– Wydaje mi się, że od polityka, który kandyduje na urząd prezydenta wypadałoby wymagać odrobinę rzetelności i zapoznania się z tematem – mówi o pomysłach Łukasza Gibały Sara Partyka, członek Stowarzyszenia Dorożkarzy Krakowskich, masażysta dużych zwierząt i pasjonatka koni od 20 lat.
Partyka opowiada KRKnews o pomyśle Łukasza Gibały dotyczącym likwidacji dorożek oraz mówi, czy możliwe jest przekwalifikowanie dorożkarskich koni do hipoterapii lub jazdy konnej. Zdradza również jak wygląda praca dorożkarza i jaką opieką otoczone są konie.
Krknews: Kandydat na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała wpadł na pomysł, by zlikwidować całkowicie dorożki i zamiast nich wprowadzić pojazdy elektryczne.
Sara Partyka: Pan Gibała bardzo poważnie podszedł do tego tematu, choć jego dotychczasowe doświadczenie ani zawodowe ani życiowe nie wskazuje, by posiadał rozległą wiedzę na temat posiadania i użytkowania koni. Po drugie – oparł się na stanowisku Krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt, które zresztą też nie ma dużego doświadczenia. Ich dotychczasowe działanie sprowadza się do pomocy psom i kotom.
Powiedział rzecz odważną. Szkoda, że nie zapoznał się z tematem rzetelnie. Z naszej strony wygląda to tak, że ani Łukasz Gibała, ani nikt z jego środowiska nie raczył ani też nie wykazał żadnej chęci, żeby się spotkać z dorożkarzem czy przedstawicielami naszego stowarzyszenia. Nie zapoznał się dokładnie z naszymi regulacjami ani z naszą pracą i wyrobił sobie opinię.
Mam też niestety wrażenie, że Łukasz Gibała stoi w mocnej opozycji do obecnie urzędującego prezydenta. Zawsze więc powie coś odwrotnie niż prof. Jacek Majchrowski
Mam też niestety wrażenie, że Łukasz Gibała stoi w mocnej opozycji do obecnie urzędującego prezydenta. Zawsze więc powie coś odwrotnie niż prof. Jacek Majchrowski. Chciałabym podkreślić, że obecny prezydent, gdy pojawiły się pierwsze wątpliwości co do tego w jakich warunkach pracują i mieszkają konie, nie tylko spotkał się z dorożkarzami, ale również z weterynarzami, hipologami i zootechnikami. Dopiero na tej podstawie wydał swoją opinię na ten temat.
Wydaje mi się, że od polityka, który kandyduje na urząd prezydenta wypadałoby wymagać odrobinę rzetelności i zapoznania się z tematem. W obliczu tych pomysłów my wyszliśmy z inicjatywą do Łukasza Gibały i zwróciliśmy się z propozycją spotkania. Może też to wynikać z tego, że KSOZ przeprowadził sondaż w Gazecie Wyborczej. Wyniki tych badań wykazały, że 75% badanych nie chce dorożek w Krakowie. Tylko, że jest tutaj jedno niedomówienie. W sondażu wzięło udział tylko 100 osób. Nie jest to nawet grupa reprezentacyjna dla Krakowa.
My jako grupa zawodowa dysponujemy listem poparcia, który podpisało 400 osób. Jeżeli chcemy skonfrontować się wynikami sondaży, to mamy przewagę, ale przecież nie oto chodzi kto ma więcej głosów. Uważamy, że możemy rozmawiać i chętnie to zrobimy, ale z osobami, które mają coś w tym temacie do powiedzenia. Jeżeli nie znam się na chirurgii to nie doradzam chirurgowi jak przeprowadzić operację na otwartym sercu. Wymagamy profesjonalizmu i rzetelności od osób, które dają wyraz swojej opinii na ten temat. Mało kto wie, że konie dorożkarskie są badane zarówno podczas pracy, jak i w trakcie dni wolnych. Porównuje się na przykład poziom hormonu stresu w dni wolne i w dni pracy. Badania opracowują specjaliści z Uniwersytetu Rolniczego. Do tej pory żadne z wyników nie wskazały, aby koniom na Rynku działa się krzywda.
