– Kierowcy zaczęli zachowywać się jak tłum. Jeden coś robił, a reszta pojechała za nim – mówi nam jeden z kierowców ze skandalicznego, słynnego już filmu, na którym widać, jak samochody jadą pod prąd i blokują tak zwany korytarz życia na autostradzie. O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy tutaj.
Nasz rozmówca nie chce oczywiście zdradzać swojej tożsamości, ale szczegółowo opowiada nam o tamtych zdarzeniach.
KRKnews: Jak pana oczami wyglądała tamta sytuacja?
Stałem jakieś 50, może 100 metrów od wjazdu. Na obwodnicę wjechałem około 15.30 i czekałem do 16.40. Wtedy zauważyłem, że ktoś zaczął jechać pod prąd utworzonym na środku tak zwanym korytarzem życia. Najpierw to byli motocykliści, a później pojawił się pierwszy samochód. No i poszło. Zaraz za nim pojechał kolejny, więc ja także zawróciłem. W sumie spędziłem w korku ponad godzinę, w ogóle się nie przemieszczając. Podkreślam, że miałem do zjazdu niecałe sto metrów. A niektórzy przejechali pod prąd znacznie dłuższy odcinek.
Ile samochodów zawróciło?
Co najmniej kilkanaście, tyle widziałem. Po prostu kierowcy zaczęli zachowywać się jak tłum. Jeden coś robił, a reszta pojechała za nim. Ja nawet widziałem tę karetkę pogotowia, która jechała. Kierowca był bardzo zdenerwowany. Nie dziwię się, bo – gdy ja już zjechałem z tej obwodnicy – to praktycznie cały korytarz życia był zablokowany. Widziałem, że załoga karetki nagrywa to, co się dzieje.
ZOBACZ NAGRANIE: Nowa “zabawa” kierowców. Skandal!
Dlaczego pan pojechał po prąd?
Ja akurat byłem umówiony na spotkanie na godzinę 17 i dlatego zdecydowałem się zjechać. Do tego doszły też tak prozaiczne sprawy, jak potrzeby fizjologiczne.
Zdaje pan sobie sprawę, że złamał przepisy?
Biję się w pierś, bo teraz już uświadomiłem sobie, że nie powinno tak się robić i jakie mogły być konsekwencje. Wiem, że nie ma na to postępowanie żadnego wytłumaczenia. Proszę jednak też zrozumieć kierowców. Ja stałem tam ponad godzinę i przez ten czas nie dostaliśmy żadnej informacji. Kompletnie nic. Dopiero później się dowiedziałem, że na wysokości zjazdu do Skawiny był karambol.
Jednak, gdy staliśmy w korku, nikt nie powiedział co się stało, ani jak długo będziemy stać. Kierowcy wychodzili z samochodów, pytali, ale nikt nie był w stanie nic powiedzieć. A wystarczyło, żeby służby powiedziały kilku osobom i od razy ta informacja by się rozeszła.
Rozmawiał (lm)



