Szybkie fakty

Kategoria Polityka
Data 31 października 2018
Czytanie ~3 min
Polityka · 31 października 2018 · 3 min czytania

Debata Prezydencka – Mistrz i Małgorzata

Autor: Michał Lop Aktualizacja: 01.11.2018 Lokalizacja: Kraków

Małgorzata Wassermann szybko się irytowała, nie była w swoim żywiole. Widać wyraźnie, że lubi przesłuchiwać, a nie słuchać ludzi. Natomiast Jacek Majchrowski okazał się prawdziwym dżentelmenem i do samego końca znosił ataki i uszczypliwości pani Małgorzaty – pisze dla KRKnews Paweł Poradowski.

To było świetne starcie. Realne problemy Krakowa zostały wplecione w bezpardonową walkę na argumenty. Debata pokazała również zdecydowaną dystans pomiędzy kandydatami – doświadczonym i rozważnym, ale stanowczym Jackiem Majchrowskim oraz nie potrafiąca się oderwać od partyjnych sloganów Małgorzatą Wasserman.

„Ja wiem najlepiej”

Kandydatka PiSu wpisuje się w ogólnopolską kampanię partii Jarosława Kaczyńskiego, więc chce na siłę łączyć samorząd z rządem i w tej mieszance szuka sukcesu w wyborczym starciu. Tyle że takie slogany mogą działać w miastach prowincjonalnych, ale nie w Krakowie.

Debata mogła uświadomić wyborcom pewien rodzaj dysonansu poznawczego w zachowaniu Pani Małgorzaty, która z jednej strony próbuje w kampanii bardzo mocno ocieplać swój wizerunek (i to się jej sztabowi udaje w mediach społecznościowych), ale z drugiej – w rzeczywistym starciu z kontrkandydatem – wychodzi jej prawdziwe oblicze, czyli „ja wiem najlepiej”. A dziś rządzenie to sztuka kompromisu, polemiki, argumentacji i przekonywania. Oczywiście, można kupić lub otumanić wyborców sloganami programowymi, jak robi to PiS w krajowej polityce, ale przychodzi moment, że przeciwnik polityczny mówi: „sprawdzam”.

Sztabowi jakby coś uciekło

I takie sprawdzam Jacek Majchrowski co najmniej trzy razy zaserwował Pani Wasserman. Pierwszy raz, gdy powiedziała, że program walki ze smogiem Mateusza Morawieckiego jest skuteczny, wywołując tym samym uśmiech prezydenta. Każdy rozsądny człowiek bowiem wie, że ocieplanie budynków tylko  w niewielkim stopniu wpływa na smog (no chyba, że do palenia w piecu już nie używa się styropianu lub wełny mineralnej).

Wassermann zapomniała też o przegranym przed południem procesie premiera Morawickiego z prezydentem Majchrowskim właśnie w sprawie smogu, ale to już drobny szczegół. Wyglądało to tak, jakby ćwiczyła dzień przed debatą frazy do swojego wystąpienia  i jej sztabowi już uciekło włączenie w ten schemat wiadomości bieżących.

Drugi raz Jacek Majchrowski sprawdził Małgorzatę Wasserman, gdy kandydatka PiS powiedziała, że rozmawiała z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji o potrzebie wzmocnienia bezpieczeństwa w Krakowie i  podejmuje wspólnie z nim w tej sprawie działania. Natomiast prezydent zripostował, że przekazał już dawno policji teren pod komisariat na Czerwonych Makach, ale MSWiA nie ma na niego pieniędzy.

Trzecia riposta była już tak naprawdę tylko zaproszeniem pani Wasserman na budowę odcinka Trasy Łagiewnickiej.

Wymiana ciosów

Przedostatni fragment debaty była ostrą polemiką i wymianą ciosów pomiędzy kontrkandydatami. W szczególności o ich zaplecza kampanijne i nie zawsze czyste zagrania w kampanii wyborczej. Najciekawsza jednak z całej debaty była końcówka, czyli autoprezentacja kandydatów, która podsumowała w kilka sekund wcześniejsze słowne utarczki.

Prezydent podkreślił, że zmienia Kraków. Realizuje obietnice ale każde przedsięwzięcie wymaga rozmysłu i czasu do realizacji. Nie da się tworzyć miasta ad hoc. Zaapelował też do mieszkańców o aktywny udział w wyborach.

Kandydatka PiS-u natomiast wymieniała trzy kampanijne slogany (korki, chaotyczna zabudowa i smog), które chce zmienić z pomocą… rządu.

Debata pokazała, że znów spokój, rozwaga i doświadczenie wygrało z roszczeniowym postrzeganiem rzeczywistości. Że zarządzanie miastem to suwerenne decyzje i sztuka kompromisu, a nie przenoszenie odpowiedzialności na aparat partyjny.

Małgorzata Wassermann jak widać nie lubi takich konfrontacji  bo nie jest w nich już na starcie stroną dominującą jak np. w komisji ds. Amber Gold. I ta rola jej najwyraźniej nie pasowała – szybko się irytowała, nie była w swoim żywiole. Widać wyraźnie, że lubi przesłuchiwać, a nie słuchać ludzi. Natomiast Jacek Majchrowski okazał się prawdziwym dżentelmenem i do samego końca znosił ataki i uszczypliwości pani Małgorzaty.

Paweł Poradowski

zdjęcie tytułowe / fot. facebook Jacka Majchrowskiego

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Reklama