Aktualności Kultura

2500 kartek z napisem „We Love You” w Tauron Arenie!

To był koncert! Kilka tysięcy ludzi w Tauron Arenie kapitalnie bawiło się przy muzyce gwiazdy, która właśnie zaczęła trzydniową trasę koncertową po Polsce. David Garrett wraz ze swoim zespołem oczarowali fanów muzyki.

Kraków przywitał Davida i zespół dosyć chłodną, typowo jesienną szarugą.  Za to publiczność, która przyjechała z różnych rejonów Polski powitała ich bardzo ciepło. Arena nie była wypełniona po brzegi, jednak właściwie nikomu to nie przeszkadzało.

Muzycy grali tak dobrze, jak tylko potrafili, a widzowie stworzyli bardzo sympatyczną atmosferę, co chwilę nagradzając ich gromkimi brawami i owacjami na stojąco. Z wielkim zaangażowaniem podeszli też do akcji zorganizowanej przez grupę fanów i kilkakrotnie podnosili spontanicznie do góry 2500 kartek z napisem „We Love You”.

David Garrett,to światowej sławy skrzypek.  Artysta, który przyciąga tłumy miłośników klasyki na koncerty w najbardziej znanych światowych  filharmoniach i  miłośników muzyki rozrywkowej  na koncerty plenerowe i w halach widowiskowych.  

Jego muzyka łączy pokolenia,  tego doświadczyliśmy po raz kolejny u nas. Na koncercie bawiły się doskonale zarówno dzieci, młodzież jak i dorośli.  Koncert typu crossover w wykonaniu Davida, to za każdym razem mieszanka jego interpretacji utworów klasycznych, interpretacji klasyki Rocka, Hiphop’u, Jazzu ,Pop’u i innych gatunków.

Wydawać by się mogło, że jest to miks, którego nie w sposób połączyć w rozsądny sposób. Nic bardziej mylnego. Show, w którym wzięliśmy udział było skonstruowane w bardzo ciekawy, przemyślany sposób.

Koncert rozpoczął się utworem „This is what I feels like” (Armin van Buuren, Trevor Guthrie),  który skrzypek zaczął grać, gdy pojawił się w bocznym wejściu na płytę areny i spokojnie przechodząc między sektorami, pozdrawiając widzów, uśmiechając się do nich wyszedł na scenę.

Przywitał się z nami, mówiąc „Dobry wieczór” po polsku. Następnymi utworami, które wprowadziły natychmiast pozytywną energię były między innymi  „Dangerous” (David Guetta),” Superstition” (Stevie Wonder). Kolejny utwór  „Viva la Vida” to majstersztyk już  jeśli chodzi o sam pomysł na jego zagranie. David wykonuje go nagrywając na żywo fragmenty  za pomocą urządzenia Pedal Board i nakładając je na siebie tworzy tło dla głównej linii melodycznej.

Nie zabrakło również interpretacji klasyki. Utworem Concerto No1 Piotra Czajkowskiego, wywołał wzruszenie na wielu twarzach. W pierwszej części koncertu pojawił się również utwór z nowej płyty Davida („Rock Revolution”) „Bitter Sweet Symphony” który jest połączeniem kanonu Johanna Pachelbela i utworu Rolling Stones.

Później David zaprezentował również możliwości swoich elektrycznych skrzypiec. Gdy zaczynał swoją przygodę z tym instrumentem, trochę ciężko mu było przekonać fanów zakochanych w jego akustycznych skrzypcach do elektrycznych. David jednak uparcie eksperymentuje i efektem tego jest utwór z mocnym rockowym „pazurem”, który jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych – „Purple Rain”(Prince). Moc brzmienia skrzypiec i zaangażowanie z jakim David zagrał swój hołd dla niedawno zmarłego Prince’a, wbiło w krzesła wielu znawców rocka.  

Po bardzo żywiołowej części koncertu przyszedł czas na odrobinę spokojniejszą, klimatyczną i można powiedzieć  romantyczną. „Lato” Antonio Vivaldiego,” Nah neh nah” zespołu Vaya con dios (przy którym polska publiczność tańczy i nigdy nie jest w stanie spokojnie siedzieć), „You’re the inspiration” (dedykowane fanom), Zorba, „Fix You” zespołu Coldplay i kończący koncert utwór „Music” (John Miles) to tylko urywek z całości.

Wielką rolę odegrały starannie dobrane  efekty wizualne i  oświetlenie, które były dopełnieniem widowiska.  Podczas całego koncertu David wykonał około 30 utworów nie pozwalając nudzić się ani przez chwilę. Każdy utwór zapowiadał krótkim wprowadzeniem, niekiedy anegdotami, podtrzymując w ten sposób przyjazną atmosferę i skupiając uwagę publiczności na tym, co się działo na scenie.

David skutecznie przeniósł nas do swojego świata na ponad 2 godziny. Grając z niesamowitą charyzmą momentami zatracał się w tym świecie, pociągając widzów za sobą.  Miało się wtedy wrażenie, że na których David grał śpiewały  i przemawiały do nas.

Wbrew utartej opinii, że David Garrett przyciąga na swoje koncerty głównie zafascynowane nim kobiety, wśród krakowskiej publiczności pojawiło się wielu mężczyzn, od których po koncercie można było usłyszeć między innymi takie opinie, że dawno nie słyszeli tak dobrych interpretacji klasyków rocka.

Przed koncertem odbyło się krótkie spotkanie artysty z fanami, w którym miałam zaszczyt uczestniczyć. Wśród kilku pytań skierowanych do Davida padło pytanie, czy pomimo braku czasu zdążył zwiedzić  Kraków. Usłyszeliśmy w odpowiedzi , że niestety nie, po czym dodał, że jest to doskonały pretekst, aby tu powrócić.

Może więc warto potraktować taką odpowiedź jako drobną motywację do zorganizowania w Krakowie kolejnego koncertu, tym razem muzyki klasycznej w jego wykonaniu, w jednym z naszych pięknych obiektów…

Patrycja Gil