Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego kończą zbieranie podpisów. Chcą jak najszybciej złożyć zebrane podpisy w biurze komisarza wyborczego, by referendum odbyło się najpóźniej 24 maja 2026 roku. Jan Hoffman, inicjator referendum, pytany, ile organizatorzy akcji mającej się zakończyć odwołaniem prezydenta wydali na ten cel, odpowiedział „grosze”. Przyznał jednak, że udzielił zgody na wykorzystywanie wizerunku komitetu referendalnego przez Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Jan Hoffman poinformował piątek, 6 marca 2026 roku, że w poniedziałek o godz. 20 zakończy się akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum. Jak tłumaczył, komitet mógłby nadal je zbierać, ale najpóźniej 11 marca komitet chce złożyć te podpisy u komisarza wyborczego. Ta data nie jest przypadkowa – chodzi o to, że to ostateczny termin, by komisarz musiał zarządzić wybory najpóźniej 24 maja 2026 roku. Jan Hoffman przyznał, że późniejsze terminy referendum są mniej korzystne dla chcących odwołać prezydenta, bo będzie to już sąsiedztwo Bożego Ciała, a wtedy wielu krakowian wyjeżdża, więc mogłaby być niska frekwencja (a to ona decyduje o tym, czy referendum będzie ważne.
– Wierzę, że najpóźniej 24 maja krakowianie odwołają prezydenta Aleksandra Miszalskiego, a na nowy rok szkolny, we wrześniu będziemy mieć nowego prezydenta lub prezydentkę – powiedział Jan Hoffman na konferencji prasowej przez siedzibą krakowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego. Jeśli referendum rzeczywiście będzie skuteczne, to wybory przedterminowe prezydenta i do Rady Miasta Krakowa (ona też ma być odwołana) odbędą się na przełomie sierpnia i września.
Pytany o to, jakie wydatki ponieśli do tej pory inicjatorzy referendum, Jan Hoffman odparł: „groszowe”. Dopytywane, potwierdził „grosze”, ale jeszcze bardziej naciskany stwierdził, że to kilka tysięcy złotych. Zaznaczył, że to wydatki na stronę internetowa, kamizelki i biuro komitetu. A co z plakatami, którymi zalepione jest całe miasto? Jan Hoffman przyznał, że udzielił zgody na wykorzystywanie sprawy referendum i swojego wizerunku jako szefa inicjatywy na rzecz Krakowa dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Inicjatorzy referendum muszą po jego zakończeniu złożyć sprawozdanie z poniesionych wydatków, ale w nim nie będzie wydatków Krakowa dla Mieszkańców, bo formalnie ten podmiot nie jest członkiem inicjatywy referendalnej. To oznacza, że wielkie wydatki na plakaty, a i pojawiające się w spekulacjach wydatki na płacenie za zbieranie podpisów nie będą podlegały kontroli.
Jeśli 11 marca podpisy zostaną złożone w biurze wyborczym, komisarza będzie miał 30 dni na ich policzenie. Przy okazji liczenia podpisów w wyborach, sprawdzane są one do momentu aż przekroczona zostaje wymaga liczba. Według Jana Hoffmana w przypadku referendum możliwe, że komisarz i jego urzędnicy policzą wszystkie podopisy, by wykazać, jaka część była nieważnych. – Bo takie na pewno będą – zaznaczył Jan Hoffman. Ale inicjatorzy po to zbierali znacznie więcej podpisów, by w razie zakwestionowania części z nich było ich wystarczająco dużo, by wniosek o referendum był skuteczny. A do wystarczy ok. 58 tys. podpisów mieszkańców Krakowa.
(GEG)



