Cel był szczytny – zebrać jak najwięcej pieniędzy na żywność, która trafi do Buczy. Pomysł też był dobry – ludziom, którzy chcą pomóc, dać w zamian za ofiarowane pieniądze znaczek wydany przez ukraińską pocztę, nawiązujący do obrony Wyspy Węży. Ale akcja wymknęła się spod kontroli. Okazało się, że chętnych na znaczki jest więcej niż radny Łukasz Wantuch może ich przekazać. A dostał już za nie pieniądze. Teraz ma problem, stąd jego najnowszy długi post w tej sprawie na Facebooku. Przytaczamy go w całości…
To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Biłem się z myślami cały dzień, ale muszą ją podjąć. Biorę za nią pełną odpowiedzialność.
Najlepsze historie pisze życie. Opowiem Wam zatem jedną, długą, ale prawdziwą, chociaż ciężko w nią uwierzyć.
Jadąc do Kijowa przeczytałem o nowych znaczkach wydanych przez Ukraińską Pocztę. Zadzwoniłem do Marty, naszej ogromnej przyjaciółki we lwowskim magistracie, bez której nie moglibyśmy sprawnie działać, z prośbą o przygotowanie małej partii do sprzedania w Polsce. Tak wyczuwałem, że to może być dobry sposób na zwiększenie środków na zakup jedzenia i innych towarów. Wyczucie miałem dobre, ale odzew po prostu mnie zaskoczył. A potem przeraził.
W ciągu zaledwie dwóch dni otrzymałem ponad 40 000 zł! Ustaliłem cenę jednego znaczka na 100 zł, 500 zł za komplet 6 sztuk, 600 zł za dwa komplety. Normalnie takie znaczki kosztują kilkadziesiąt hrywien, czyli kilkanaście złotych. Banki były nieczynne przez święta, więc przelewy przychodziły z opóźnieniem i dopiero dziś poznałem pełną skalę chęci pomocy. To jest główna przyczyna problemów. Dopóki przychodziły BLIKI od razu, to było ok, wiedziałem ile mam i jak długo mogę kontynuować akcję. Ale we wtorek zrobiła się kumulacja. I mam teraz ogromny problem- skąd wziąć znaczki?
Poprosiłem Martę raz jeszcze, która zrobiła zrzutkę wśród lwowskich radnych i dostałem dzisiaj kolejną porcję, ale to jest połowa tego co potrzebuję. W nocy wyjechała radna Ulyana ze Lwowa do Zamościa, rano Agnieszka odebrała przesyłkę i dostarczyła do mnie. Próbuję różnymi kanałami pozyskać nowe znaczki, przez znajomych w Wynohradiwie, przez radnego miasta Kijowa, przez Vitalija i Maksyma, przez Anię ze Lwowa. Problem polega na tym, że stworzyła się „bańka”.
Gazety piszą, że na Ebayu te znaczki chodzą po 2000 zł. To tak trochę jak z tymi papierkami po lodach Ekipy, które były wycenianie na 250 000 zł. Te znaczki są cenne, ale bez przesady. Wydrukowano ich milion sztuk. Licytacje na Ebayu są ustawiane, mam też zastrzeżenia co do oryginalności znaczków- skoro fałszują banknoty dolarowe, to jakim problemem jest podrobić znaczek? W przypadku znaczków, które ja mam, jestem stuprocentowo pewny ich oryginalności, gdyż jestem w stanie prześledzić całą drogę z Ukrainy do Krakowa i dalej. To najlepszy „Proof of Authenticity”. Jeżeli ktoś kupuje teraz taki znaczek po 750 zł a takie są sumy na Allegro, to postępuje niemądrze. Za dwa tygodnie ceny spadną a za rok ludzie będą je przyklejać na listach. Przypomnę- wydrukowano milion sztuk tych znaczków! Taka cena ma tylko sens, jeżeli czemuś służy a nie nabija kiesę spekulantom.
