Takiej zadymy wśród krakowskich radych już dawno nie było. A wszystko przez to, że miejscy aktywiści zażądali parku na osiedlu Podwawelskim. Ale „zapomnieli” powiedzieć, że teren, na którym chcą zrobić park jest… prywatny. No i teraz krakowscy radni mają dylemat: działać pod publiczkę, podlizując się grupie samozwańczych miejskich aktywistów czy uszanować prywatną własność?
O tej głośnej i bulwersującej sprawie pisaliśmy TUTAJ
O komentarz poprosiliśmy samych radych, którzy ostatecznie podejmą decyzję co dalej z – podkreślamy raz jeszcze – prywatnym terenem. Oto argumenty miejskich rajców.
„Miasto ma o wiele więcej ważniejszych terenów do wykupienia”
Rozmowa z Dominikiem Jaśkowcem, przewodniczącym rada miasta, radnym PO
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki o zdanie?

Dominik Jaśkowiec: – To jest sprawa, która jeszcze nie weszła na formalne tory. Środowiska lokalne i mieszkańcy mieli pomysł, by stworzyć park. Trzeba się ich zapytać czy rozmawiali z właścicielką. Jeżeli nie to dlaczego, bo było by dobrze porozmawiać z właścicielem terenu. O całej sprawie przesądzi miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Na tym etapie prace są szeroko konsultowane. Właściciele terenu uczestniczą w aktywny sposób w tworzeniu planu. Prawo miejscowe przesądzi o ewentualnym ograniczeniu prawa własności i przeznaczeniu terenu na park lub inne cele. Tra postępowanie przygotowawcze.
Czy robienie parku w tym miejscu nie jest populizmem i próbą podlizania się aktywistom?
– To nie jest język, którym powinno się rozmawiać. Kraków w 68% składa się z terenów prywatnych. Gdybyśmy traktowali wszystkie tereny prywatne w ten sposób, że pozwalalibyśmy im na wszelką dowolność w zakresie wykorzystywania przez właścicieli, to miasto zostałoby objęte jednym wielkim chaosem. Nie dałoby się żyć i funkcjonować w mieście. Prawo mówi, że tereny prywatne można wywłaszczać i wykupywać na cele publiczne po zapłaceniu odpowiedniego odszkodowania, które jest wartością rynkową tego terenu. Jest możliwy taki dryf, by utworzyć tam park i teren wywłaszczyć. Oczywiście płacąc odszkodowanie. Nie wiem czy w tym miejscu jest to sensowne. O tym musi zadecydować analiza urbanistyczna, czyli muszą porozmawiać fachowcy, którzy się na tym temacie znają i zobaczyć w jakiej formie może być wykorzystany teren. Pewnie w ramach prac analizy powstaną, a na ich podstawie będą uchwalane plany i to zadecyduje o przeznaczeniu tego terenu.
A pan zagłosuje za parkiem?
– Jak będzie projekt uchwały z planem zagospodarowania przestrzennego to będziemy się zastanawiać. Z planami jest zawsze tak, że obejmują jakiś szerszy teren. W tym przypadku jest to plan dla os. Podwawelskiego, więc jest to szersza całość. Trzeba będzie spojrzeć i zobaczyć ten plan. Zależnie od tego jak będzie skonstruowany to trzeba będzie podjąć decyzję. Osobiście uważam, że tereny są bardzo ważne, ale miasto ma o wiele więcej ważniejszych terenów do wykupienia, patrząc z perspektywy ogólnokrakowskiej. Wszystkie analizy pokażą nam sensowność tego pomysłu i wskażą jakieś rozwiązanie. Tak jak mówiłem – są inne tereny, które powinny być w pierwszej kolejności pozyskane na rzecz parków.
„Parki trzeba planować, by w ogóle mieć jakąś zieleń i się nie podusić od smogu”
Rozmowa z Aleksandrem Miszalskim, szefem Platformy Obywatelskiej w Małopolsce i krakowskim radnym
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki o to, co chce zrobić ze swoją działką?
Aleksander Miszalski: – To nie jest tak, że nikt nie zapytał właścicielki o zdanie. Spotkałem się z nią i rozmawiałem, więc jej zdanie znam. Oczywiście ona chciałaby jak najwięcej z tego terenu przeznaczyć pod zabudowę. To jest zrozumiałe i z jej punktu widzenia rozsądne. Po drugiej stronie jest jednak parę tysięcy mieszkańców osiedla Podwawelskiego, którzy cierpią przez brak zieleni, bo faktycznie nie ma w tej okolicy zbyt wielu parków. Boją się dość mocno, że jak urząd zrealizuje plan zagospodarowania miejscowego, to zostanie tam puszczona przelotówka, która dodatkowo wprowadzi ruch na osiedlu. Teren nie jest objęty strefą płatnego parkowania, więc już mają więcej samochodów. Problem jest złożony. Z jednej strony chodzi o tereny tej pani, a z drugiej o przelotówkę. Spotkałem się z właścicielką, rozmawiałem przez godzinę co można zrobić, by wyjść z tego impasu i stworzyć kompromis.