Mało tego – wyniki pokazują, że praca koni w dorożce jest zaliczana do lekkiej lub średniej. Ciężką pracą dla konia jest całodniowa zrywka w lesie czy rajd na 160 km w jeden dzień. W Krakowie przeprowadza się także pionierskie badania z urządzeniem WGBT. Pobiera ono pomiary z czterech miejsc pracy koni. Póki co wszystkie badania wskazują, że konie świetnie sobie radzą w warunkach miejskich jak i przy wysokiej temperaturze, co najczęściej nam się zarzuca.
Gibała obiecał wizytę w stajni, jednak od tamtej pory kontakt ucichł.
Jak więc wyglądało spotkanie z Łukaszem Gibałą?
– Na spotkanie przyszła jego przedstawicielka, a dopiero później nieoczekiwanie zjawił się sam Gibała. Okazało się, że swoje stanowisko opiera na wiedzy swojego eksperta Agnieszki Wypych z Krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt. Niestety, pani Wypych nie ma żadnej wiedzy o koniach i z wykształcenia jest filozofem. Myślę, że Łukasz Gibała nie zna regulacji ani raportów dotyczących koni dorożkarskich. Obiecał wizytę w stajni, jednak od tamtej pory kontakt ucichł.
Łukasz Gibała wypowiadał się, że chciałby przeznaczyć konie dorożkarskie do hipoterapii lub jazdy konnej.
– To jest przykład na to, że pomysły nie idą w parze z wiedzą na temat koni. Konie do hipoterapii powinny mieć 140-150 cm w kłębie, ponieważ opiekun musi pilnować dziecka na grzbiecie konia. Nie wyobrażam sobie, żeby koń który ma 1,70 m w kłębie służył do hipoterapii. Nie chodzi tutaj o cechy charakteru tylko o to, że konie dorożkarskie są po prostu za duże.
Należy się zastanowić czy konie w szkółkach rekreacyjnych mają lepiej? Poddaje to pod wątpliwość. Często pojawia się zarzut, że koń na Rynku ma smutne oczy. Proszę mi wierzyć, że sama jeżdżę konno i znam całe mnóstwo prestiżowych stajni z super końmi. Gdybym miała szukać smutnych oczu, to chyba bym poszłabym właśnie tam. Prestiżowa stajnia oznacza, że koń nie ma dostępu do wybiegu, wychodzi tylko na halę na godzinną jazdę, wymaga się od niego bardzo dużo. Niestety dzisiejszy sport jeździecki domaga się, by efekty były bardzo szybko, a wynik bardzo spektakularny. Nikt nie bierze pod uwagę tego czy koń jest na to gotowy pod względem psychicznym i fizycznym. W Rynku natomiast koń musi mieć obligatoryjnie skończone 5 lat, bo ten wiek uznaje się za dojrzałość fizyczną.
Załóżmy, że ktoś wyda zakaz używania koni do dorożek. Co wtedy się stanie z tymi zwierzętami?
– Do pracy w dorożkach konnych jest zgłoszonych około 150 koni. Dla wielu z tych zwierząt dorożka była ratunkiem przed rzeźnią. Nikt z nas nie ma ochoty wysyłać swojego konia do handlarza czy rzeźnika. Decyzja o sprzedaniu konia wcale nie jest łatwa i staramy się nie brać pod uwagę takich sytuacji. Jednak co zrobić z taką liczbą koni, które w większości pracują tylko w zaprzęgu i tylko to potrafią?
Nikogo z dorożkarzy nie będzie stać na utrzymanie takiej stawki zwierząt, jaką w tej chwili mają, jeżeli te konie nie mają jak na siebie zarobić. Ciężko mi się o tym myśli, bo z własnej perspektywy wiem, że z każdym koniem człowiek jest bardziej lub mniej związany. Z każdym z tych zwierząt spędza się większą część dnia lub nawet cały dzień. Nie wyobrażam sobie podjąć decyzji czy sprzedać moje konie w inne dobre ręce, ale już nie będzie ze mną czy ten koń ze mną zostanie. Ja nie potrafię takiego wyboru dokonać.
Każdy koń ma inne cechy i swoją historię. Nie umiałabym wybrać: tego zostawiam, a tamtego sprzedaje. To jest transakcja wiązana- koń pracuje na mnie, ale też pracuje na siebie. Zwierzęta, które pracują utrzymują również inne zwierzęta na przykład koni emerytów w naszej stajni. W tej chwili mamy w rodzinie ponad 20 koni, z czego część to są emeryci, którzy wcześniej pracowali w dorożce.