Jest też jeszcze jeden powód, dla którego chcę te znaczki sprzedać w Polsce. Po 50 dniach kończy się powoli dopływ darów i pieniędzy od ludzi, co jest normalne. Nikt nie może funkcjonować cały czas w stanie „podwyższonej gotowości do pomocy”. Dlatego chcę „wykorzystać” akcję znaczkową do stworzenia swego rodzaju „sieci ludzi dobrej woli”. Czyli jeżeli za dwa tygodnie trzeba będzie zorganizować kolejną akcję, to piszę do danej osoby i proszę o pomoc. Myślę, że w dłuższej perspektywie takie działanie da lepsze efekty.
Tak na dobrą sprawę nigdy nie chodziło mi o znaczki. To był tylko sposób, aby zebrać środki w ramach akcji „Chleb dla Buczy”. Pisałem o tym wiele razy, tylko teraz stoję przed bardzo trudną decyzją. Nie wiem ile jeszcze dostanę znaczków o ile w ogóle. Za dwa tygodnie sytuacja się uspokoi, ludzie zorientują się, że to bańka i znaczków będzie mnóstwo. Pytanie brzmi, czy ludzie, którzy już zapłacili za nie, będą chcieli tyle czekać. Dlatego muszę zrobić coś okropnego i zmienić zasady w trakcie gry. Nie mam wyjścia, czuję się z tym podle, ale muszę założyć najgorszy wariant.
Najpierw przedstawię pierwsze pytanie- „kto może poczekać”. Bardzo proszę, aby osoby, które kupiły znaczki, ale nie mają „presji czasowej”, napisały pod tym postem „mogę poczekać”. Nie wiem ile, być może tydzień, dwa, może więcej ale wtedy będę miał czas na zorganizowanie poszukiwań. Dane nazwisko wtedy zostanie oznaczone na zielono w Excelu. To nie oznacza, że będę zwlekał, uwierzcie mi, że robię absolutnie wszystko, by zdobyć te znaczki. Jestem pod ogromną presją, bo coś obiecałem i chcę dotrzymać tego. Wczoraj położyłem się spać o drugiej w nocy, dzisiaj nic nie jadłem z nerwów, funkcjonuję jako tako dzięki kawie i Tigerom. Wiem, że tak na dobrą sprawę jedyne, co się liczy w życiu to nazwisko. Nie pieniądze, władza, dobra materialne, tylko twoje imię i nazwisko. Zobowiązałem się do czegoś, więc tylko Twoja dobrowolna wola może mnie z tego zwolnić. Jeżeli więc akceptujesz wydłużenie czasu, aż opadnie bańka, będę bardzo wdzięczny.
Druga zasada idzie o wiele dalej. Jest mi naprawdę przykro, ale muszę skasować rabat za ilość. Najwięcej osób kupowało po jednej sztuce za 100 zł, ale jest też bardzo dużo osób, które zamówiło dwa komplety za 600 zł- 12 znaczków. Muszę niestety zmienić to na jeden komplet, pełny, nierozerwany za 600 zł. Czyli nie 50 zł za znaczek ale 100 zł. Po prostu muszę. Ale żeby być fair każda osoba może po prostu do mnie napisać, że nie akceptuje zasad i chce zwrotu pieniędzy. Otrzyma je natychmiast, od razu wyjdzie przelew zwrotny. Mam nadzieję, że rozumiecie, dlaczego tak jest. I że mi wybaczycie. Złamałem swoje słowo, zmieniam zasady i czuję się z tym podle. Ale nie zabieram ani nie defrauduję ani złotówki- dostajesz zwrot całej sumy.
Wiele piszę o zaufaniu i być może taka zmiana zasad nadszarpnie wasze wyobrażenie na mój temat. Usłyszałem wiele słów na mój temat, dobrych i złych, ale nikt jeszcze nie zarzucił mi, że jestem złodziejem (poza panem Jaśko, ale jego obsesja na moim punkcie to inny temat, dla dobrego psychiatry bardziej) . Tak jak powiedziałem, jeżeli zapłaciłeś 600 zł licząc na 12 znaczków a dostaniesz 6, pisz od razu i otrzymasz natychmiastowy zwrot. Nie jest to fair, ale trwa wojna. Chcę pomóc jak największej liczbie osób a do tego potrzebuję pieniędzy na makarony, mleko w proszku i warzywa.
