W środę, 24 czerwca 2026 roku, minął dokładnie miesiąc od referendum, którego skutkiem było odwołanie prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Miastem zarządza dziś wyznaczony przez premiera Donalda Tuska komisarz – były wiceprezydent Stanisław Kracik. O wydarzeniach w magistracie informujemy na bieżąco, ale tym razem postanowiliśmy oddać głos mieszkańcom. Zapytaliśmy krakowian, czy i jak głosowali miesiąc temu, i co nimi kierowało.
„To był moment, żeby powiedzieć stop”
Nasze pierwsze pytanie dotyczyło udziału w referendum. Podczas kilkugodzinnego spaceru po Krakowie spotkaliśmy zarówno osoby, które wzięły udział w głosowaniu, jak i takie, które postanowiły zostać w domu. Wśród zwolenników odwołania Aleksandra Miszalskiego powtarzały się natomiast podobne argumenty. Rozmówcy najczęściej wskazywali na sposób wprowadzania Strefy Czystego Transportu, podwyżki cen komunikacji miejskiej oraz zarzuty dotyczące tzw. kolesiostwa. Te kwestie wracały w kolejnych rozmowach jak bumerang.
„Nie podobało mi się to, co robił prezydent Miszalski, głównie kolesiostwo. Pomijam już Strefę Czystego Transportu, bo została po prostu źle wprowadzona. Natomiast tworzenie nowych stanowisk, finansowanie pensji swoich znajomych – to mnie najbardziej zbulwersowało” – mówiła pani Alicja.
„Nie podoba mi się to, w jakim kierunku idzie polityka tego miasta. Ceny rosną, zwłaszcza komunikacji. Moim zdaniem to był moment, w którym trzeba było powiedzieć: stop” – stwierdził pan Szymon.
Pan Ryszard: „Naturalnie, że byłem na referendum, to jest musowo. Głosowałem za odwołaniem prezydenta, bo za korupcją jestem zawsze do odwołania. Wkurza mnie to kombinactwo, korupcja, tylko kolesie – nic więcej się nie liczyło. Nie liczyli się Polacy, nie liczył się Krakus i Kraków, tylko partia się liczyła. Nie nasze środowisko: renciści, emeryci, studenci. Liczyły się tylko znajomości”.
„Myślę, że głównym powodem mojego głosowania za odwołaniem prezydenta było słabe zarządzanie Krakowem i wprowadzenie SCT bez żadnego przemyślenia. Nie jestem za całkowitą likwidacją Strefy Czystego Transportu, ale to, że parkingi Park&Ride były już w strefie i ludzie nie mogli się przesiąść, a w tym samym czasie zostały podniesione ceny biletów. Tak naprawdę od kiedy prezydent Miszalski przejął władzę od Majchrowskiego, komunikacja miejska jest w tragicznym stanie. Wpływ na moją decyzję miały też wszystkie afery ze spółkami miasta” – to z kolei słowa pana Wojciecha.
„Byłam na referendum, ponieważ jako mieszkanka obserwuję zmiany, które nie sprzyjają Krakowianom. Momentami zaczęły mnie też denerwować wypowiedzi włodarzy miasta, bo w momencie, w którym uzasadnia się podwyżkę biletów cenami piwa w centrum Krakowa, a jednocześnie koszty parkowania są takie same dla turystów i mieszkańców, to nie jest właściwe. Jestem za benefitami dla mieszkańców. Wiem, że wszystkiego nie da się zmienić przez dwa lata, natomiast nic nie wskazywało przy poprzednim prezydencie na poprawę” – mówiła pani Patrycja.
„Nie miałam czasu” i „to była ustawka” – głosy tych, którzy nie głosowali
Nie wszyscy mieszkańcy podzielali jednak ten punkt widzenia. Wśród naszych rozmówców nie brakowało osób, które nie poszły na referendum lub uważały, że Aleksander Miszalski powinien dostać więcej czasu na realizację swoich planów dla miasta.
„Jestem zainteresowana polityką, ponieważ dotyczy to nas wszystkich – mieszkańców, ale, będąc szczera, nie miałam czasu, żeby na te kilka minut podejść, ponieważ jestem mamą trójki dzieci. Odnośnie pana Aleksandra Miszalskiego nie mam negatywnego zdania. Wiem, jakie krążą opinie. Ja dostrzegam jasne i ciemne strony tej prezydentury. Nie byłam jednak aż tak w temacie, żeby decydować o jego odwołaniu” – mówiła pani Karolina.
„Jestem zwolenniczką Platformy i uważam, że trudno, żeby człowiekowi, który był tylko przez dwa lata prezydentem, nie dawano szansy na dokończenie kadencji. Profesor Majchrowski pięknie powiedział, że pierwszy rok dopiero uczył się i poznawał miasto. Uważam, że to jakaś ustawka była, dlatego nie wzięłam udziału” – stwierdziła pani Emilia.
„Nic mi Miszalski nie zaszkodził ani nic mi nie zrobił. Podejrzewałem, że to tylko zagrywka polityczna i nic więcej. Słuchałem wypowiedzi prezydenta Majchrowskiego, który stwierdził, że to, co zaczął prezydent, teraz odłoży się w czasie. Przyjdzie następny, będzie ustawiał swoich i tak będzie dalej. Przyjdą następni deweloperzy, nic się nie zmieni, tylko trzeba będzie więcej zapłacić” – to głos pana Piotr.
„Nie byłam za odwołaniem prezydenta Miszalskiego. Uważałam, że trzeba mu było jeszcze dać szansę, bo widziałam realne zmiany w jego prezydenturze po ogłoszeniu zbierania podpisów” – tak brzmiało stanowisko pani Maja.
„Nie wzięłam udziału w referendum. Nie żyję życiem miasta, niedawno też urodziłam, więc można powiedzieć, że jestem trochę poza rzeczywistością. Wiem, że prezydent Aleksander Miszalski został odwołany. Nie obserwuję jednak całej sytuacji, nie znam nawet żadnych kandydatów” – mówiła pani Aneta.
Kandydaci już w grze, data wyborów wciąż nieznana
Jak wiemy, równy miesiąc temu za odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 171 581 osób. Do tej pory nie została podana data wyborów nowego włodarza Krakowa, jednak lista kandydatów już się zapełnia. O urząd prezydenta miasta ubiegają się m.in. Aleksandra Owca, Daria Gosek-Popiołek, Michał Drewnicki, Bartosz Bocheńczak, Łukasz Wantuch, Monika Piątkowska oraz Jan Hoffman.
W najbliższych tygodniach kampania wyborcza ma nabrać tempa. Kraków czekają intensywne miesiące politycznej rywalizacji.
Kandydaci na prezydenta Krakowa [lista, kim są, co robią, z kim są związani]



