Krakowskie legendy to nie tylko smoki i królewskie dwory, to przede wszystkim tysiące przedmiotów, które na przestrzeni wieków wrosły w lokalną ziemię. Dziś, dzięki nowoczesnej technologii, pasjonaci z wykrywaczami metalu wydobywają te sekrety na światło dzienne. Jak wygląda praca poszukiwacza skarbów w Krakowie?
Historia ukryta pod stopami
Kraków to miasto, w którym historia nie jest tylko zamknięta w muzealnych gablotach czy zapisana w grubych tomach podręczników. Ona żyje pod naszymi stopami i to dosłownie. Każdy centymetr krakowskiej ziemi – od błoni, przez zapomniane ogrody na Kazimierzu, aż po podkrakowskie pola – przypomina wielowarstwowy rękopis. To tu krzyżowały się losy królów, kupców, żołnierzy i zwykłych mieszczan, a po każdym z nich pozostał drobny, często zardzewiały ślad. Okazuje się, że nie brakuje ludzi, którzy na co dzień szukają tu prawdziwych skarbów.
Wielu przechodniów mija poszukiwaczy skarbów z pobłażliwym uśmiechem, widząc w nich jedynie amatorów machających wykrywaczami metalu w poszukiwaniu śmieci. To jednak głęboko krzywdzący mit. Dla prawdziwego pasjonata „wykopki” to nie polowanie na złoto, lecz żmudne, pełne pokory poszukiwanie reliktów historii. Czasem będzie to stara moneta, innym narzędzia rzemieślnicze, które pamiętają czasy polskich monarchów.
Od dziecięcej pasji do „Zwiadowcy Historii”
Jak to się dzieje, że pomimo upływu tylu lat, krakowska ziemia wciąż skrywa w sobie tyle tajemnic? – Przedmiotów w ziemi nigdy nie przybywa, raczej ubywa. Myślę, że teraz mamy dużo lepszą technologię. Kiedyś wykrywacze metali potrafiły wykryć jedynie duże obiekty bądź ich skupisko, a teraz są one czułe i pozwalają znajdywać bardzo drobniutkie przedmioty. Dlatego często można wrócić na tereny, które wcześniej były przeszukiwane i odkryć je na nowo. Oczywiście, tereny na których szukamy, są już przebrane przez wiele badań z przeszłości, używając metodycznie wykrywaczy metali podczas badań, można znaleźć bardzo dużo ciekawych obiektów – mówi dla KRK News Bartłomiej Stój, krakowski poszukiwacz skarbów i autor kanału na YouTubue „Zwiadowca Historii”.
Jak sam podkreśla, jego zamiłowanie do szukania skarbów nie jest przypadkowe i zaczęło się już w dzieciństwie. – Moja przygoda z poszukiwaniem skarbów zaczęła się już za dzieciaka, gdy mając 10 lat, znalazłem grzebiąc patykiem w ziemi rzymską srebrną monetę, która później została przekazana do Muzeum Regionalnego w Jaśle. Jak już byłem starszy i zbierałem monety, często widywałem podpis, że pochodzą one z wykopków. Trafiłem na fora, gdzie dowiedziałem się o detektorach metali no i w ten sposób po jakimś czasie stwierdziłem, że sprawie sobie sam pierwszy wykrywacz metali – opowiada Bartłomiej Stój. – Gdy prowadziłem już pierwsze poszukiwania, to miałem taki niedosyt, że jak znajdę jakiś przedmiot i wsadzę go do szuflady, to jego historia będzie zanikać. Dlatego zacząłem prowadzić bloga jeszcze na forum, później przerodziło się to w kanał na YouTubie i media społecznościowe. Obecnie obserwuje mnie ponad 124 tysiące ludzi na samym Facebooku. Z czasem moja pasja przerodziła się w sposób na życie – dodaje.