Jak więc wygląda praca w dorożce?
– Mamy 36 dorożkarzy, których praca podzielona jest na zmiany według dni parzystych i nieparzystych. Każdy dorożkarz może mieć tylko jedną dorożkę, więc ta jedna dorożka pracuje 15 dni w miesiącu, co drugi dzień. Trzeba wziąć pod uwagę ile w sezonie od maja do września odbywa się imprez na Rynku. Wtedy dorożki nie mogą wjechać do centrum. W najintensywniejszym trybie pracy konie pracują co drugi dzień, ale to się nie zdarza.
Każdy z dorożkarzy ma co najmniej dwie pary koni. Idąc tym tropem, koń pracuje dwa razy w tygodniu. Jeżeli mamy dwa dni pracujące to wtedy każda para koni ma jeden dzień pracy.
Każdy z dorożkarzy ma co najmniej dwie pary koni. Idąc tym tropem, koń pracuje dwa razy w tygodniu. Jeżeli mamy dwa dni pracujące to wtedy każda para koni ma jeden dzień pracy. Jeżeli są to trzy dni to wtedy jedna para pracuje dwa dni, a druga tylko jeden dzień. Według regulaminu koń może być 12 godzin w pracy, co daje 24 godziny pracy w ciągu tygodnia.
Zauważmy, że często człowiek pracuje więcej, bo aż 40 godzin. Mało osób zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ dorożki na Rynku są codziennie. Wiele osób myśli więc, że na Rynku cały czas są te same konie cały tydzień.
Czyli dorożkarze nie mogą sobie pozwolić na samowolę?
– Regulamin obowiązujący dorożkarzy w Krakowie jest bardzo pionierskim regulaminem pracy. W przepisach znajdziemy nie tylko zastrzeżenia jak ma wyglądać powóz, ale też w jaki sposób możemy użytkować konie do pracy, jakie warunki należy im stworzyć i kto może nas kontrolować. Tych instytucji kontrolujących pracę dorożkarzy jest kilka.
Pierwszym frontem jest urząd miasta, z którym mamy podpisaną umowę, czyli zezwolenie tak zwaną wjazdówkę do Rynku Głównego. Oprócz tego powiatowy lekarz weterynarii, który z komisją złożoną z przedstawicieli właśnie z powiatowego lekarza weterynarii i urzędników miasta. W okrojonym składzie do komisji należą przynajmniej 3 osoby, które jeżdżą po stajniach i sprawdzają warunki, w jakich konie żyją. Czyli oprócz wyrywkowych kontroli na Rynku czy ze strony Straży Miejskiej, powiatowego lekarza weterynarii czy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami są dodatkowe kontrole w stajniach, które odbywają się przynajmniej raz w roku. Sprawdzane jest jakie są warunki życia koni i czy się zmieniły na plus czy na minus.
Jeżeli zostaną zauważone uchybienia, to dorożkarz jest zobowiązany do naprawienia tych wad. Kolejna kontrola sprawdza, czy wada została usunięta czy też nie. Są to zazwyczaj zastrzeżenia minimalne, typu w apteczce nie ma wody utlenionej, a jest spirytus salicylowy. Tak więc dużo instytucji kontroluje pracę dorożkarzy, o czym nie wszyscy wiedzą. Ludziom się wydaje, że jak jeździ się dorożką to jest się poza prawem i poza wszystkim. A tu się okazuje, że trzeba naprawdę spełnić masę warunków.
Przyznam szczerze, że te kontrole są bardzo częste. Nie zawsze o nich wiemy. Na przykład przyjeżdża osoba z urzędu miasta i sprawdza czy dorożkarze stoją na Rynku Głównym czy też na postojach zacienionych. Po każdej kontroli jest protokół, a ten kto się nie zastosował do stania na postoju zacienionym jest złapany na gorącym uczynku. W związku z tym przewidziane są konsekwencje. Dorożkarze muszą raz do roku przejść obligatoryjne szkolenie. Potwierdzenie przejścia szkolenia musi zostać złożone w urzędzie miasta. Ma to podnosić kwalifikacje osób zajmujących się transportem konnym w Krakowie. Kursy obowiązkowe dotyczą dobrostanu koni oraz pracy w dorożce, czyli jakie mogą być sytuacje kryzysowe i jak na nie reagować.
