod atrakcyjnymi ogłoszeniami (np. sprawna sofa czy markowe zabawki) w ciągu minuty pojawia się kilkanaście zgłoszeń. Jednocześnie nikt nie broni sprzedawcy wybrać komu odda za darmo przedmiot bez kierowania się specjalnym kluczem.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że bycie sprzedawcą nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. – Jestem pewna, że ludzie myślą, że to funkcjonuje na zasadzie wrzucam post, ktoś przyjeżdża i problem z głowy. Niestety nie raz trafia się na bardzo „wymagające” osoby, które pomimo tego, że przedmiot jest za darmo mają mnóstwo pytań, bądź chcą aby ktoś np. przywiózł im meble za darmo i najlepiej wniósł do mieszkania. Jest to niestety coś z czym trzeba liczyć się za każdym razem, jak się wystawia coś bardziej wartościowego na grupie – mówi KRK News Ania.
Mimo czasem logistycznych i komunikacyjnych zgrzytów, bilans działalności grupy pozostaje niezaprzeczalnie dodatni. Jak przekonują sami użytkownicy zamiast generować koszty utylizacji i powiększać sterty odpadów, stare meble czy przeczytane książki krążą w zamkniętym obiegu, budując przy okazji unikalne, sąsiedzkie więzi.
Można uznać, że fenomen „ODDAM ZA DARMO KRAKÓW” udowadnia, że w świecie zdominowanym przez algorytmy i kulturę natychmiastowej konsumpcji, wciąż w ludziach drzemie ogromna potrzeba solidarności ekologicznej. Ponad stutysięczna społeczność stworzyła alternatywny rynek, na którym zamiast grubości portfela liczy się refleks, życzliwość i szacunek do pracy ludzkich rąk ukrytej w przedmiotach. Dla jednych to walka o przetrwanie domowego budżetu, dla innych ekologiczny manifest lub codzienne hobby, jednak dla wszystkich – dowód na to, że drugie życie rzeczy to nie przejściowa moda, a trwała rewolucja w naszych głowach.
Patryk Trzaska



