Dla jednych to idealne rozwiązanie, dla innych kolejne paćkanie farbą po ulicach. W Szczecinie wprowadzają tzw. yellow boxy, które mają usprawnić ruch w mieście.
Kto nie był świadkiem takiego zdarzenie, ten prawdopodobnie nie jeździ samochodem po Krakowie. Czekasz na wjazd na skrzyżowanie, zapala się zielone światło, dodajesz gazu i STOP! Okazuje się, że nie możesz jechać dalej, ponieważ pojazd – który w tym momencie ma czerwone – jeszcze nie zdołał opuścić skrzyżowania.
Stoisz Ty, stoi on, stoją samochody za Tobą. Wszyscy trąbią, nikt nie jedzie – klasyczny miejski armagedon, który potrafi sparaliżować znaczą część miasta. Później na skrzyżowania zostają kolejne pojazdy i w efekcie wszystko jest zablokowane.
Na rozwiązanie tego problemu wpadli Brytyjczycy, którzy jako pierwsi zaczęli malować tzw. yellow boxy, które dziś obecne są na wielu skrzyżowaniach o natężonym ruchu. Co oznaczają? Że kierowca nie może wjechać na zaznaczoną żółtymi kreskami przestrzeń, jeżeli nie ma pewności, iż będzie mógł opuścić skrzyżowanie.

– W godzinach szczytu, kiedy ktoś zablokuje nam skrzyżowanie na jeden cykl świateł, to jest to poważne utrudnienie blokujące nam miasto. To oznakowanie ma przypominać kierującym, że w tym miejscu nie można się zatrzymać. Przed oznakowaniem jest wolne miejsce, do którego można dojechać – mówi portalowi wSzczecinie Marcin Charęza, kierownik referatu ds. organizacji ruchu w Szczecinie.
W tym mieście wytypowano 20 ulic, gdzie zostaną umieszczone yellow boxy. W Krakowie mogłoby być ich znaczenie więcej, ale na razie „żółte strefy” w naszym mieście nie powstają. W tej sytuacji warto poczekać na wynik szczecińskiego eksperymentu, którego wyniki mają być znane za trzy miesiące.
pt

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.