Czy często zdarza się złapanie dorożkarza na gorącym uczynku?
– Zwykle nie. Co roku w okolicach kwietnia odbywa się spotkanie, w którym uczestniczy Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich, Dyrektor Wydziału Spraw Administracyjnych, Przedstawiciel Wydziału Kształtowania Środowiska, przedstawiciele KTOZ-u oraz służby miejskie. Wspólnie omawiamy co się działo i nad czym trzeba popracować. Straż miejska i policja dysponują statystykami, ile było zgłoszeń telefonicznych dotyczących pracy koni dorożkarskich, ile z nich się potwierdziło, ile było zasadnych, a ile nie. Na tej podstawie układamy sobie wytyczne na każdy nadchodzący sezon i potem współpracujemy z urzędem miasta. Jeżeli dochodzi do jakiś nieprawidłowości, to musimy nad nimi popracować i zdyscyplinować niektórych dorożkarzy. Potwierdzonych zgłoszeń jest z roku na roku coraz mniej, a często jak się pojawiają to nie mają potwierdzenia.
Jak wygląda akcja ratunkowa dla konia?
– Jeżeli chodzi o sytuacje kryzysowe, to w mojej ocenie nigdzie nie jest rozwinięty tak system pomocy dla zwierząt dużych w sytuacjach kryzysowych jak u nas w Krakowie. Dlatego, że nie tylko wewnętrzne ustalenia dorożkarzy, ale również współpraca z urzędem miasta czy też nawet ze strażą pożarną o czym mało kto wie, sprawia, że jesteśmy w stanie szybko zapewnić opiekę dużemu zwierzęciu, które mogło poczuć się gorzej.
Konie pracujące w Rynku muszą mieć co roku powtarzane obligatoryjnie badania na podstawie, których koń może wjechać do centrum. Bez badań zwierzę nie może pracować.
Konie pracujące w Rynku muszą mieć co roku powtarzane obligatoryjnie badania na podstawie, których koń może wjechać do centrum. Bez badań zwierzę nie może pracować. Niestety, to jest tak jak z ludźmi. Rano często nic nie zdradza, że koń w południe może poczuć się gorzej. Dorożkarze nie są laikami. Są to osoby, które mają dużą wiedzę na temat tych zwierząt. Czasami objawy są bardzo niepozorne. Na przykład koń krzywo stanął i pojawia się pytanie czy zrobił to, bo wystawała płytka brukowa czy po prostu poczuł się gorzej. Sytuacje są naprawdę różne i czasami zdarzają się takie, których nikt nie jest w stanie przewidzieć.
Natomiast należy zwrócić uwagę, ile takich sytuacji się dzieje w Rynku przy tej ilości koni i jak szybko są te sytuacje opanowywane. Przykładowo ostatnia sytuacja z kwietnia, kiedy koń źle się poczuł pod Wawelem. Od momentu zauważenia objawów do momentu, gdy koń był transportowany do weterynarza minęło 15 minut. Śmiem twierdzić, że w przypadku ludzi pomoc nie przyjeżdża często tak szybko. By zapewnić naszym zwierzętom natychmiastową pomoc ambulatoryjną, jest szereg regulacji z różnymi instytucjami, które pozwalają zareagować w różnych sytuacjach naprawdę bardzo szybko. W okolicy Rynku jest dostępne auto do transportu dużych zwierząt. Weterynarze mają zapewniony wstęp do Rynku bez żadnych zgód, podobnie jak transport dla konia. Mamy ustalony ze strażą pożarną na Westerplatte wspólny plan działania, by jak najszybciej opanować kryzysowe sytuacje.
Każdy ma podzieloną rolę i wie co ma zrobić. Zawsze najpierw informujemy straż miejską co się wydarzyło, a następnie dajemy znać dyrektorowi od spraw administracyjnych. Myślę, że w Krakowie mamy naprawdę bardzo dobre rozwiązania i inni mogą nam zazdrościć. Chciałabym zobaczyć statystyki ile rocznie wypadków dzieje się w stajniach rekreacyjnych czy na torach wyścigowych. Sądzę, że wyniki mogłyby nas zaszokować.
Ile lat konie pracują w dorożce?
