Czy radni nie powinni być dla nas wzorem w kwestii przestrzegania porządku publicznego? Łukasz Wantuch samowolnie namalował znaki na chodniku, a teraz chwali się, że miasto wydało 6 tysięcy złotych na usunięcie jego malowideł.
Wantuch namalował żółte linie na chodniku przed wejściem do budynku na ulicy Celarowskiej 22. Chciał w ten sposób ograniczyć proceder parkowania tam samochodów, które utrudniały dojście do schodów.
Zamiast zrobić to jak radny, czyli uruchamiając wcześniej odpowiednią procedurę, zrobił to całkowicie samowolnie. Kupił puszkę farby żółtej farby i namalował znaki własnoręcznie.
Teraz pochwalił się, że miasto usunęło te malunki co kosztowało 6 tysięcy złotych. Odpowiedź radnego?
″Pojechałem zatem do Castoramy i kupiłem nową puszkę farby oraz pędzel. Miałem malować ale rozchorowałem się i przełożyłem.″
Radny już chciał znów malować, ale tym razem lekcję, jak należy rozwiązywać takie sprawy, dali mu mieszkańcy. Przed blokiem doszło do spotkania mieszkańców ze strażą miejską, policją oraz przedstawicielami dzielnicy i miasta.
A teraz Wantuch pisze do prezydenta Jacka Majchrowskiego, by się dowiedzieć, co ustalono.
https://www.facebook.com/lukasz.wantuch/posts/2972516959459615
To jakieś pomieszanie z poplątaniem. To chyba radny, na wniosek mieszkańców, powinien zorganizować takie spotkanie. A nie ganiać po osiedlu z puszką farby skazując miasto na dodatkowe wydatki. Tym razem radny zabawił się w chuligana, a mieszkańcy spróbowali pójść drogą formalną.
ms