Czy taka pasja jest jednak legalna? Okazuje się, że bez właściwych pozwoleń nawet pojedyncze wbicie łopaty może nieść za sobą przykre dla badacza konsekwencje. – Aby legalnie poszukiwać z wykrywaczem wystarczy mieć zgodę od właściciela gruntu, na której podstawie piszemy wniosek do konserwatora zabytków. Wpłacamy opłatę skarbową dostajemy pozwolenie na poszukiwania zabytków i możemy zaczynać szukać. Jest też możliwość przystąpienia do jakiegoś stowarzyszenia lub Zrzeszonej grupy, która działa na większych obszarach – mówi nasz rozmówca. Warto zainwestować swój czas oraz pieniądze w odpowiednią dokumentację, ponieważ zgodnie z art. 109c Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, kto bez pozwolenia lub wbrew warunkom pozwolenia poszukuje ukrytych lub porzuconych zabytków (w tym przy użyciu wykrywacza metali), podlega karze grzywny, ograniczenia wolności, czy nawet w skrajnych wypadkach pozbawienia wolności do lat 2.
Codzienność poszukiwacza: rzeczywistość vs. filmy
Jak wygląda jednak samo poszukiwanie skarbów? Co ciekawego można odnaleźć? – Wiele osób wyobraża sobie poszukiwanie skarbów jak z filmów przygodowych, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Tak naprawdę większość miejsc opisanych w literaturze historycznej jest już albo dobrze znana, albo dawno przekopana. Co więcej, wiele terenów, które mogłyby skrywać tajemnice przeszłości, jest dziś niedostępnych – przykrytych osiedlami, asfaltem czy betonem – komentuje krakowski poszukiwacz skarbów. Poszukiwania to w 90% nie jest znajdowanie skarbów, lecz sprzątanie terenu. Na jeden ciekawy przedmiot przypada kilkaset śmieci: nakrętek, kapsli, folii aluminiowej czy drutów. Jeśli ogląda się filmy na YouTube, trzeba pamiętać, że większość twórców pokazuje tylko „perełki”. Nikt nie chwali się dziesiątkami wypadów, z których wraca się z pustymi rękami albo z torbą pełną śmieci. Mimo to, każde znalezisko jest niezwykle satysfakcjonujące – dodaje.
Kraków – wyzwanie dla poszukiwaczy i archeologów
W naszej rozmowie Bartłomiej Stój podkreśla, że nie działa w próżni i często współpracuje z profesjonalnymi archeologami. Jak w kontekście poszukiwań wypada była stolica Polski? – Kraków i okolice to niezwykle trudny, ale fascynujący teren. Przez nasz region przechodziły szlaki handlowe, w tym słynny Szlak Bursztynowy, przetaczały się tędy wojny i armie. Ludzie przez wieki ukrywali tu swoje dobra. Dzisiaj jednak szukanie w samym centrum jest utrudnione przez rozrastającą się aglomerację. Archeologia ratunkowa przy budowach często bywa powierzchowna – nie ma czasu na skrupulatne badania, gdy w grę wchodzą terminy inwestycji. Dlatego najciekawsze znaleziska często znajdują się na nieużytkach lub terenach, o których inni by nie pomyśleli – zaznacza autor kanału „Zwiadowca Historii”.
Rozmawiając o skarbach nie można nie zapytać o najcenniejsze znaleziska. Dla każdego poszukiwacza skarbów jest to coś innego. Dla jednych jest to biżuteria z czasów średniowiecza, dla innych przedmioty proste narzędzia kowalskie. Co mianem najcenniejszego znaleziska określiłby Bartłomiej Stój? – Udało mi się dokonać odkrycia, z którego jestem szczególnie dumny. Pod Krakowem, w okolicach osiedla Kliny, natrafiłem na słowiańskie cmentarzysko. To było wyjątkowe znalezisko, miejsce, o którym nikt wcześniej nie wiedział. Gdy tam dotarłem, teren był już niszczony przez ludzi jeżdżących na quadach, a kości zaczynały wychodzić na wierzch. Dzięki temu, że udało mi się to miejsce zlokalizować i zgłosić, wkroczyli tam profesjonalni archeolodzy, a ogromna część historii została uratowana.
To, co kryje krakowska ziemia, to nie „śmieci”, lecz milczący świadkowie minionych epok. To zapisy wielkich pożarów, oblężeń, zmian granic i codzienności, o której nie wspominały kroniki. Czy jesteśmy gotowi na to, by przestać traktować naszą ziemię jedynie jako podłoże pod buty, a zacząć widzieć w niej największy, choć wciąż nieodkryty, skarbiec historii miasta?
Patryk Trzaska
Fot. Zwiadowca Historii



