Szybkie fakty

Kategoria Najnowsze
Data 25 lutego 2026
Czytanie ~5 min
Najnowsze · 25 lutego 2026 · 5 min czytania

Czy Majchrowski ma jeszcze klucz do Krakowa? Drzwi są ciągle w tym samym miejscu

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 25.02.2026 Lokalizacja: Kraków

Jacek Majchrowski ponownie prezydentem Krakowa? Brzmi sensacyjnie, jednak informacje o potencjalnej chęci kandydowania byłego prezydenta w wyborach samorządowych pojawiają się w krakowskich kuluarach. Czy w obliczu trwającej zbiórki podpisów pod referendum, taki sensacyjny scenariusz ma jakiekolwiek szanse na powodzenie?

 Sensacyjny powrót?

Od tygodni Kraków żyje zbiórką podpisów pod referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa. Inicjatorzy zbiórki zarzucają włodarzowi miasta m.in. rekordowe zadłużenie miasta, ignorowanie głosów mieszkańców oraz obsadzanie kluczowych stanowisk w urzędach swoimi dawnymi współpracownikami. W momencie, kiedy udało zebrać się już około 70 tysięcy podpisów w krakowskich kuluarach pojawiła się plotka, jakoby w przypadku odwołania urzędującego prezydenta, w przedterminowych  wyborach miałby wystartować profesor Jacek Majchrowski, poprzednik Miszalskiego, który rządził miastem przez ponad 20 lat. Te sensacyjne doniesienia studzi jednak w rozmowie z KRK News profesor Marek Bankowicz, politolog związany z Instytutem Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W jego ocenie, takie spektakularne powroty w polityce, praktycznie się nie zdarzają. – Powrót Jacka Majchrowskiego byłby o tyle zaskakujący, że on sam zrezygnował z ubiegania się o reelekcję. Ciężko przewidzieć, jak zareagowaliby mieszkańcy Krakowa na taką kandydaturę. Dwa lata prezydentury Aleksandra Miszalskiego były mało wyraziste, jednak pozycja Majchrowskiego nie jest z pewnością taka jak kiedyś. Przecież wygrywał on seryjnie kolejne wybory w Krakowie, będąc w nich sondażowym faworytem. Obecnie nikt takiego wyniku nie może zagwarantować  byłemu prezydentowi – komentuje Bankowicz.

Politolog zwraca uwagę, że były prezydent nie miałby szans w przypadku samodzielnego startu przeciwko kandydatom dużych partii politycznych. Aby osiągnąć sukces, konieczny byłby sojusz. –  Nie wiemy, w jakim charakterze profesor Majchrowski chciałby startować w wyborach. Czy jako kandydat niezależny, czy z poparciem jednego z czołowych ugrupowań politycznych w kraju. Obecna sytuacja w kraju wskazuje, że to nie jest dobry czas dla kandydatów niezależnych bez własnego zaplecza politycznego i finansowego. Ciężko jest dorównać politycznym gigantom, którzy posiadają pieniądze z subwencji i wpłat ludzi. Dysponują oni też większymi zasobami ludzkimi podczas prowadzenia kampanii – zauważa politolog.

Majchrowski był bohaterem niejednego „politycznego mariażu”

W przeszłości Jacka Majchrowskiego popierało m.in. Polskie Stronnictwo Ludowe czy Koalicja Obywatelska. To jednak dawne czasy, które nie mają przełożenia na obecną sytuację. Jak zauważa profesor Bankowicz, Koalicja Obywatelska w przypadku odwołania Aleksandra Miszalskiego nie może sobie pozwolić na nie wystawienie swojego kandydata w przedterminowych wyborach.  – Prawdopodobnie nie byłby to ponownie prezydent Miszalski, choć warto zauważyć, że z formalnego punktu widzenia, mógłby on ponownie kandydować. Taki ruch byłby jednak bardzo ryzykowny, dlatego KO musiałoby postawić na kogoś nowego, kto równocześnie byłby na tyle wyrazisty, aby mieć realne szanse na zwycięstwo. Z kolei Majchrowski nie może wystartować samemu. Byłoby to bez sensu. Z pewnością nie zostanie on kandydatem szeroko rozumianej prawicy, która postawi na własnych kandydatów. Nie ma też co liczyć na poparcie środowiska Łukasza Gibały, który od lat jest jednym z największych przeciwników byłego prezydenta. Jedyna opcja to dogadanie się z Koalicją Obywatelską, jednak moim zdaniem ich relacje nie są aż tak bliskie, aby partia zdecydowała się go poprzeć – wyjaśnia.

Kto zyskałby na kandydaturze byłego prezydenta?

