Szybkie fakty

Kategoria Biznes
Data 4 września 2018
Czytanie ~5 min
Biznes · 4 września 2018 · 5 min czytania

Zdobywcy nieba. Pod Krakowem produkują samoloty dla arabskich szejków

Autor: Łukasz Aktualizacja: 07.09.2018 Lokalizacja: Kraków

„W zasadzie robimy piękne zabawki. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich udało się nam sprzedać tyle, ile mogliśmy wyprodukować. A na przykład w Australii na naszych samolotach nie tylko latają dla zabawy, ale także pasą krowy” – mówi Jurij Jakowlew, współwłaściciel firmy produkującej samoloty. Razem ze wspólnikiem, ze swojego hobby stworzyli potężny biznes, którego cześć znajduje się pod Krakowem. Teraz ich samoloty kupują w 40 krajach na całym świecie.

Mało kto z mieszkańców Krakowa wie o tym, że na Małopolskiej wsi Gierałtowiczki znajduje się lotnisko z samolotami, których koszt wynosi średnio 55 000 euro. Właściciele ukraińskiej kompanii „Aeroprakt” Jurij Jakowlew oraz Oleg Litowczenko, 5 lat temu stworzyli tu swoją filię, by znaleźć klientów w krajach Unii Europejskiej. Teraz „Aeroprakt” zajmuje trzecie miejsce wśród światowych producentów ultralekkich samolotów. Ukraińskie przedsiębiorstwo sprzedaje aeroplany w 40 krajach świata, wśród nabywców są szkoły lotnicze, biznesmeni, a nawet arabscy szejkowie.

Początki

Wszystko zaczęło się w 1978 roku, kiedy Jurij Jakowlew studiował na Uniwersytecie Lotnictwa w Kujbyszewie (obecnie Samara). W tym czasie dołącza do lokalnego aeroklubu „Aeroprakt”. Tu Jurij razem z innymi członkami klubu zbierali się po zachodzie słońca, projektowali samoloty i latali na nich, a w 1985 roku młody inżynier demonstruje swój samolot na zjeździe ultralekkiego lotnictwa w Kijowie, po czym go zapraszają do pracy jako konstruktor do Kijowskiego biura konstrukcyjnego im. A. K. Antonowa.

W tym samym roku przestaje istnieć klub „Aeroprakt” w Kujbyszewie, więc inżynier organizuje go w Kijowie. „I do 1991 roku był to po prostu amatorski klub awiacyjny, gdzie zajmowaliśmy tym, co uwielbialiśmy najwięcej — tworzyliśmy fligery i lataliśmy na nich” — wspomina Jakowlew.

A w kraju zaczyna rozwijać się biznes, i już na początku 1991 roku młody konstruktor razem z jeszcze jednym członkiem klubu, Olegiem Litowczenkom, tworzy już własną firmę pod tym samym tytułem — „Aeroprakt”. „Oleg pracował jako inżynier na Antonowa i dołączył do naszego klubu. Pamiętam, że od razu zauważyłem w nim przyszłego partnera przez jego systematyczność i wytrwałość” — przyznaje Jakowlew.

Droga do sukcesu

„Antonowcy” tworzą przedsiębiorstwo w trudnym okresie — w tym samym roku rozpada się Związek Radziecki. „Spóźniliśmy się na rynek Związku Radzieckiego — na początku lat 90. w kraju pieniędzy było nie dużo, więc od razu postanowiliśmy sprzedawać samoloty za granicą” — opowiada przedsiębiorca.

Pieniędzy na reklamę u biznesmenów jednak nie było. Dlatego postanowili brać udział w konkursach z ultralekkich statków powietrznych i w 1993 roku zajęli dziewiąte miejsce w mistrzostwach Europy w Czechach. W tym samym roku „Aeroprakt” sprzedaje swój pierwszy aeroplan i – jak zauważa inżynier – ta sprzedaż staje ogromnym wydarzeniem. Lecz stały dochód pojawił się nieszybko.

„Sytuacja w kraju była bardzo niewygodna dla sprzedaży transportu lotniczego. Posiadanie samolotu to styl życia i nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. A jednak, w przeciwieństwie do innych firm, które produkowały samoloty na Ukrainie pod marką „Wyprodukowano w Niemczech”, my pokazywaliśmy, że to nasz produkt — ukraiński” — twierdzi przedsiębiorca.

„Aeroprakt” nadal brał udział w konkursach, i stopniowo już zajmował czołowe miejsca. Dzięki temu koncernem zainteresowali się nabywcy z Polski, Niemiec, Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Wzlot „Aeroprakta”

W 1995 roku przedsiębiorcy decydują się poszukać bogatych klientów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

„Oleg, mój partner, zaproponował przenieść się na Wschód i sprzedawać nasze samoloty w tych krajach, gdzie ludzie będą mogli latać na nich i zimą. Chodziło o to, że właśnie zimą spadała u nas sprzedaż”— mówi inżynier. Po pewnym czasie przedsiębiorcy spotykają szejka Husseina Ali Rashid Al Muala, który już wtedy miał swój aeroklub.