– To wszystko zależy od predyspozycji konia. U niektórych dorożkarzy mogą pracować nawet 15 lat. Myślę, że średnia wynosi 10 lat. Trzeba sobie zdać sprawę, że nie każdy koń nadaje się do pracy przy ruchu miejskim. To jest naprawdę bardzo długi proces szkolenia i my sprawdzamy czy zwierzę sobie poradzi i zaadoptuje się do warunków.
Są konie, dla których praca w ruchu miejskim jest bardzo stresująca, więc nie decydujmy się na pracę z takim zwierzęciem. Są takie konie, które są wycofane z pracy z powodu na przykład przepisów. Nasz pierwszy koń nie może pracować, ponieważ wszedł przepis zakazujący używania do pracy ogiera. To właśnie jeden z naszych koni, który został dosłownie zdjęty z rampy na rzeź. Został sprzedany ze zrywki drewna, ponieważ miał trudny charakter. Mój teść go odkupił i jest już z nami ponad 20 lat.
A czy konie mogą liczyć na urlop?
– Pary pracujące koni wymienia się dosyć często. Co jakiś czas rozkuwamy konie, czyli ściągamy podkowy. Konie są wtedy na dłuższym urlopie. Chodzą po wybiegu i pasą się. Po jakimś czasie wracają do pracy, ale najpierw jest etap wdrożeniowy. Trzeba zadbać o to, by koń przyszedł do pracy z odpowiednią kondycją. Konia należy traktować jak sportowca. Gdy wróci do dorożki to pracuje kilka miesięcy, a później znowu jest rozkuwany. W tym czasie pracują jego zmiennicy.
Czyli próbujesz powiedzieć, że dorożka nie jest taka zła dla konia?
– Jestem też masażystką dużych zwierząt. Mięsień, na którym spoczywa większość ciężaru siodła i jeźdźca jest w ogóle mięśniem nie przystosowanym do dźwigania ciężaru. Jest to mięsień przenoszący siłę napędową z zadu na przód. Czy w takim razie siadanie na tym mięśniu jest komfortowe dla konia i sprawia, że czuje się lepiej? Jeżeli popatrzymy na sposób udomowienia konia 2 tysiące lat temu, to tak naprawdę najpierw człowiek wymyślił, że koń może być siłą pociągową. Dopiero po wielu latach wpadł na to, że na konia można wsiąść.
Ruch ciągnięcia może być dla konia wygodniejszy niż siedzenie mu na grzbiecie. Ja sama jeżdżę konno, więc nie mam nic przeciwko. Natomiast jeżdżąc i obserwując innych jeźdźców zastanawiam się, czy oni mają pojęcie co oni tym koniom robią. Tam czasami widzę zdesperowane i smutne konie. Tutaj widzę częściej znudzone konie, ponieważ ta praca jest monotonna zarówno dla konia jak i dla ludzi.
Apelujemy o to, by zapoznać się z tematem, zanim zacznie się o nim mówić. Rzucać oblegi jest łatwo, ale należy przemyśleć czy ludzie ciężko pracujący na to zasługują.
Mimo to dorożkarze w Krakowie są często krytykowani.
– Każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, ale nikt nikomu nie może narzucać własnego zdania. Apelujemy o to, by zapoznać się z tematem, zanim zacznie się o nim mówić. Rzucać oblegi jest łatwo, ale należy przemyśleć czy ludzie ciężko pracujący na to zasługują. Strasznie śmieszy mnie nazywanie dorożkarzy nierobami. Tylko ktoś kto ma swoje gospodarstwo z dużymi zwierzętami wie, ile pracy kosztuje utrzymanie tego wszystkiego.
Jeżeli ktoś twierdzi, że dorożkarz jest nierobem, to ja go serdecznie zapraszam do posprzątania naszych 18 szesnastometrowych boksów. Trzeba robić to codziennie. Chętnie dam w prezencie widły i zaproszę do pracy. To jest tylko wierzchołek góry lodowej pracy, jaką trzeba wykonać, by dorożka stanęła na Rynku. To są godziny roboty. To nie jest praca 8 godzin dziennie, tylko robota non stop, nie ważne czy to są święta czy dni wolne. W Sylwestra zostajemy z końmi, bo nigdy nie wiemy, co się będzie działo. Mamy zobowiązania wobec tych koni. Całe życie mojej rodziny jest podporządkowane dorożce. Dorożkarz o wakacjach nawet nie ma co myśleć.
Just.
zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay



