Jeszcze w listopadzie będzie gotowy wariant trasy Pychowickiej zakładający tunel tramwajowy pod Wisłą i planowanym kanałem Krakowskim. Tego chcieli radni i miejscy aktywiści, bo takie rozwiązanie ma uratować las łęgowy. Jest inne, znacznie tańsze, choć pewnie równie kontrowersyjne rozwiązanie. Może to nawet herezja, ale chyba warto się nad tym zastanowić…
Zacznijmy od odpowiedzi na podstawowe pytania. Czy trasy Pychowicka i Zwierzyniecka są potrzebne? I czy na tych trasach powinna funkcjonować komunikacja zbiorowa? W obu przypadkach odpowiedzi są twierdzące, choć zapewne jest grono (chyba nie aż ta liczne), dla którego nowe drogi nie mają sensu. Dla większość oczywiste jest także to, że nowe trasy powinny mieć linię tramwajową. Dla mnie to takie oczywiste nie jest.
Rozumiem, że chodzi o zapewnienie szybkiego połączenia Bronic z Ruczajem, a może i Kurdwanowem. Tyle że mogą to zapewnić linie autobusowe. Budowanie linii tramwajowej przez las łęgowy (albo pod nim) i pod wzgórzem Św. Bronisławy, czyli przez tereny niezamieszkałe to chyba rozrzutność. I nie zgadzam się w tym przypadku z opinią rannego Andrzeja Hawranka, według którego – skoro inwestycja ma być finansowana ze źródeł zewnętrznych, to można ją zaprojektować jako droższą. Bliżej mi do opinii jego klubowego kolegi Łukasz Sęka, który radzi: poczekajmy, bo za rok może zmienić się rząd i plany budowy kanału Krakowskiego (który komplikuje przebieg trasy Pychowickiej) mogą trafić do kosza.



