Znamy nazwisko jedynego kandydata na prezydenta Krakowa. To…

fot. UMK / krakow.pl

Partie polityczne już wskazują nazwiska, ruszyły giełdy, obudziły się ambicje, ale też demony i strach, żeby partyjni koledzy nie wyrośli w tych wyborach na zbyt silnych – pisze nasz publicysta Kazimierz Krakowski. Dodaje, że kandydata PiS na prezydenta Krakowa wskaże Jarosław Kaczyński. – Zupełnie inaczej ma się sytuacja po drugiej stronie boiska. Tu nie ma jednego trenera i każda formacja gra swoje. Atak, pomoc, obrona, a nawet bramkarz biegają tam i z powrotem, licząc, że sami strzelą gola, modląc się po cichu, żeby nie był to gol do własnej bramki – twierdzi.

Ostatnie doniesienia „Gazety Prawnej Codziennej” znów podniosły ciśnienie samorządowcom i tym, którym wydaje się, że są samorządowcami oraz tym, którzy do roli samorządowców aspirują. Gazeta Prawna podała, skądinąd moje źródła na Nowogrodzkiej to potwierdzają, że kształt ordynacji samorządowej jest przesądzony. Na pewno wejdzie w życie zasada dwukadencyjności. Wszystko wskazuje też na to, że będzie jedna tura i listy tylko partyjne, a o podniesionym progu wyborczym nie wspomnę, żeby nikogo już bardziej nie drażnić.

Osobiście, co do trzeciego nie byłem przekonany i myślałem, że jest to element negocjacyjny, z którego Jarosław Kaczyński łatwo zrezygnuje, ale to chyba jednak nie jest takie proste. I jakiś pomysł w całości tego rozwiązania jest widoczny. Jedno jest pewne, ewentualne zmiany wejdą w życie w najbardziej dla PiS-u korzystnym terminie, czyli jak najbliżej wyborów, pozostawiając konkurentom jak najmniej czasu na przygotowanie się do samorządowej batalii.

Wszyscy, w tym ja, prześcigamy się w nominowaniu wciąż to nowych kandydatów na kandydata na prezydenta naszego miasta. Ale mam wrażenie, że wszyscy błędnie typują nazwiska, nie analizując ich w kontekście całej złożoności przyszłej ordynacji. Mieszają w tym budyniu, kręcąc łyżką w jedną i drugą stronę, trochę bez sensu. Wskazując na wątki poboczne w postaci przejmowania gazet regionalnych przez skarb państwa, co na pewno ułatwi PiS-owi promocję swoich kandydatów w wyborach, a kończąc na abstrakcyjnych pomysłach zmian granic okręgów wyborczych, których obecna władza (oprócz ustawy warszawskiej) zrobić nie może, bo decydują o tych okręgach same samorządy. Osobiście nie wierzę, że krakowscy radni wpadną na pomysł, żeby ich wybierać w Kielcach i tam przygotują podział okręgów wyborczych, ale…

… jedno jest pewne – jeżeli reforma wejdzie w życie w zakładanym przez PIS kształcie, to zablokuje ona start obecnego prezydenta Jacka Majchrowskiego. A kiedy odpada najpoważniejszy kandydat, to wszystko może się zdarzyć. I warto zakładać różne, nawet najbardziej niemożliwe dziś scenariusze.

Partie polityczne już wskazują nazwiska, ruszyły giełdy, obudziły się ambicje, ale też demony i strach, żeby partyjni koledzy nie wyrośli w tych wyborach na zbyt silnych.

PiS ma w tym wyścigu na chwilę obecną sytuację najlepszą – kandydata wskaże prezes Jarosław Kaczyński – a czy będzie to Małgorzata Wasserman, czy wojewoda Józef Pilch, czy ojciec obecnego prezydenta Polski prof. Jan Duda, ma to znaczenie drugorzędne. Dlatego, że poprze go zwarty i stabilny elektorat, wsparty sprawną machiną medialną.

Zupełnie inaczej ma się sytuacja po drugiej stronie boiska. Tu nie ma jednego trenera i każda formacja gra swoje. Atak, pomoc, obrona, a nawet bramkarz biegają tam i z powrotem, licząc, że sami strzelą gola, modląc się po cichu, żeby nie był to gol do własnej bramki.

Wystarczy wsłuchać się w retorykę zaproponowanych przez PiS zmian i jak na dłoni widać, że nie będzie się dało – analizując na chwilę obecną propozycję partii rządzącej – wystawić wspólnego kandydata opozycji na prezydenta Krakowa. Z prostej przyczyny – do wyborów samorządowych nic nie zapowiada powstanie wspólnej opozycyjnej ogólnopolskiej partii – nie listy wyborczej, bo jej na ten moment nie będzie dało się po prostu zarejestrować. Więc każda partia będzie musiała wystawić swoje listy do rady miasta i zapewne wskazać swojego kandydata na prezydenta – który, jak się to mówi w  „politycznym żargonie” – „pociągnie” mocno do góry wynik w swoim okręgu.

Poważny problem będą miały ruchy miejskiej które stracą swój apolityczny charakter i będą musiały przyłączyć się do którejś z partii. Co oznacza, że zmierzą się z partyjnymi procedurami ustalania list i to może zupełnie zniechęcić ich do startu. Warto też wziąć pod uwagę fakt, że obecni radni z innych niż pierwsze miejsce na liście wyborczej, nie będą zainteresowani „wpuszczaniem” na nie takich osób, bo w konsekwencji straciliby możliwość realnej walki o mandat, przegrywając tę rywalizację jeszcze jej nie zaczynając. W tym przypadku można spodziewać się ciekawych list ugrupowania Kukiz’15, które jest najmniej upolitycznione i przyjemnie do grona swoich kandydatów wszystkich nawiedzonych. Jeżeli oczywiście przetrwa do tego czasu.

Kolejny problem, przed którym staną partie polityczne, to jedna tura wyborów. I w sytuacji PiS jest na pull position – może liczyć w sondażach na najwyższą wartość bezwzględną i wystawi na swojej połowie boiska tylko jednego kandydata. Pozostałe komitety wyborcze zaproponują ich kilku i to zapewne w tym samym zbiorze potencjalnych wyborców. W tym przypadku kluczem do tego rzędu dusz będzie obecny prezydent Jacek Majchrowski, który zawsze w wyborach „zasysał” elektorat wielopartyjny i to ci wyborcy najprawdopodobniej teraz zdecydują kto tak naprawdę wybory wygra. Pytanie czy Jacek Majchrowski wskaże swojego następcę i którąś z kandydatur czy pozostawi to losowi. Uznając, że to już nie jego zabawki.

Z tego wynika, że wszystkie nazwiska, kandydatury na kandydatów, spory, emocje w tym momencie nie mają najmniejszego sensu.

Jeżeli miałbym obstawić kto będzie kandydatem na prezydenta i wygra te wybory to odpowiedź jest jedna. Budyń. Marek Budyń*.

Kazimierz Krakowski

Zdjęcie tytułowe: UMK / krakow.pl

* PS. Zapytacie mnie kto to? Nikt, po prostu Nikt.

Zobacz także:

Mistrzowie samozaorania. PO krytykuje swoją wiceprezydent, bo… robi coś dobrze

Zobacz także