Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 25 kwietnia 2017
Czytanie ~5 min
Miasto · 25 kwietnia 2017 · 5 min czytania

„Ja prezydentem Krakowa? Zdarzają się takie przemyślenia” [wywiad]

Autor: Łukasz Aktualizacja: 25.04.2017 Lokalizacja: Kraków

Absolutnie nie uważam, że tytuł profesorski jest niezbędny, żeby zostać prezydentem Krakowa. Nie zgadzam się z tym. Natomiast zmiana osób zarządzających miastem ze starszych na młodsze może okazać się dobra – mówi nam Piotr Kempf (na zdjęciu), dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej, który typowany jest na następce Jacka Majchrowskiego w fotelu prezydenta miasta.

W szczerej rozmowie z KRKnews.pl, Kempf zdradza, jak często myśli o starcie w wyborach, jakie są jego mocne i słabe strony oraz jaki powinien być nowy prezydent miasta.

Łukasz Mordarski: Dlaczego się Pan uśmiechnął, gdy powitałem Pana słowami: „dzień dobry, Panie Prezydencie”?

Piotr Kempf: (uśmiech) To bardzo kuriozalny zwrot. Nigdy o sobie nie myślałem w ten sposób i nigdy nie myślałem, że ktokolwiek tak o mnie, a tym bardziej do mnie, powie. Nigdy nie czułem potrzeby zostania prezydentem.

Źle brzmi: prezydent Piotr Kempf?

Bardzo abstrakcyjnie! Chciałbym robić to, co potrafię, a potrafię zarządzać zielenią miejską i tego będę się trzymał. Szefa już mam i jestem z niego bardzo zadowolony, bo gdyby nie Jacek Majchrowski, to pewnie ZZM nie wyglądałby tak, jak wygląda i mieszkańcy by go nie chwalili. To jest projekt prezydenta Krakowa.

Jest Pan stawiany za wzór urzędnika – to raz. Brata się Pan z mieszkańcami Krakowa podczas wspólnych akcji, nawet w weekendy – to dwa. Wcześnie rozpoczął Pan kampanię.

(po chwili) Trudno jest odpowiedzieć na tak postawioną tezę. Nie traktuję swojej pracy, jak kampanii. Naturalnie podchodzę do roli, w jakiej zostałem postawiony i robię wszystko tak, jak chciałbym, żeby było robione. Nie jest kampanią wyborczą sadzenie roślin z mieszkańcami, spotykanie się z nimi, ich edukacja. Jeśli jest to odbierane jako kampania, to tylko mogę się uśmiechnąć, bo nie taki jest cel. Choć wiemy, że sytuacja jest dynamiczna i jeszcze pół roku temu nie mówiliśmy na przykład o dwukadencyjności, którą teraz chce wprowadzić PiS.

Prezydent Pana popiera?

Wspiera mnie na każdym kroku.

Jako kandydata na prezydenta?

Jako dyrektora ZZM.

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że w dużym miastach Ludowcy będą mieli swojego kandydata. On sam w Krakowie startować nie zamierza nasuwa się więc przypuszczenie, że tym kandydatem może być Pan.

Niezależnie od tego, kto miałby zostać kolejnym prezydentem, bardzo chciałbym, aby zachowywał się w sposób podobny do tego, jak ja prowadzę ZZM. Pełna otwartość, pełna współpraca z mieszkańcami i odpowiadanie na ich potrzeby. My po prostu wykonujemy swoją pracę i tego potrzeba Krakowowi.

Zobacz także:

Walka o fotel prezydenta Krakowa. Odpada ważny kandydat!

Czyli stawia się Pan za wzór.

Odpowiem jako mieszkaniec : chciałbym, aby ktoś, kto będzie prezydentem krakowian, był człowiekiem zaangażowanym i słuchającym mieszkańców.

Jednak po tym, co Pan powiedział, „prezydent Kempf”, brzmi już mniej abstrakcyjnie niż na początku naszej rozmowy.

Na pewno innym wyzwaniem jest zarządzanie zielenią, a innym zarządzanie całym miastem.

Boi się Pan tego wyzwania?

Uważam, że prezydent nie jest w stanie być ekspertem w zakresie wszystkich aspektów funkcjonowania miasta, ważne więc aby otaczał się profesjonalistami, którzy czują swoją pracę i chcą coś zmienić. Ważny jest dobór odpowiednich pracowników, których rzetelna wiedza i zaangażowanie pozwolą na podejmowanie decyzji dobrych dla całego miasta a tym samym spowodują, że miasto będzie się rozwijać.

