Wzgórza Krzesławickie to jedna z najdalej wysuniętych części Krakowa — dzielnica pełna zieleni, historii i miejsc, które wciąż zbyt rzadko trafiają do głównego nurtu miejskiej uwagi. O tym, jak tam się żyje, co zachwyca mieszkańców, a co od lat wymaga zmian, opowiedział nam radny dzielnicy Sebastian Adamczyk, który zabrał nas na spacer po swojej okolicy.
Długa droga na Wzgórza
Na Wzgórza Krzesławickie jadę tramwajem z Bronowic prawie godzinę. Żeby dotrzeć tu z centrum Krakowa, trzeba zarezerwować ponad 30 minut. Wysiadam na pętli tuż obok jednego z największych cmentarzy w mieście – Grębałów. Wciąż jestem w Krakowie, po raz drugi w tym miejscu. I po raz drugi – zawodowo.
Dzielnica XVII Wzgórza Krzesławickie (wcześniej Dzielnica XVII Grębałów) do 1990 roku wchodziła w skład dzielnicy Nowa Huta. Jak wiele peryferyjnych dzielnic miasta, powstała na bazie dawnych podkrakowskich wsi, które z czasem zostały włączone do Krakowa. Dłubnia, Grębałów, Kantorowice, Krzesławice, Lubocza, Łuczanowice, Wadów, Węgrzynowice, Zesławice czy tereny dzisiejszego osiedla Na Stoku i osiedla Na Wzgórzach – to kiedyś były ziemie rolnicze.
Z czasem ten krajobraz się zmienia i jest to proces, którego nie da się już zatrzymać. Kraków się rozrasta, a deweloperzy wypatrują kolejnych terenów pod zabudowę. Niewiele wody upłynie w Wiśle, a Wzgórza staną się „modne”. To już powoli się zaczyna.
Między wsią a miastem
– Obszary te rozwijają się bardzo mocno pod względem mieszkaniowym i zabudowy wielorodzinnej. Widać pozytywny trend – kiedyś wszyscy myśleli, że taką willową dzielnicą jest Wola Justowska, a dziś osiedle Grębałów jest znacznie bardziej rozbudowane i lepiej skomunikowane, choćby ze względu na bliskość węzłów komunikacyjnych. Ta dzielnica się poszerza – mówi radny.
– Zesławice to największa zagadka naszej dzielnicy i jednocześnie mój apel, żeby ten obszar się rozwijał. Tam powstało już wiele bloków, docelowo ma być ich ponad sto. Potrzebna jest też rozbudowa infrastruktury publicznej, bo często jesteśmy traktowani jako osiedle miejsko-wiejskie, czyli peryferia.
– Ostatnie dwie kadencje jako radnego pokazują, jak wiele w Krakowie się buduje i jak intensywnie szuka się każdej wolnej działki. Dodatkowo w naszej dzielnicy są jeszcze pola uprawne i funkcjonuje gospodarka rolna. Nie wiemy, w którym momencie rolnicy zdecydują się na zmianę przeznaczenia tych terenów.
Ciekawostką związaną z tą częścią miasta jest jej skomplikowana historia własnościowa. Na Wzgórzach i osiedlu Na Stoku jeszcze niedawno znajdowały się pola uprawne, co do dziś ma swoje konsekwencje w sprawach mieszkaniowych. Zdarzało się, że mieszkańcy nie mogli wykupić lokali, mimo że w tym samym budynku inne mieszkania były już własnościowe.
Powodem były pojawiające się po latach roszczenia dawnych właścicieli ziemi lub ich spadkobierców. Jak podkreśla radny, w takich sytuacjach miasto było związane przepisami i nie mogło narażać się na postępowania odszkodowawcze, przez co część mieszkań przez długi czas pozostawała niewykupiona. Wiele z tych roszczeń z czasem jest jednak oddalanych.
Serce Wzgórz Krzesławickich
Spacerujemy po osiedlach Na Stoku i Na Wzgórzach. Choć to tereny zabudowane, są – podobnie jak starsza część Nowej Huty – pełne drzew i zieleni. Mieszkańcy mają tu przestrzeń do odpoczynku m.in. w częściowo zrewitalizowanym Parku Zielony Jar Wandy. „Częściowo”, bo spory fragment tego miejsca wciąż wymaga prac – szczególnie muszla koncertowa, która od lat nie jest użytkowana i czeka na remont lub rozbiórkę. Zdaniem radnego mogłoby to być dobre miejsce spotkań mieszkańców, jednak jak zaznacza, brakuje decyzji inwestycyjnych ze strony miasta.