Można jednak odnieść wrażenie, że próba stworzenia parku w tym miejscu jest zarazem próbą podlizania się aktywistom i działaniem skrajnie populistycznym.
– To nie aktywiści chcą parku tylko mieszkańcy. Byłem na spotkaniu w radzie miasta, na którym w sali obrad było 300 osób. Byłem też na spotkaniu na os. Podwawelskim w szkole i ludzie stali na korytarzu. Było z 200-300 osób. Nie widziałem tam aktywistów tylko mieszkańców osiedla, którzy chcą mieć zieleń. Zawsze jest ten problem. Uchwalamy plany zagospodarowania terenów pod zieleń, ale często są to własności prywatne. Trzeba znajdować kompromis i pozwalać ludziom godnie na tych terenach zarabiać. Z drugiej strony trzeba parki tworzyć i wykupywać od osób prywatnych tereny w przyzwoitych stawkach, by nie były stratne. Obecność terenów zielonych w Krakowie jest jaka jest i wszyscy o tym wiemy. Nie ma wielu zielonych terenów gminnych. Te parki trzeba planować, by w ogóle mieć jakąś zieleń i się nie podusić od smogu. Na pewno tam było paru aktywistów, ale widziałem osoby w wieku 60+, a to raczej nie kojarzy się z aktywistami.
Czyli chciałby pan, by na działce powstał park? Jak będzie pan głosować?
– Głosowaliśmy raz w tej sprawie. Była to uchwała kierunkowa, by ten park stworzyć. Głosowałem oczywiście za. Jest również uchwała, którą sam napisałem o odstąpienie od planu w sytuacji, gdy plan nie spełniałby oczekiwań mieszkańców. Na razie uchwała jest zawieszona. Czekamy na propozycję planu zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli będzie akceptowalna to uchwałę wycofamy. Jeżeli będzie nie do zaakceptowania to będę głosować za tym, by odstąpić od zabudowywania tego obszaru. Trzeba pogodzić interesy właścicielki z interesami społeczności lokalnej i znaleźć takie wyjście, by nie musiała w całości terenów oddawać pod park i by całość nie została zabudowana blokami. Trzeba znaleźć kompromis, by część była zabudowana, a część była parkiem. Myślę, że da się to zrobić, bo teren jest duży. Trzeba tylko próbować dogadać ze sobą dwie strony.
Co jeżeli właścicielka nie będzie chciała oddać tego terenu?
– Wtedy będzie problem, bo gdyby każdy nam tak powiedział w mieście to byśmy musieli przestać robić parki i wszyscy byśmy się podusili. Będziemy musieli wymyślić inne rozwiązanie. Zawsze tak jest z kompromisami, że obie strony nie do końca są zadowolone. Nie ma jeszcze planów, więc nie ma możliwości tam budować. Ciężki temat jak zawsze, ale mam nadzieję, że da się znaleźć jakiś kompromis.
Jednak problem także w tym, że aktywiści wpadli na pomysł stworzenia parku i zaczęli działać bez wiedzy właścicielki terenu.
– To dość niezręczna sytuacja. Spotkania robiła spółdzielnia mieszkaniowa. W radzie miasta to było spotkanie konsultacyjne dotyczące planu. Każdy mógł przyjść i chyba nawet właścicielka wtedy tam była. Na jednym ze spotkań na os. Podwawelskim byłem ja i ta pani też. Stąd się z nią spotkałem, miała do mnie telefon i się umówiliśmy. Powinno się to konsultować z nią, bo to jej teren. Jednak planowanie przestrzenne tak działa, że jakbyśmy zawsze chcieli brać zdanie tylko właściciela terenu, to nie mielibyśmy parków. To nie może być tylko i wyłącznie zdanie właściciela terenu. Niestety tak jest.
A jakby pan zareagował, gdyby ktoś chciał zrobić na pańskiej działce park?
– Gdybym miał gwarancję, że kupiłem działkę budowlaną i ktoś chciałby mi to zmienić, to bym się wkurzył. Jeżeli miałbym działkę, która nie jest budowlana i miałbym nadzieję, że kiedyś będzie budowlana to miałbym trochę mniejsze prawo protestować.
