Dorożki do muzeum. „Na Rynku nie ma ani szczęśliwych ani zaczarowanych koni”

Drażnienie koni dorożkarskich / fot. Pixabay

Może najwyższy czas, żebyśmy dorożki mogli oglądać wyłącznie w muzeum inżynierii miejskiej? – pisze dla KRKnews Martyna Nowakowska ze Stowarzyszenia Wielki Kraków.

– Nie dalej jak kilka dni temu, czekając na tramwaj na ul. Grodzkiej, miałam wątpliwą przyjemność obserwować kilkanaście jadących powozów konnych, jeden po drugim. Każdemu, kto nie widzi problemu w obecności bryczek na krakowskim rynku polecam ten widok dla refleksji. Nie zobaczycie tam koni szczęśliwych. Nie zobaczycie zaczarowanych – czytamy w wywodzie Nowakowskiej.

Jej emocjonalny tekst jest polemiką do publikacji doktora Jerzego Bukowskiego. Wczoraj na naszym portalu ukazał się felieton, w w którym popularny filozof i bloger przekonuje, że dorożki powinny zostać na krakowskim Rynku i nadal wozić turystów po centrum Krakowa.

Argumenty Bukowskiego znajdziecie tutaj:

Dr Bukowski: dorożki powinny zostać i nadal wozić turystów po centrum miasta

Zaczarujmy konia. Marzy mi się ideał. Idealny koń ma być zdrowy. Nie powinien odczuwać bólu – odpowiada Martyna Nowakowska.

Oto jej punkt widzenia:

W pierwszej kolejności chciałabym złożyć najszczersze gratulacje doktorowi Jerzemu Bukowskiemu, że przewidział rzecz tak nieprzewidywalną, jak apel o wycofanie dorożek konnych z centrum Krakowa. Doprawdy trzeba byłoby być ignorantem sądząc, że pojawiające się co chwila kolejne zdarzenia związane z pracą koni na krakowskim Rynku zostaną zbagatelizowane przez aktywistów.

Co ciekawe, dr Bukowski uważa, że chęć usunięcia powozów konnych świadczy o „braku wyczucia pulsu podwawelskiego grodu” . W mojej opinii jest dokładnie odwrotnie – żałuję, że autorowi felietonu brakuje chęci wyczucia pulsu przemęczonych koni ciągnących ciężkie, przeładowane dorożki niemające nic wspólnego z tymi, jakie były znane w naszym mieście przed laty.

Wszelkie argumenty literackie próbujące udowodnić wyższość hedonistycznej przyjemności czerpanej z cierpienia zwierząt nad godnym życiem naszych braci mniejszych są całkowicie chybione.

Jako krakowianie zapewne w większości jesteśmy fanami poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i jego „Zaczarowanej dorożki”.

„Póki dorożka dorożką,
a koń koniem, dyszel dyszlem,
póki woda płynie w Wiśle,
jak tutaj wszyscy jesteście,
zawsze będzie w każdym mieście,
zawsze będzie choćby jedna,
choćby nie wiem jaka biedna:
ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ.”

Poszukiwania rozpocznijmy zatem od zaczarowanego dorożkarza – jak słowo daję, mieszkając w tym mieście od urodzenia, czyli niemal trzydzieści lat – nie spotkałam ani jednego. Może sama nie mam czarujących mocy, a może powinnam była szukać uważniej…

Nic straconego. Jeśli jednak znajdziemy woźnicę jak z marzeń, szarmanckiego, dekadencko ubranego, mówiącego wierszem, zaczarujmy dorożkę. Niech jej wygląd nie będzie cyrkowy. Niech nie przypomina karocy z „Kopciuszka”. Wreszcie niech nie będzie czuć ciężaru jej, jak i wsiadających na nią mieszkańców i turystów, którym brakuje refleksji.

Na sam koniec – zaczarujmy konia. Marzy mi się ideał. Zresztą to zupełnie oczywiste, jeżeli poruszamy się w sferze marzeń, wolno nam myśleć ekscentrycznie. Idealny koń ma być zdrowy. Nie powinien odczuwać bólu. Praca jest dla niego przyjemnością, a zarobione pieniądze wydaje na swoje zachcianki. Jasno komunikuje, kiedy jest zmęczony. Regeneruje się wtedy w wybranym przez siebie miejscu.

Z przyjemnością czytamy opowieści o nocnym, krakowskim życiu – zachęcające do wspomnień, pobudzające wyobraźnię… Pod warunkiem, że znamy ze szkoły pojęcie fikcji literackiej. Tym, którzy nie zawsze uważali na lekcjach języka polskiego przypominam, że fikcja literacka to twór wymyślony przez autora, niedający się zweryfikować przez porównanie z rzeczywistością. I taka właśnie jest magiczna poezja Gałczyńskiego, o czym niektórzy pewnie nie chcą pamiętać.

Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń…  Kiedy wszystkie te warunki zostaną spełnione, dr Jerzy Bukowski będzie mógł bronić obecności dorożek takich jak… z bajki.

Kraków / fot. Pixabay

Dowodzenie racji historycznych w kontekście pozostawienia dorożek na Rynku Głównym również stanowi obrazę dla inteligencji mieszkańców. Mamy XXI wiek. Nowe czasy, nowe możliwości. Nowe rozwiązania.  Na przestrzeni lat technika znacznie poszła do przodu. Samochody, autobusy, kolej – to nowoczesne wynalazki, które sprawiają, że możemy przemieszczać się trochę szybciej i nie musimy krzywdzić zwierząt po to, żeby dotrzeć z miejsca na miejsce. Abstrahuję już od faktu, że większość z nas ma zdrowe nogi.

Jeżeli jednak jesteśmy wielkimi entuzjastami krakowskich tradycji, moglibyśmy przywrócić na przykład pręgierz. Niezaprzeczalna funkcja prewencyjna, niesamowite przeżycie –  oczekiwanie, a kiedy już mieszkańcy się doczekali, mogli zobaczyć pasjonujące przedstawienie! Chłosta? Obcięcie uszu? Szubienica? Kilka godzin gwarantowanej rozrywki. Tak, pręgierz też był tradycją. Mimo to ze względu na postęp i wynalezienie bardziej humanitarnych kar, zlikwidowano go.

Domyślam się, że do takich zwyczajów większość nie będzie chciała wrócić. Może zatem lampy naftowe w restauracjach, żeby poczuć prawdziwy klimat miasta? Wszechobecne paleniska węglowe? Kolej parowa? Jednak nie? Przecież to już było, przeszło do historii. Młodym pokoleniom opowiadają ją książki i muzea. Może więc najwyższy czas, żebyśmy dorożki mogli oglądać wyłącznie w muzeum inżynierii miejskiej? Żebyśmy byli ludźmi, których boli serce, kiedy widzą cierpienie zwierząt?

Konie na krakowskim Rynku / fot. Pixabay

Nie dalej jak kilka dni temu, czekając na tramwaj na ul. Grodzkiej, miałam wątpliwą przyjemność obserwować kilkanaście jadących powozów konnych, jeden po drugim. Każdemu, kto nie widzi problemu w obecności bryczek na krakowskim rynku polecam ten widok dla refleksji. Nie zobaczycie tam koni szczęśliwych. Nie zobaczycie zaczarowanych.

Mogę być rodowitą krakowianką, której brakuje „wyczucia pulsu podwawelskiego grodu”. Ba! Mogę być gorszą krakowianką, niewrażliwą na tradycję. Bo bardziej, niż na tradycji, zależy mi na godnym życiu żywych istot.

Martyna Nowakowska, Stowarzyszenie Wielki Kraków

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także