Wprawdzie wybory samorządowe dopiero za dwa lata, ale w Platformie Obywatelskiej już trwają do nich przymiarki. Jednym z celów krakowskiej PO ma być wystawienie własnej listy do Rady Miasta i swojego kandydata na prezydenta Krakowa. Czy to dobry plan?
Nie jest tajemnicą, że nowy szef PO w Krakowie – Szczęsny Filipiak – nie był zwolennikiem startu PO z jednej listy z kandydatami na radnych komitetu Jacka Majchrowskiego (wybory samorządowe 2018). I nie ma się co dziwić, że teraz będzie chciał, by jego partia miała własną listę. Pewnie nie za wszelką cenę, ale próba osiągnięcia tego celu na pewno zostanie podjęta. Czy to się uda? To zależy od co najmniej kilku czynników. Najważniejsze będzie to, czy Jacek Majchrowski zdecyduje się na kolejny start w wyborach na prezydenta miasta. Jeśli tak, naturalną konsekwencją będzie jego lista kandydatów na radnych. I wtedy osobna lista PO będzie dla niej konkurencyjna, zwłaszcza jeśli Platforma zdecyduje się też na własnego kandydata na prezydenta. Do tego dojdzie lista Szymona Hołowni, a może i lewicy. Taka mnogość po opozycyjnej stronie sceny politycznej będzie służyć PiS.
Zupełnie inna sytuacja będzie wtedy, gdy obecny prezydent powie pas i uzna, że kolejne 5 lat prezydentury już nie są dla niego. Wtedy to jego radni zostaną „sierotami”, które będą szukać nowego komitetu. Naturalne wydaje się skierowanie do Polski 2050, skoro szef prezydenckiego klubu Rafał Komarewicz już działa w ugrupowaniu Szymona Hołowni. I wtedy osobna lista Platformy jest praktycznie przesądzona.
A co z kandydatem na prezydenta? I w tym przypadku wiele zależy od decyzji Jacka Majchrowskiego. Jego ponowny start osłabia ewentualnego kandydata PO. Odejście obecnego prezydenta to zupełnie nowe rozdanie, w którym będą chcieli brać udział liczni chętni do zajęcia najważniejszego gabinetu w krakowskim magistracie. I trudno się dziwić, że i PO chciałaby skorzystać z okazji. Kłopot w tym, że na razie nie widać w tej partii kandydata na prezydenta. I nawet jeśli się taki znajdzie, to są obawy, że będzie powtórka z historii – czyli wybrany kandydat nie wszystkim członkom i sympatykom PO się spodoba, więc nie wszyscy będą chcieli pracować na jego wygraną.
Czy można sobie wyobrazić, że w drugiej turze będzie jakiś kandydat PiS i „wieczny” kandydat na prezydenta Łukasz Gibała? Wszystkim, którzy w to nie wierzą, przypomnę rok 2002, czyli pierwsze bezpośrednie wybory prezydenta Krakowa. Wtedy nie wystartował ówczesny prezydent Andrzej Gołaś, liderem kampanii był jego poprzednik Józef Lassota. O walkę z nim w drugiej turze bili się m.in. Jan Rokita z PO i Zbigniew Ziobro z PiS, ale prześcignął ich kandydat o lewicowych korzeniach Jacek Majchrowski, który w drugiej turze wygrał prezydenturę – w teoretycznie prawicowym Krakowie.
Własna lista PO i własny kandydat PO na prezydenta? Czemu nie. Tyle że to nie gwarantuje wygranej ani w wyborach do Rady Miasta, a tym bardziej w wyborach na prezydenta (bo to ostatnie nigdy Platformie się nie udało!). Własna lista i własny kandydat to powinny być tylko środki do osiągnięcia celu – dalszych rządów w Krakowie. Bardziej należałoby się zastanowić nad scenariuszem, który okazał się skuteczny w Rzeszowie – jeden kandydat na prezydent opozycji i dwóch po stronie Zjednoczonej Prawicy. Ale czy znajdzie się taki, który pogodzi krakowskich liderów samorządowych z wielkimi aspiracjami i ambicjami? Nie zobaczę, nie uwierzę…
Grzegorz Skowron
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl



