Dwa mecze krakowskich drużyn w 27. kolejce LOTTO Ekstraklasy i zaledwie jeden punkt. A do zdobycia było aż sześć. Może „czarny tydzień” to przesada, ale dla obu zespołów to nie był kolorowy weekend.
Na pierwszy ogień Cracovia. Drużyna Jacka Zielińskiego dostała srogie baty w Płocku. Najpierw Siergiej Kriwiec wykorzystał złe ustawienie Deleu i nieporadność Piotra Polczaka. Chwilę potem piłkarze „Pasów” odpowiedzieli piękną bramką Sebastiana Stebleckiego.
Wychowanek Armatury Karków niesamowitym strzałem pokonał bramkarza Płocczan. Steblecki spojrzał, jak ustawiony jest golkiper Wisły Płock i idealnym strzałem ośmieszył bezradnego Kiełpina. To było jednak na tyle, jeśli chodzi o Cracovię. Teraz strzelali już tylko rywale.
Pięć minut po golu Stebleckiego sędzia odgwizdał rzut karny dla Płocka. Faulował Deleu, a Sandomierskiego pokonał Piotr Wlazło. Chwilę potem bramkarz Cracovii znów musiał wyciągać piłkę z siatki. Na 3:1 strzelił Piątkowski. Ten sam piłkarz przypieczętował przegraną Cracovii, wbijając Pasom czwartą bramkę.
Jeszcze we wrześniu Cracovia walczyła w europejskich pucharach, a przed sezonem była uznawana za czarnego konia rozgrywek. Dziś, jak to mówi kultowy trener Franciszek Smuda, „mogą powalczyć o spadek”. Piłkarze Pasów mają zaledwie punkt przewagi nad ostatnim Górnikiem Łęczna.
Ciut lepsze nastroje mogą mieć po drugiej stronę Błoń. Co prawda Wisła nie wygrała, ale punkt ze skutecznym Lechem Poznań może traktować jako sukcesik. Spotkanie Białej Gwiazdy zakończyło się bezbramkowym remisem. Głównie za sprawą fenomenalnego Łukasza Załuski. Ciekawiej niż na boisku było na trybunach, gdzie fani Wisły przygotowali efektowną oprawę połączoną z racowiskiem.
Wisła nie wykoleiła poznańskiej lokomotywy. Co najwyżej ją wyhamowała. Teraz podopiecznych Kiko Ramireza czeka mecz z zespołem z Niecieczy.
(kj)
Zdjęcie tytułowe: Piotr Drabik – Flickr

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.