„Jeżeli mieszkańcy chcą park, to trzeba iść im na rękę”
Rozmowa z Rafałem Komarewiczem, szefem klubu radnych Przyjazny Kraków
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki o zrobienie parku na jej działkę?

Rafał Komarewicz: – Nie wiem. Jest wydział, który się tym zajmuje i powinien to zrobić. Z tego co wiem są prowadzone rozmowy i jest możliwość porozumienia. Ta pani była u mnie na dyżurze i jest gotowa, żeby porozumieć się z miastem. Z informacji jakie mam, toczą się rozmowy na ten temat.
Jaki powinien być dalszy krok?
– Jeżeli mieszkańcy chcą mieć park to jak najbardziej jestem za, ale powinno się osiągnąć porozumienie z obecną właścicielką. Są możliwości takie: miasto odkupuje działkę i robi park lub ewentualnie porozumiewa się z właścicielką o możliwościach zabudowy. Część może zostać parkiem, a reszta zostanie przeznaczona pod budowę. Powinny być kontynuowane rozmowy w tym temacie i trzeba się porozumieć.
Jak pan zagłosuje w tej sprawie?
– Wszystko zależy od tego jakie będą warunki, czy to będzie np. wykup, porozumienie z właścicielką, wywłaszczenie. Na pewno jeżeli mieszkańcy chcą park, to trzeba iść im na rękę. Trzeba pamiętać o poszanowaniu drugiej strony. Najlepiej się porozumieć, a nie stawiać sprawę na ostrzu noża. Jeżeli miasto chce park, to musi wykupić ten teren. Takie są zasady. To nie jest tak, że miasto zabiera ziemię. To nie jest komuna. Jeśli mieszkańcy chcą mieć w jakimś miejscu park i rozumiem, że urbaniści akceptują takie rozwiązanie, to czemu ten park miałby nie powstać? Parki robimy nie tam, gdzie my chcemy jako radni i urząd miasta, tylko tam gdzie chcą mieszkańcy. Jeżeli mieszkańcy chcą park, to miasto powinno sprostać oczekiwaniom w miarę możliwości finansowych i prawnych.
„Jestem za parkiem, ale prawnie nie widzę rozwiązania”
Rozmowa z Włodzimierzem Pietrusem, szefem klubu radny PiS, członkiem komisji planowania przestrzennego
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki na co chce przeznaczyć swój teren?
Włodzimierz Pietrus: Rozmawialiśmy z właścicielami podczas spotkania klubu. Zostali zaproszeni na wniosek radnego Marka Sobieraja i rozmawialiśmy o zastanej sytuacji. Konkluzja była taka, że będziemy mieć w planie realizacje zapisów ze studium albo w konsekwencji będziemy mieć sytuację, że na WZ-tkach nastąpi możliwość zabudowy. Ze względu na to, jakkolwiek nie postąpimy to ten teren będzie zabudowany.
Jaki powinien być dalszy krok w tej sprawie?

– Sprawa jest praktycznie nierozwiązalna. Musielibyśmy zmienić studio zagospodarowania przestrzennego. Zmiana studium wymaga nawet 5 lat, by mogły się dokonać nowe rozstrzygnięcia i rozwiązania zagospodarowania przestrzennego Krakowa. Patrząc na tę perspektywę, to jest dość długi okres, a jeżeli właściciele nie uzyskają możliwości zabudowy w planie miejscowym, to mogą uzyskać korzystniejsze warunki niż w planie miejscowym, gdzie narzucono na nich ograniczenia dotyczące wysokości i intensywności zabudowy czy wskaźników biologicznie czynnych, czyli tereny musiałby pozostać maksymalnie zielone.
Jest pan za tym, by powstał w tym miejscu park?
– Jestem za, ale prawnie nie widzę rozwiązania, chyba że miasto wykupi ten teren od właścicieli. Proponowaliśmy to na sesji. To dałoby gwarancję, bez względu na to co mówią plan i studium, żeby pozyskać ten teren pod park. To jedyna gwarancja dla mieszkańców i możliwość prawna, która byłaby realna. Musiałyby się jednak znaleźć na to środki w budżecie i musiałaby być zgoda właścicieli, że sprzedadzą ten teren. Mogą równie dobrze odmówić.
Czy tworzenie w tym miejscu parku nie jest populizmem?
– Początki pomysłu stworzenia parku były takie, żebyśmy nie uchwalili planów zagospodarowania miejscowego i byśmy go odrzucili. To jest najgorsze rozwiązanie. To populistyczne działanie, które było bezsensowne, spowodowało, że wpadliśmy w pułapkę. Bez planów zabudowania miejscowego zabudowa mogłaby być jeszcze bardziej nieakceptowalna dla mieszkańców, którzy chcą mieć jak najwięcej terenów zielonych.
„Właścicielka ma prawo do dysponowania terenami”
Rozmowa z Markiem Sobierajem, krakowskim radnym PiS
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki o to, czy chce zrobić park na swojej działce?
Marek Sobieraj: – Wiadomość o tej sytuacji poszła wielką falą ze spółdzielni mieszkaniowej na os. Podwawelskim. Gdzieś ktoś napisał, że na terenie ogrodnika mają powstać wielkie bloki. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że jest to teren prywatny i wszyscy zaczęli uzurpować sobie prawa do tego miejsca. Znając skalę problemu napisałem uchwałę kierunkową do prezydenta, żeby rozważyć możliwość stworzenia parku. Sprawa jest poważna i wiąże się z wykupem terenu. Ponadto na os. Podwawelskim obowiązuje studium, które nie przewiduje powstania tam parku. Jest to teren budowlany MW, czyli mieszkaniowy wysokiej zabudowy. Nie jest to miejsce przewidziane pod park.
Tymczasem aktywiści miejscy na siłę chcą go tam zrobić.
Było wiele spotkań, bo mieszkańcy bardzo pragną, by powstał tam park. Natomiast na jednym z nich pojawiła się pani, która okazała się właścicielką. Powiedziała, że jest to teren szkółki drzew i krzewów dr Śląskiego. Kobieta była bardzo rozżalona całą tą sytuacją, bo nikt z nią wcześniej nie rozmawiał. Postanowiłem naprawić ten problem i zaprosiłem panią Anię z mężem na posiedzenie klubu PiS. Przedstawiła swoje wstępne plany i powiedziała o tym jak została potraktowana przedmiotowo w tej sytuacji.
Po raz kolejny napisałem więc interpelację do prezydenta na jakim jesteśmy etapie budowy parku. Jeszcze nie znam odpowiedzi. Analizowaliśmy sytuację bardzo dokładnie w naszym gronie i doszliśmy do wniosku, że studium wyraźnie wskazuje na teren budowlany MW. Wobec tego nie ma takiej opcji, by zrobić tam park. By zmienić studium trzeba będzie czekać 5 lat. Przez ten czas deweloperzy na WZ-tce będą mogli zabudować tam osiedle.
Czyli czas raczej nie będzie sprzyjał.

Jeżeli nie będzie szybkiej decyzji o wykupieniu terenu przez miasto z przeznaczeniem wybudowania parku, to będziemy mocno apelować, by wrócić jak najszybciej do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który byłby mocno restrykcyjny. Zwiększylibyśmy maksymalnie powierzchnię terenów zielonych i obniżylibyśmy maksymalnie zabudowę, by nie utrudniać życia mieszkańcom oraz postaramy się, by wszystkie ulice prowadzące do osiedla były „sięgaczami” od ul. Marii Konopnickiej i Kapelanki.
Gdybyśmy dopuścili do stworzenia przelotowej drogi, to zrobiłby się ogromny tranzyt na os. Podwawelskim. Rozjechałoby to osiedle, które już pęka w szwach. Szkoły i przedszkola, które tam funkcjonują, są już maksymalnie wykorzystane. Spowoduje to, że szkoły nie wydolą, a ulice i parkingi zostaną przepełnione.
Zauważyłem zaniedbania w okolicach os. Podwawelskiego. Napisałem interpelację dot. parku rzecznego Wilgi. Tak naprawdę jest tam mnóstwo terenów zielonych, które już moglibyśmy wykorzystać na zbudowanie parku, gdzie mieszkańcy os. Podwawelskiego mogliby wychodzić na spacery. W tym momencie w tych miejscach są dzikie wysypiska, a tereny są zaniedbane. Można by je oczyścić, przeprowadzić zabiegi pielęgnacyjne, zrobić aleje, ławki i oświetlenie. To już mogłoby służyć krakowianom.
Nie uważa pan, że brak rozmów z właścicielką terenu to lekki faux pas?
Właścicielka ma prawo do dysponowania terenami. To będzie wielką sztuką pogodzić interesy os. Podwawelskiego z właścicielką szkółki drzew i krzewów. Wiadomo, że jeżeli ktoś jest właścicielem terenów w środku miasta i ma zobowiązania dotyczące rodziny, to musi po prostu uzyskać dobrą cenę. Z tego co wiem trwają rozmowy z deweloperami, co też nie jest tajemnicą. Mówi o tym całe os. Podwawelskie. Jeżeli będziemy czekać na studium, to deweloperzy zdążą wybudować tam osiedle poza wszelkimi normami które wskazuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.
