Kto zyska, a kto straci na transferze byłego marszałka?

fot. Maria Olszańska

To właśnie Marek Sowa dwukrotnie tworzył, z dużym sukcesem, listy PO do sejmiku województwa małopolskiego – miał, jak mało kto, nosa do ich układania. Nowoczesna zyskała więc doświadczonego gracza samorządowego i ogromne wsparcie przy tworzeniu struktur partii w regionie, a co za tym idzie, przy kompletowaniu zespołu samorządowców do kandydowania na wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski.

Marek Sowa nie jest już posłem Platformy Obywatelskiej. Były marszałek województwa małopolskiego przeszedł do Nowoczesnej Ryszarda Petru. Ta decyzja była sporym zaskoczeniem dla krakowskich polityków i może sporo namieszać w układzie sił w regionie.

Już od dłuższego czasu mówiło się, że Sowa jest niewidoczny, odsunięty na boczny tor przez Grzegorza Schetynę. Że brakuje mu poczucia władzy, bo z marszałka stał się jedynie podrzędnym posłem opozycji. Jednak jego polityczny transfer i tak jest zaskoczeniem dla jego kolegów z regionu. Abstrahując od motywów jego decyzji, która była zapewne spowodowana tym, że warszawscy liderzy PO nie umieli wykorzystać jego potencjału, energii i doświadczenia (np. nie było żadnej informacji, o tym, że może znaleźć się w tworzonym przez PO tzw. gabinecie cieni), sytuacja ta jest bardzo niekomfortowa dla PO w Małopolsce.

Bo to właśnie Marek Sowa dwukrotnie tworzył, z dużym sukcesem, listy PO do sejmiku województwa małopolskiego – miał, jak mało kto, nosa do ich układania, niejednokrotnie wręcz na siłę kreował pozycje poszczególnych kandydatów na kolejnych miejscach, przez co zmuszał ich dużej aktywności w wyścigu po mandat radnego.

Otwarte pozostaje pytanie, czy jego obecny polityczny wybór będzie miał wpływ na sejmikowe relacje. Sowa jest popularny w sejmikowym klubie PO, zna poszczególnych radnych, ma dar przekonywania do swoich politycznych projektów i zapewne będzie chciał stworzyć klub Nowoczesnej po to, żeby tworzyć zaczątek list tej partii do wyborów samorządowych. Na ile głosów może liczyć na razie nie wiadomo, ale w kuluarach mówi się, że to pięciu może sześciu radnych. W takim przypadku nowo powstała struktura będzie realną siłę, z dużym wpływem na sejmikową rzeczywistość.

Sowa zna samorządowców jak mało kto. W końcu dekada pracy w samorządzie i osiem lat bycia w zarządzie województwa pozwoliły mu poznać kto jest kim w Małopolsce. Nowoczesna zyskała więc doświadczonego gracza samorządowego i ogromne wsparcie przy tworzeniu struktur partii w regionie, a co za tym idzie, przy kompletowaniu zespołu samorządowców do kandydowania na wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast.

Niewątpliwie odejście byłego marszałka osłabi regionalną Platformę i poważnie wzmacnia pozbawioną samorządowych struktur Nowoczesną.

Łukasz Mordarski

fot. Maria Olszańska

 

Zobacz także