– My jako dzielnica mamy dużo terenów zielonych, a środków dedykowanych – poza budżetem dzielnicy z Zarządu Zieleni Miejskiej – jest bardzo mało. Jest to o tyle krzywdzące, że ZZM ma bardzo szeroki wachlarz usług, które świadczy dla miasta, a my tak naprawdę nie możemy z niego w pełni korzystać. Bardziej zabetonowane dzielnice otrzymują te środki i rekultywują tereny – powstają tam chodniki, parki kieszonkowe. Ja wnioskowałem o park kieszonkowy w ramach budżetu obywatelskiego, bo inaczej się nie dało – mówi Sebastian Adamczyk.
Czego jeszcze potrzebują Wzgórza Krzesławickie
Jednym z najbardziej newralgicznych punktów dzielnicy jest okolica ulicy Blokowej i Darwina, szczególnie w rejonie cmentarza i przejazdów kolejowych. W środku dnia ruch jest tu intensywny, a korki tworzą się regularnie. Problem potęguje fakt, że przejazdy kolejowe nie są w pełni zautomatyzowane ani rozwiązane w sposób, który usprawniałby ruch.
Według radnego potrzebna jest reorganizacja układu drogowego oraz dodatkowe miejsca parkingowe w rejonie cmentarza, ponieważ samochody pozostawiane na chodnikach utrudniają pieszym dojście.
W dzielnicy brakuje także miejsc integracji i codziennego spędzania czasu. Chodzi głównie o przestrzenie, w których można się spotkać, usiąść, wypić kawę czy zjeść posiłek. Brakuje również miejsc do wspólnych aktywności. Przydałaby się tu przestrzeń podobna do strefy aktywności na Kozłówce — miejsce łączące rekreację, integrację sąsiedzką i codzienne spędzanie czasu, uzupełnione o dobrze zaplanowany parking typu park and ride.
Podobnie jest z infrastrukturą usługową – podczas spaceru zwróciłam uwagę na niedobór sklepów, a mieszkańcy narzekają także na ograniczony dostęp do nowych placówek zdrowotnych, szkół i innych instytucji publicznych, w tym na brak dostępności już istniejących obiektów dla osób z niepełnosprawnościami. Na Wzgórzach widoczne są także problemy społeczne, w tym obecność osób w kryzysie bezdomności, dla których miasto powinno podjąć zintensyfikowane działania.
Kolejnym problemem jest organizacja ruchu w rejonie Szkoły Podstawowej nr 129 na Wzgórzach. Brakuje tam zarówno przystanku dla autobusów, jak i rozwiązania typu „kiss and ride” dla rodziców przywożących i odbierających dzieci. W planach miejscowych przewidziano różne warianty przebiegu drogi, jednak część z nich koliduje z prywatnymi działkami i inwestycjami deweloperskimi.
Jak relacjonuje radny, w trakcie rozmów ze szkołą pojawiła się natomiast koncepcja wykorzystania jej terenów – w tym pasów zieleni przy ogrodzeniu – pod budowę bezpiecznego ciągu pieszo-rowerowego z chodnikiem, ale sprawa wymaga zaangażowania Prezydenta i środków miejskich, zainteresowanie mieszkańców jest duże.
Między potencjałem a rzeczywistością
Wzgórza Krzesławickie należą do największych terytorialnie dzielnic Krakowa, jednak – jak podkreśla Sebastian Adamczyk – ich potencjał nie zawsze przekłada się na realny rozwój.
Problemem jest nie tylko rozproszenie zabudowy i liczba mieszkańców, ale też kwestie administracyjne. Część osób nie jest bowiem zameldowana, a na terenie dzielnicy funkcjonują także zakłady przemysłowe i firmy, co dodatkowo zaburza algorytmy miejskie i sposób postrzegania Wzgórz na tle innych części miasta. W jego ocenie mechanizm podziału środków i oceny dzielnic jest nieadekwatny i niesprawiedliwy, przez co – jak mówi – Wzgórza nie mogą rozwijać się w takim tempie jak bardziej zwarte urbanistycznie obszary Krakowa.
– Mamy wiele terenów gminnych na osiedlu na Wzgórzach, na Stoku, a szczególnie Petöfiego i w Zesławicach. Jest projekt zabudowy na terenach dawnej kopalni iłów, a wokół niej znajdują się działki gminne. To jest kierunek, w którym miasto powinno iść – zamiast wciskać zabudowę między istniejące osiedla i zabierać kolejne miejsca parkingowe, lepiej wykorzystywać własne zasoby. Zawsze zastanawia mnie, dlaczego nie można odkupić działki od dewelopera, skoro bez problemu można ją odebrać osobie prywatnej. Chodzi o to, by miasto rozwijało się w sposób, który integruje, a nie dzieli – kończy nasz spacer radny.