Czekam więc na decyzję prezydenta. Przypuszczam, że teren nie zostanie wykupiony. Mam przeczucie, że trzeba szybko uchwalić miejscowy plan. Wiem, że mieszkańcy nie będą zadowoleni. Lepiej ograniczyć możliwości dewelopera niż pozwolić, by zabudował każdy centymetr.
Konkretnie: jest pan za zrobieniem w tym miejscu parku?
Jestem bardzo za zrobieniem tam parku. Zieleni w Krakowie jest bardzo mało. Realnie patrząc, jeżeli parku nie będzie się dało zrobić, to trzeba będzie szybko przeprocedować miejscowy plan, żeby ograniczyć maksymalnie możliwość zabudowy terenu.
A to nie jest populizm?
Jestem zwolennikiem ograniczania zabudowy w centrum i pozwalania na nią na peryferiach, czyli za naturalnym i zrównoważonym rozwojem. Protestowałem przeciwko braku możliwości budowy przy Kolnej. Mieszkańcom w miejscowym planie zafundowano na ich prywatnych działkach teren zielony. Chciałem, żeby mogli wykorzystać swój teren. Trzeba patrzeć na to realnie. W centrum terenów zielonych brakuje, a ludzie chcą oddychać. n kolei Na peryferiach jest wiele łąk i mieszkańcy są skazani na to, że nie wybudują domu na własnej działce.
„Stworzenie parku nie jest w porządku w stosunku do właścicieli terenu”
Rozmowa z Grzegorzem Stawowym, przewodniczącym komisji planowania przestrzennego, radnym PO
KRKnews: Dlaczego nikt nie zapytał właścicielki o zdanie?

– To jest bardzo ciekawa sytuacja, że w Krakowie wyznacza się tereny zielone, kompletnie nie rozmawiając z ich właścicielami. Takie działki znajdują się zwykle w pobliżu domów ludzi, którzy przeciwko czemuś protestują. Oni namawiają ekologów lub radnych i w ten sposób wyznacza się tereny zielone, a nie tak, jak mówi Wydział Planowania Przestrzennego i dokumenty planistyczne.
Czy tworzenie parku w tym miejscu nie jest próbą podlizania się aktywistom?
– Stworzenie parku w miejscach przeznaczonych pod zabudowę nie jest w porządku w stosunku do właścicieli. Po drugie jest podkładaniem się pod oczekiwania mieszkańców bez wytłumaczenia im jak sytuacja wygląda naprawdę. Po trzecie to jest gra na nucie, że zieleń w tej chwili jest modna to trzeba w to iść i robić park. Teren „ogrodnika” na os. Podwawelskim na pewno od 20 lat, w kolejnych dokumentach planistycznych, czyli w tzw. studium, jest przeznaczony pod zainwestowanie. Zaraz obok jest plan miejscowy pt. „Ujście Wilgi”, w którym na tereny rekreacyjne przeznacza się chyba z 30 hektarów.
Jaki powinien być dalszy krok w tej sprawie i jakby pan głosował?
– Można szukać kompromisu między oczekiwaniami mieszkańców a właścicielki, ale ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś kogoś przepchnie. Trzeba po prostu usiąść do stołu i rozmawiać. Widziałem się z właścicielką terenu, byłem na dwóch spotkaniach z mieszkańcami i wydaje mi się, że tam jest pole do rozmów, żeby poszukać rozwiązania akceptowalnego zarówno dla właścicielki i jej rodziny jak i dla mieszkańców.
Zebrała: Justyna Słowikowska
AKTUALIZACJA. Po publikacji wypowiedzi radnych, skontaktowała się z nami właścicielka terenu. Stwierdziła, że jest bardzo wdzięczna za spotkania z radymi, ale podkreśliła, że każde z nich odbyło się na jej wyraźna prośbę.
Pani Anna, po tym jak z mediów i ogłoszeń na słupach dowiedziała się, że aktywiści chcą jej urządzić park, podjęła wiele prób, aby wyjaśnić zaistniała sytuację. Niektórzy radni rzeczywiście odpowiedzieli na jej prośbę o spotkanie. Ale żaden z nich, sam z siebie, nie chciał zapoznać się ze stanem faktycznym. A przecież wszyscy już raz głosowali w tej sprawie…



