Jak żyć, skoro nie można nawet otworzyć okna? Od kilku miesięcy w Małym Płaszowie śmierdzi tak, że żyć się nie da. Czy można coś z tym zrobić?
Mieszkańcy Płaszowa mają serdecznie dość. – Człowiek otwiera okno, chce wziąć głęboki oddech a tu… ZONK. Przewietrzenie pościeli na balkonie? Marzenie! Grill na świeżym powietrzu? Nie ma szans! A najgorzej jest wieczorem, czujemy się tutaj jak w jednym, wielkim szambie – mówi czytelnik KRKnews.pl, pan Grzegorz z ul. Albatrosów.
Sprawie przygląda się radny Aleksander Miszalski, który dzisiaj złożył interpelację w tej sprawie. – Mieszkańcy podejmowali w tej sprawie interwencje zarówno poprzez Straż Miejską, jaki Wydział Kształtowania Środowiska, który poprosił o kontrolę Wojewódzkiego Inspektora Środowiska. Kontrola wskazała potencjalne źródła powstawania nieprzyjemnych zapachów, nie podjęto jednak żadnych zdecydowanych działań, które miałyby ten problem rozwiązać – mówi Miszalski.
Nie jest żadnym zaskoczeniem, że kontrola jako potencjalne źródło smrodu wskazała pobliską oczyszczalnię ścieków.
Mieszkańcy są zdesperowani. Trudno im się dziwić, bo jak żyć w takim smrodzie? Prowadzą własny dziennik online, w którym notują miejsce i godziny występowania odoru. Z tabeli wynika, że najgorzej jest wieczorem, między 20, a 22, gdy strach otworzyć okno, bo wszyscy domownicy padną.
(mm)
fot. Oczyszczalnia Kraków Płaszów / wodociagi.krakow.pl



