Od paru dni w mediach społecznościowych i gazetach przewija się temat „Franekgate”, czyli wyjazdu dyrektora Łukasza Franka do Świnoujścia w celu wsparcia firmy żony. Chciałbym wam przedstawić moją analizę tej „afery” opisanej szczegółowo w Dzienniku Polskim – pisze w liście do KRKnews Łukasz Wantuch, radny Krakowa.

Dla tych, który nie wiedzą o co chodzi, krótkie wytłumaczenie. Łukasz Franek ma żonę, co samo w sobie nie stanowi zbrodni, ale czasami komplikuje życie. Firma żony „Via Vistula” wygrała przetarg na organizację części ruchu w… Świnoujściu i Franek pojechał tam z wykładem jako przedstawiciel jej firmy.
Cenię Dziennik Polski i inne gazety oraz uważam, że są bardzo ważne dla demokracji, zarówno krakowskiej jak i polskiej- dlatego też do budżetu obywatelskiego zgłosiłem projekt o nazwie „Demokracja Kosztuje”, który ma za zadanie wspomóc je finansowo.
Piszę to, mimo że magistrat nie przepada za Dziennikiem i Krakowską (najdelikatniej mówiąc) oraz mimo tego, że rok temu Dziennik napisał na pierwszej stronie artykuł na mój temat, który do dziś uważam za niesprawiedliwy (jedna z firm chciała zrewitalizować fragment Bulwarów Wiślanych, zgłosili się do mnie, gdyż lubię takie pomysły. Jednak po artykule „Radny Wantuch wspiera prywatną firmę” urząd miasta przestraszył się i wycofał z projektu, w efekcie czego do dziś w tym miejscu, zamiast pięknych bulwarów tętniących życiem, wyremontowanych za prywatne pieniądze, mamy nadal toaletę dla bezdomnych i pijaków pod gołym niebem).
Nie da się jednak zauważyć, że Dziennik Polski przejawia niechęć do krakowskiego magistratu i czasami szukają tematu na siłę. Łukasz Franek próbuje całą sprawę obrócić w żart, mówiąc, że „żonie się nie odmawia”. Czasami jest to dobra taktyka, ale stosuje się ją przeważnie w sytuacji beznadziejnej, kiedy nie ma innych argumentów.
Tutaj sytuacja jest inna. Dyrektor Franek ma kilka poważnych argumentów na swoją obronę. Żeby odpowiedzieć na pytanie, czy mamy tutaj do czynienia z aferą, należy zadać najpierw dwa inne: „Czy mamy tutaj konflikt interesów” oraz „Gdyby to nie była firma żony Franka, czy mógłby jechać?”
- Kwota: zacznijmy od najmniej ważnej rzeczy-kwoty. Zlecenie dla żony Franka opiewa na 85 tyś zł. Jest to bardzo duża suma dla każdej prywatnej osoby, ale przy przetargach i budowach transportowych są to śmiesznie małe pieniądze. Tutaj wchodzą w grę miliony i nawet nie dziesiątki, ale często setki- przebudowa Al. 29 Listopada to 200 mln złotych. Wystarczy zerknąć na oświadczenie majątkowe Franka i dowiemy się, że zarabia 10 tys. zł miesięcznie. Firma jego żony mając przychód 85 tys. zł, po odliczeniu kosztów, zarobi jakieś 20, 30 procent tej sumy. Czy zarabiając 10 tys zł miesięcznie ryzykowałbyś utratę pracę dla maksymalnie trzykrotności tej sumy?
- Prywatny czas: Łukasz mówi, że „to co robi w prywatnym czasie, jest wyłącznie jego sprawą”. Nie jest to jednak do końca prawda. Gdyby Łukasz był murarzem, szewcem czy stolarzem, to tak, ale jest jednym z najważniejszych urzędników w mieście. On cały czas, 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, reprezentuje Kraków.
- Czy mamy tutaj konflikt interesów? Nie. Firma Via Vistula nie robi żadnych interesów z miastem Kraków. Mówimy o innym mieście. Kropka.
- Czas: bardzo ważna rzecz. Mówimy tutaj o sytuacji, w której przetarg został już rozstrzygnięty. Via Vistula już wygrała, więc nie musi szukać sposobów na poprawienie swojej pozycji.
Załóżmy, że zlecenie jest od innej firmy, której właścicielem nie jest jego żona. Czy może jechać? Oczywiście. Do innego miasta absolutnie tak, byleby nie był to Kraków.
Franek jest ekspertem od transportu miejskiego (aczkolwiek jedno stowarzyszenie z Podgórza uważa inaczej) i uważam nawet, że taki wyjazd nobilituje Kraków- „patrzcie, mamy takich dobrych ekspertów, że chcą ich inne miasta”. Ile można policzyć za taki wyjazd? Biorąc pod uwagę jego pozycję i wiedzę, obstawiam minimum 20 tysięcy plus koszty (samolot, odpowiedni hotel itp.)
Czy obecność dyrektora Franka z wykładem w Świnoujściu w jakiś sposób pomogła firmie jego żony? NIE, w żaden sposób. Ani pomogła, ani zaszkodziła.
Po jaką zatem cholerę Łukasz Franek pojechał nad morze? Bo żona prosiła.
Łukasz Wantuch,
radny Krakowa
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected]

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.