Wtedy szejk i jego znajomi latali na aeroplanach produkcji niemieckiej, jednak nie były to samoloty dobrze przystosowane do tamtego upału. Wtedy ukraińscy projektanci po raz pierwszy wypróbowali austriacki silnik o mocy 65 koni — zapasu mocy wystarczało, aby latać w trudnych warunkach arabskiej pustyni (do 1995 roku firma wykorzystywała słabe krajowe silniki o mocy 40 koni mechanicznych). Tę różnicę między niemieckimi i ukraińskimi samolotami Arabowie ocenili wysoko – „Aeroprakt” zaczął cieszyć się popularnością wśród arabskich szejków.

„W Zjednoczonych Emiratach Arabskich udało się nam sprzedać tyle, ile mogliśmy zrobić. Pieniędzy wtedy wystarczało nie tylko na utrzymanie firmy, ale i na jej rozwój. Pod koniec lat 90-tych Hussein wyraził chęć, by stać naszym partnerem” — mówi biznesmen. I za pieniądze inwestora firma wykupiła w Kijowie pomieszczenie do produkcji.

Tworzenie filii w Polsce

Wraz z rozpoczęciem współpracy z Husseinem w „Aeroprakta” wyraźnie wzrosła sprzedaż — w 1999 roku udało im się sprzedać 24 samoloty, a w zeszłym roku już 91. Choć, jak zauważa sam inżynier, były też lata nieudane. Wszystko zależy bowiem od stanu światowej gospodarki. „W zasadzie robimy piękne zabawki. Jeśli ludzie nie wierzą w przyszłość, oni w pierwszej kolejności rezygnują z zabawek. Przestają kupować nowe samoloty, nadal latają na starych. A my wtedy mamy spadek produkcji”,— opowiada inżynier. Aby uniknąć znacznego spadku, przedsiębiorcy decydują się utworzyć dodatkową bazę serwisową w kraju europejskim. W 2003 roku zapoznają się z Aleksandrem Opoczyńskim i Januszem Grzywą, którzy później zajęli się przedstawicielstwem firmy w Polsce.

„Aleksander i Janusz w istocie z lotnictwem nie mieli nic wspólnego. Po prostu chcieli latać. Kupili u nas samolot, pojawiło się zainteresowanie do ultralekkiej awiacji, i stopniowo stali się naszymi przedstawicielami. Dzięki Aleksandrowi oraz Janowi firma rozpoczęła współpracę z niemieckimi koncernami” — opowiada Jakowlew. Teraz przez polskiego przedstawiciela sprzedają samoloty do Niemiec, Czech, na Łotwę, Litwę i bezpośrednie do Polski. „Dzięki temu wzmocnił się wizerunek firmy, teraz klienci wiedzą, że mogą otrzymać wsparcie tutaj, w Unii Europejskiej, nie przekraczając granic” — mówi inżynier.

W Kijowie produkują modele od zera, po czym przywożą je do Gierałtowiczki. Tutaj odbywa się końcowy montaż zamówionych samolotów. Obecnie przez polskie przedstawicielstwo firma sprzedała już około sto samolotów, czyli dziesiątą część od całej sprzedaży.

Dzięki samolotom pasą… krowy

Początkowo oddział znajdował się na terenie aeroklubu Krakowskiego w Pobiedniku Wielkim, a w 2016 r. zostaje przeniesiony na lotnisko w Gierałtowiczki. „Kiedy tu byliśmy z moim partnerem Olegiem Litowczenko na otwarciu, dwa lata temu, zastanawialiśmy się, dlaczego nie można za takie same pieniądze na Ukrainie zbudować takiego hangaru. U nas to jest droższe, mimo że to tutaj za siłę roboczą trzeba zapłacić więcej” — mówi Jakowlew. Z doświadczenia biznesmena, im trudniej w kraju zorganizować swój biznes, tym więcej to będzie kosztować. Takie czynniki jak niska konkurencja i korupcja zwiększają wartość produktu do wielkości krajów Europejskich.

Minimalna cena samolotu to 51 tys. euro. Kupują je najczęściej szkoły lotnicze, przedsiębiorstwa lub biznesmeni, którzy chcą latać. Główny konsument „Aeroprakta” to Australia. „W Australii na naszych samolotach nie tylko latają dla zabawy, ale także pasą krowy. Najpierw wyprowadzają krowy na pastwisko, a potem zapędzają za pomocą stalowych ptaków” — opowiada inżynier.

Przykazanie biznesmena

Jurij Jakowlew twierdzi, że aby stać udanym biznesmenem, należy być pewnym siebie i wytrwale iść do celu.

W awiacji, według inżyniera, najważniejsze jest odpowiednie podejście do klientów. „W naszym przypadku klient ma zawsze rację. Jeśli pojawia się jakiś błąd z naszej strony, musimy go rozwiązać w taki sposób, by klient nie został obrażony” – mówi biznesmen.

Teraz „Aeroprakt” jest na trzecim miejscu w świecie pod względem sprzedaży. Inżynier przyznaje, że nie czuje konkurencji ze strony innych producentów. „Jeśli ktoś kupił samolot u innej firmy, a nie u nas, uważam, że to normalnie — komuś się podoba zielony, a komuś czerwony. Ktoś uważa, że skrzydła powinny być na dole, a jeśli są na górze — to jest źle. Ja zawsze mówię, że główny konkurent dla nas to jest nasze lenistwo, niechęć dokonywać zmian na lepsze” — mówi.

Iryna Davydenko

Autorka jest dziennikarką pierwszego portalu dla Ukraińców w Krakowie – UAinKrakow

Reklama