Jeśli zatytułuję ten wywiad: „Będę kandydatem na prezydenta Krakowa”, będzie to spore nadużycie?

Myślę, że tak, bo to jedynie sfera przypuszczeń, a nie oficjalna informacja.

A jeśli dodam: „Chciałbym być…”?

To będzie jeszcze większe nadużycie.

Czyli nie chciałby Pan, ale jeśli Majchrowski i Kosiniak-Kamysz powiedzą: „Piotrek musisz”, to Pan się zgodzi?

Trudno jednoznacznie powiedzieć, co będzie za rok czy za półtora roku. Biorąc pod uwagę dynamikę zmian na scenie politycznej, nie wiadomo kiedy w ogóle będą wybory.

Czyli już Pan mówi trochę jak prezydent Majchrowski.

Chciałbym kontynuować swoją pracę jako dyrektor ZZM, u boku kolejnego prezydenta. Nie da się w tej chwili odpowiedzieć, kto nim będzie, ale chciałbym, aby czuł zieleń i odpowiadał na potrzeby mieszkańców, bo to jest w Krakowie najważniejsze.

Obecny papież z przyszłym prezydentem? / fot. ZZM / Wiesław Majka

Myśli Pan, że Kraków jest gotowy na młodego prezydenta, który – nic Panu nie ujmując – nie jest profesorem?

Absolutnie nie uważam, że tytuł profesorski jest niezbędny, żeby zostać prezydentem Krakowa. Nie zgadzam się z tym. Natomiast zmiana osób zarządzających miastem ze starszych na młodsze może okazać się dobra.

Czyli kto, jeśli nie Pan, skoro wymienił Pan osobę młodą, znając się na zieleni i otwartą na mieszkańców?

Jeszcze się nam ktoś taki nie objawił (uśmiech).

Jakie ma Pan zarzuty do siebie?

Bałbym się, widząc moje zaangażowanie, że mogłoby to być kosztem mojej rodziny. Wiem, jak bardzo potrafię zaangażować się w to, co robię. Kandydowanie na prezydenta Krakowa to bardzo duża odpowiedzialność, bo to wspaniałe miasto i świetni mieszkańcy. Natomiast to, co mi się nie podoba w kandydatach, którzy przewijają się przez media, to taka chęć kandydowania tylko po to, aby zostać prezydentem i po nic więcej.

Skojarzyła mi się ta Pana odpowiedź z rozmową kwalifikacyjną, podczas której przyszły pracodawca pyta kandydata o jego wady, a ten mówi: pracoholizm. Jak często kładzie się Pan wieczorem i myśli sobie, że fajnie byłoby zasiąść w gabinecie przy placu Wszystkich Świętych?

Bardzo rzadko, ale zdarzają się takie przemyślenia. Są one obarczone bardzo dużym ryzykiem i wielkimi wątpliwościami z mojej strony. Ale fakt faktem, poza prezydentem Majchrowskim nie widzę obecnie nikogo, kto mógłby…

…poza Panem…

…kontynuować ten projekt, który udało się rozpocząć półtora roku temu, gdzie włączamy mieszkańców w proces zarządzania miastem. Bo zieleń nie jest tylko zielenią. To jeden z czynników społecznych w funkcjonowaniu miasta. Naszą rolą jest nie tylko zazielenienie Krakowa, ale odbudowa wiary w to, że nasze miasto jest piękne i możemy o nim współdecydować. Możemy wyjść na spacer, posadzić krzewy i pilnować ich razem. Chcielibyśmy przełamać pewien schemat w postrzeganiu relacji „mieszkańcy – urząd”, dając możliwość bardziej bezpośredniego kontaktu z urzędnikami np. poprzez Messengera, na którym można zgłosić, że tu jest wyrwany krzak, a tam złamane drzewo. To jest początek tego, co w Krakowie powinno się zmienić. My nie odkrywamy niczego na nowo, chcemy po prostu być blisko mieszkańców.

Jeśli będzie Pan tych argumentów używał w kampanii, to wróżę Panu sukces.

(uśmiech) Bardzo dziękuję.

Rozmawiał Łukasz Mordarski

Zdjęcie tytułowe: ZZM

Zobacz także:

Wyczyszczą „Adasia”. Biedak stoi na polu, bez względu na wyniki pomiarów PM2,5

 

Reklama