Jacek Majchrowski to postać bardzo polaryzująca w Krakowie. Wielu mieszkańców dorastało za jego urzędowania i wspomina go z sentymentem. Jednocześnie jego elektorat negatywny w ostatnich latach zdecydowanie się powiększył. Kto zyskałby na jego kandydaturze w ewentualnych wyborach? – Majchrowski dwa lata temu nie miał dobrych notowań. Wcześniejsze badania pokazywały jego stabilne poparcie, natomiast w pewnym momencie sondaże przestały być dla niego korzystne. Zauważalny był mocny regres poparcia wśród mieszkańców Krakowa, których głosy nie gwarantowały mu nawet pewnej drugiej tury – komentuje profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego – Łukasz Gibała w ostatnich latach z determinacją ubiega się o fotel prezydenta miasta. Myślę, że w przypadku odwołania Miszalskiego raczej na pewno po raz kolejny wystartuje w wyścigu o prezydenturę. Przez lata zbudował on silne zaplecze polityczne, którego głos jest coraz głośniejszy w Krakowie.  Osobą, której należy się również przyglądać, jest inicjator referendum – Jan Hoffman. Wydaje mi się, że on również nie kryje swoich ambicji politycznych, więc gdyby nadarzyła się okazja, mógłby spróbować swoich sił – dodaje

Czy Jacek Majchrowski ma po co kandydować?

Rządził miastem przez 21 lat, realizował projekty oraz tworzył własną wizję Krakowa. Odchodząc ze stanowiska, śmiał się, że czas zrobić w urzędzie miasta miejsce dla „młodych”. Czy wobec tego ma on jakikolwiek interes w powrocie z emerytury na polityczny poligon? – Nie można ukrywać, że jest on spełnionym politycznie człowiekiem. Nie potrzebuje obecnie budować swojego autorytetu, ani wspinać się po szczeblach politycznej drabiny. Jeżeli podjąłby decyzję o starcie w kampanii, to w mojej opinii tylko, kiedy istniałyby przesłanki, które w jego opinii dawałyby mu realne szansę na końcowe zwycięstwo. – ocenia profesor Bankowicz.

Zbiórka podpisów pod referendum trwa

Do każdej politycznej plotki należy podchodzić z dużym dystansem. Jacek Majchrowski nigdzie publicznie nie zakomunikował chęci ubiegania się ponownie o stanowisko prezydenta Krakowa. Wynika to m.in. z tego, że obecnie miastem rządzi Aleksander Miszalski i w najbliższych miesiącach ten stan nie ulegnie zmianie. Inicjatorzy zbiórki podpisów pod referendum cały czas docierają do nowych osób, jednak tempo zbiórki, choć imponujące, zaczyna spadać. – Zawsze tak jest, że w pierwszej kolejności podpisują się najbardziej zdecydowani, a potem trzeba więcej pracy włożyć w pozyskiwanie kolejnych podpisów. Mimo to, jeżeli dzisiaj inicjatorzy deklarują, że mają ich około 70 tysięcy, to można śmiało założyć, że do referendum dojdzie. Inną kwestią jest czy będzie ono wiążące. Gdybym miał stawiać swoją autorską prognozę, to nie byłbym pewien tego, że inicjatorom uda się nakłonić blisko 160 tysięcy ludzi, aby poszło oddać swój głos w referendum. Polacy nie chodzą tłumnie do wyborów. Ostatnie wybory parlamentarne i prezydenckie cieszyły się wyższą frekwencją, jednak nie możemy mieć pewności, że to stabilna sytuacja – twierdzi Marek Bankowicz. – Wiele razy mówiłem, że dotychczasowa prezydentura Aleksandra Miszalskiego jest mało wyrazista, jednak ma on również neutralne konotacje u przeciętnego mieszkańca. Oczywiście są tacy, którzy go kochają i są tacy, którzy nienawidzą, ale u większości nie wywołuje on większych emocji. Takich ludzi może być trudno przekonać, aby wzięli udział w referendum – dodaje politolog.

Pyrrusowe zwycięstwo prezydenta?

W rozmowie z KRK News nasz rozmówca tłumaczy, że dla Aleksandra Miszalskiego nie ma obecnie idealnego wyjścia z referendalnej sytuacji. Nawet jeżeli przetrwa referendum i pozostanie na stanowisku, wynik procentowy głosowania będzie dla niego niekorzystny.  – Do urn pójdą głównie jego zagorzali przeciwnicy, dlatego wynik będzie miażdżący, może nie wiążący, ale miażdżący. To da paliwo opozycji, która będzie argumentować, że co prawda nie udało się odwołać prezydenta, ale zdecydowana większość taki ruch popierała – podsumowuje Marek Bankowicz.

Referendum to czas refleksji?

W ostatnich dniach Aleksander Miszalski zaczął wycofywać się z kontrowersyjnych pomysłów wprowadzonych w czasie swojej prezydentury. Poprawki mają dotknąć nie tylko Strefy Czystego Transportu, ale również Strefy Płatnego Parkowania w niedziele, czy podwyżek cen biletów w komunikacji miejskiej. – Prezydent miasta, w którym pojawia się idea referendum ma tylko dwa wyjścia. Albo odbiera to jako sygnał, że popełnił błędy – i to zarówno wprowadzając zbyt daleko idące rozwiązania oraz zaniedbując komunikację dotyczącą swoich decyzji – albo zamyka się w „oblężonej twierdzy” i dochodzi do wniosku, że mylą się wszyscy inni tylko nie on. Debata dotycząca referendum w Krakowie to dla mnie sygnał, że poszliśmy o krok za daleko i nie poradziliśmy sobie z komunikowaniem naszej polityki. Tak, wiem, że popełniliśmy błędy. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków – przekazał w mediach społecznościowych prezydent Krakowa.

Inicjatorzy referendum na zebranie wymaganej liczby podpisów mają czas do końca marca.

Patryk Trzaska

(foto FB Jacka Majchrowskiego)

Reklama