Blamaż kobiet w krakowskiej polityce. Lewaczki i feministki zostały skarcone na własne życzenie

fot. Pixabay

Krakowskie lewaczki, feministki i prokobiece działaczki zwariowały po tym, jak Koalicja Obywatelska ogłosiła listy wyborcze do Sejmu. Panie dostały szału! Upust swoim emocjom dają w mediach społecznościowych. Żalą się i płaczą, że są nierówno traktowane, marginalizowane i tak dalej.

Chyba najgłośniej krzyczy miejska radna Nina Gabryś. Pisze u siebie na Fejsie:

Kobiety stanowią połowę społeczeństwa, a nie załapały się nawet na 33% biorącej listy. 2/10, statystyka powala.

[Na krakowskiej liście KO w pierwszej dziesiątce są Lidia Gądek i Dorota Marek. Reszta to faceci – dop. autora].

Najdroższa Pani Nino,

gdyby kobiety były dobre w tym, co robią, zapewne zajęłyby pierwszych dziesięć miejsc.

Trzeba być hipokrytą (przepraszam – hipokrytką!), żeby walczyć o miejsce na liście tylko tym, że ma się inne narządy płciowe niż facet. Pisze Pani, że super kandydatką jest Alicja Szczepańska, która została wyautowana przez KO. Nie wiem, nie znam jej dokonań. Nie wiem, czy jest skuteczna. Może jest. Więc jeśli jest taka super, to niechże Pani napisze konkrety: co zrobiła dla krakowian, w jaki sposób pomaga mieszkańcom, jak działa i w jakich obszarach… Te argumenty powinny mnie przekonać, że jest najlepszą kandydatką.

Tymczasem Pani pisze o tym, że Szczepańska (weźmy ją jako przykład) powinna mieć miejsce w pierwszej dziesiątce tylko dlatego, że nie ma penisa. Niechże się Pani posłucha, tudzież poczyta przed publikacją.

Pisze Pani dalej:

Zaraz ktoś napisze, że na innych listach jest lepiej, że w regionie, gdzieś indziej, kobiety są w pierwszej trójce. I super, że tam są. Ale w związku z tym, mamy całować centralę po rękach?

Najwspanialsza Pani Nino,

takie są FAKTY! Trudno z nimi dyskutować. Nie ma Pani żadnych argumentów. Jedynym jest to, że kobiety w Krakowie są na tak dramatycznie słabym poziomie, że nie są w stanie wygryźć z listy nawet takich nołnejmów, którzy teraz się na niej znajdują. To jest Wasz blamaż, a nie nieudolność ludzi z centrali!

W innych regionach kobiety są na czele list, bo – jak widać – coś robią, osiągają sukcesy, są skuteczne. Tylko w Małopolsce na czele list są: Urszula Augustyn (Tarnów), Jagna Marczułajtis-Walczak (Podhale), Dorota Niedziela (Chrzanów). To 3/4, a więc kobiety stanowią 75 procent!

Chyba trzeba być głupkiem, żeby nie stawiać na kobiety, na które głosują wyborcy. Ale trzeba być też głupkiem, aby wpisywać na listę słabe politycznie kobiety, tylko dlatego, że – za przeproszeniem – mają cycki.

Pisze Pani:

Od lat słychać, „ale kobiety nie chcą”, „kobiet nie ma”, no więc KOBIETY SĄ i CIĘŻKO PRACUJĄ, macie zmotywowane kandydatki, które wychodzą otwarcie i mówią „startuję i dam z siebie wszystko”.

Najukochańsza Pani Nino,

dać z siebie wszystko to jest taki frazes, że głowa mała. Wszystko dają z siebie polscy piłkarze, którzy przegrywają tak, że aż żal patrzeć.

Najcudowniejsza Pani Nino,

mógłbym tak Panią punktować w nieskończoność, ale nie chcę się nad Panią pastwić.

Nie twierdzę, że kobiety są „be”. Co więcej – kocham kobiety, nie umiem bez nich żyć, uważam że to najcudowniejsze stworzenia na ziemi, a drzwi do mojej sypialni zawsze są dla nich otwarte na oścież. Ale to w życiu prywatnym. A w życiu zawodowym chcę wiedzieć, czego dokonały.

Niechże argumentami będą mierzalne sukcesy i realizacja założonych celów. Do głowy, od strzała, przychodzi co najmniej kilkanaście kobiet, które zrobiły wielkie rzeczy w krakowskiej polityce. Część z nich to Pani koleżanki. Część to te, które zaraz wyleją na mnie wiadro pomyj za ten artykuł. Ale nigdy, w żadnym wypadku, nie ośmieliłbym się mówić o nich, że są wielkie przez pryzmat ich płci. A Pani tak właśnie robi, chcąc za wszelką cenę udowodnić, że „im się po prostu należy”.

Wstyd i żenada.

PS. Pani Nino, doskonale Pani wie, że prywatnie nic do Pani nie mam. Ba, nawet się nie znamy, nie licząc kilku krótkich konwersacji. Jednak jest Pani radną Krakowa. I – mimo że (z racji zawodu) wiem o działaniach tejże rady więcej niż przecięty krakowianin – nie mam pojęcia, co Pani dla tego Krakowa zrobiła. Na pewno jest Pani maszynką do głosowania, ale co więcej?

Natomiast to, że biega Pani z tęczowymi karteczkami po mieście i szerzy „kulturę LGBT” wiem doskonale. Trudno uświadczyć na Pani Fejsbuku i w wypowiedziach medialnych przykładów konkretnych działań na rzecz Krakowa. A z tym, że popiera Pani gejów, lesbijki i nienawidzi Jędraszewskiego, obnosi się Pani milion razy w ciągu dnia. A chyba nie taka rola miejskiej radnej.

PS 2. Piszę to z troski, bo jest Pani niezwykle atrakcyjną kobietą i żal byłoby takiej nie oglądać w sali obrad rady miasta. Sęk w tym, że takimi działaniami staje się Pani radną jednej kadencji. Niechże pokaże Pani konkrety i udowodni swoją skuteczność w realnym działu na rzecz miasta, a nie to, że ma Pani żeńskie narządy płciowe.

Łukasz Mordarski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także