Nawet największym wrogom nie życzymy takiego losu, ale to nie oznacza, że mamy nie wiedzieć problemu. Zrobiło się ciepło, a wraz ze słońcem na ulice Krakowa wyszli bezdomni, żebracy i menele. Niektóre polskie miasta już zaczynają z nimi coraz mocniej walczyć.
Nałóg, głupota, ale czasem też parszywy los – nie rozstrzygamy, czemu znaleźli się w tak paskudnej sytuacji. Współczujemy, ale to nie oznacza, że musimy godzić się na życie na ich zasadach.
Slamsy w środku miasta
Długa prosta wzdłuż Bora Komorowskiego. Tam żebracy nie próbują się już nawet ukrywać. Ba, właśnie ktoś pod oknami bloków skosił trawę, więc dwóch panów rozbiło… namiot (!). Słowem – między ekranami akustycznymi a ścieżką dla pieszych i rowerzystów urządzili sobie slamsy.
W sobotę już przed przedpołudniem palili grilla i polewali wódeczkę, a do tego odwiedziło ich jeszcze czterech znajomych. Piękny widok z pobliskich okien lub na sobotni spacer. Idziesz z dzieckiem, a tu taki zapach i widok przy jednej z głównych ulica Krakowa.
Osiedle w okolicach Wrocławskiej. Kosze na śmieci schowane są w wiacie ze specjalnym mechanizmem, który automatycznie ją zamyka po to, by mogli wejść tam tylko mieszkańcy, którzy posiadają klucz. Tyle że ten automat jest wiecznie psuty przez bezdomnych, którzy szabrują w wiacie. A robią to w taki sposób, że wszystkie śmieci fruwają, a następnie po odpadki przychodzą zwierzęta. Syf gotowy.
Nowa Huta, okolica os. Teatralnego. Wiecznie ta sama para meneli koczuje pod jednym ze sklepów. Przejść koło nich ciężko, a gdy już zbiorą odpowiednią sumę, wybierają się na zakupy. Tzn. próbują, bo wtedy ochroniarz sklepu zakłada jednorazowe rękawiczki i jak najszybciej ich wyrzuca. Powód? Wystarczy krótka wizyta, by klienci ze smrodu zaczęli się skręcać.
Gdańsk idzie w ulotki
Bezdomni w Krakowie może nie są plagą, ale potrafią uprzykrzać życie. Szczególnie że bezdomność często łączy się z alkoholem, a alkohol z wszystkimi patologiami świata. Słowem – jeśli nie masz menela na osiedlu, to jesteś szczęściarzem. A jeśli menel po okolicy jednak się kręci i w dodatku jest upierdliwy, to wiesz, o czym piszemy.
I wiedzą o tym także władze Gdańska, które powiedział „stop” żebractwu. Otworzono więc świetlicę dla żebrzących dzieci, ale przede wszystkim rozpoczęła się kampania edukacyjna. Przez całe lato miejskie służby będą rozdawać mieszkańcom i turystom ulotki, informujące o możliwościach pomocy osom bezdomnym i potrzebującym. Zostaną one wydrukowane w czterech językach: polskim, angielskim, niemieckim i rosyjskim.
– Chcemy w ten sposób dać do zrozumienia, że oferowanie gotówki osobom żebrzącym nie jest najlepszą formą wsparcia – mówi Radiu Eska Marcin Męczykowski z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. – Te pieniądze często idą na alkohol i narkotyki – dodaje asp. Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
Nad morzem mają ten sam problem, co w Krakowie, czyli dzieci wysyłane na ulice przez rodziców oraz bezdomni, którzy do wzbudzenia litości wykorzystują zwierzęta. A wszystko to bardzo często wycelowane właśnie w turystów, którzy później wracają do siebie z obrazem żebrzącego miasta.
Jak walczyć?
W Krakowie z bezdomnymi próbuje walczyć straż miejska, ale to już etap leczenia, a nie zapobiegania patologii. Czy w tej sytuacji pomysł z Gdańska u nas by się sprawdził? A może jest jakieś europejskie miasto, które w inny sposób rozwiązało ten problem?
Może nie za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi sposobami, ale jednak wolelibyśmy, żeby w sklepach nie śmierdziało, szczury nie były zapraszane do wiat ze śmieciami, a dziecko nie zadawało pytań: „tato, czemu ten pan tak przykro pachnie?” lub „czy my też dziś możemy spać w namiocie?”.
nm
zdjęcie tytułowe / fot. Foter