Opowiem Wam teraz historię z wczoraj. Wpadł do mnie Wojciech Siemczonek po znaczki, znamy się z czasów liceum jeszcze. To był poniedziałek, przed zalewem środków, więc byłem jeszcze w miarę wyluzowany i szczęśliwy. Wcześniej wrzuciłem posta, że szukam osoby, która przewiezie znaczki z Zamościa do Krakowa. Napisała Agnieszka, której nigdy wcześniej nie widziałem w życiu. Zgodziłem się, ale potem zacząłem mieć wątpliwości. Co będzie jak nie dostarczy tych znaczków, wartych dobrze ponad 10 000 zł? Co wtedy zrobię? Czy we Lwowie uwierzą mi, że nie ma ich i zostały zgubione lub skradzione? Rozmawiamy i w pewnym momencie Siemczon mówi : „Ja pojadę po nie do Zamościa” Ale jak? Ale co? „No pojadę po nie”. Do Zamościa jedzie się 4 godziny w jedną stronę, razem 8, więc patrzę na niego jak na kosmitę. Milczę, myślę i mówię: „Nie Siemczon, dzięki, ale ludziom trzeba ufać”. Jeżeli tego nie ma, to co nam zostanie? Czasami można się na tym boleśnie przejechać (jak 1000 zł stracone przeze mnie na rzecz „jeepa od Górala”, długa historia, ale ma się zakończyć happy endem za tydzień, bo facet obiecał, że odda) , ale trzeba ufać. Więc powiedziałem mu, że nie, że jest mi bardzo miło, ale „wykorzystam” go jak trzeba będzie jechać z chorym dzieckiem albo osobą starszą czy rodziną, jak jechał @michał michał czy Maciej Kotarba. I wszystko skończyło się dobrze- osoba, którą nigdy wcześniej nie widziałem w życiu, przekazała mi dzisiaj znaczki na stacji benzynowej koło Balic.
Jest wiele historii związanych z tymi znaczkami. O awanturze o nie podczas powrotu, łącznie z wyzwiskami, o tym, że Marta w końcu mnie znienawidzi i zablokuje na Whatsappie moje błagania o znaczki, o Anna Kabata , która zapłaciła 300 zł za trzy znaczki, ale dzisiaj odbierając powiedziała, że chce dwa i reszta na zrzutkę. I tak mógłbym pisać godzinami.
Ale wróćmy do tematu i znaczków. Proszę aby każda osoba, która zapłaciła za znaczki, podjęła decyzję. Nigdy więcej nie chcę być w takiej sytuacji, ale gdzieś w głębi duszy mam przekonanie, że to wszystko dobrze się skończy, że za tydzień, dwa odetchnę z ulgą i zostanie „tylko” to kilkanaście, może kilkadziesiąt ton, które trafi do miejscowości, gdzie takie dylematy jak moje są śmieszne. Do ludzi, którzy każdego dnia budzą się w gruzach zrujnowanych domów, nie wiedząc, czy dożyją następnego dnia. Bez prądu, wody, gazu, ale z nadzieję, że kiedyś to wszystko się skończy i będą mogli zacząć życie na nowo. Nie zmienimy świata, ale możemy im pomóc do dnia, kiedy pokonane hordy Hunów XXI wieku uciekną w niesławie z ukraińskiej ziemi. Ten dzień kiedyś na pewno nadejdzie, inaczej to wszystko co robimy, nie miałoby sensu.
A zatem piszcie teraz , aby wiedział, jak się przygotować do akcji „Chleb dla Buczy”.
Decyzja należy do Was.
https://www.facebook.com/lukasz.wantuch/posts/5396793393698614
PS. W pierwszych komentarzach pod tym postem są zgody na oczekiwanie w kolejce, a nawet rezygnacja z zakupu znaczków…
(red)



