Szybkie fakty

Kategoria Po godzinach
Data 18 grudnia 2018
Czytanie ~4 min
Po godzinach · 18 grudnia 2018 · 4 min czytania

Duchowny o zakupowym szaleństwie: „całe to zamieszanie może pomóc zrozumieć, że dzieje się coś wielkiego”

Autor: Łukasz

Z perfumami, a nawet z… alkoholem. Mowa o kalendarzach adwentowych. Kiedyś w okienkach znajdowały się czekoladki, teraz czego dusza zapragnie. Zresztą w tym okresie półki sklepowe uginają się pod bardziej lub mniej potrzebnymi rzeczami. – Wbrew pozorom, całe to zamieszanie może nawet pomóc zrozumieć, że dzieje się coś wielkiego – mówi nam jeden z duchownych. – Życie opiera się nie tylko na konsumpcji, ale i na wartościach wyższych, jak: miłość czy przyjaźń – dodaje inny.

Dawniej, na początku adwentu rodzice kupowali dzieciom kalendarze adwentowe. W środku znajdowały się czekoladki. Każdego dnia otwierało się okienko i zjadało tylko jedną pralinkę. Uczyło to najmłodszych cierpliwości i oduczało łakomstwa.

Obecnie, sprzedawcy wykorzystują kalendarz adwentowy jako pełnowartościowy i drogi podarunek, który świetnie nada się na Mikołajki. W środku nie znajdują się już skromne słodycze, ale herbaty, alkohole, kosmetyki, chipsy czy też ekskluzywne perfumy. Kalendarze osiągają zawrotne ceny, nawet powyżej 1000 złotych! Dla niektórych odliczają dni nie do Bożego Narodzenia, ale do otwarcia kolejnych prezentów…

– Nie da się całkowicie uniknąć komercjalizacji adwentu, czy jakichkolwiek innych świąt i uroczystości. Wbrew pozorom, całe to zamieszanie może nawet pomóc zrozumieć, że dzieje się coś wielkiego. Przy wszelkiego rodzaju produkcjach powinno zachować się jednak coś, co by przypominało, że nie chodzi tu o sam produkt. W kalendarzach adwentowych z kosmetykami czy herbatami na każdy dzień mogłyby być jakieś mądre myśli, cytaty, fragmenty z Biblii, czy chociażby spis najważniejszych wartości w życiu: miłość, przyjaźń, wierność, honor i tak dalej – stwierdza ks. Wojciech Węgrzyniak.

– Sfera religijna zawsze splatała się ze sferą komercyjną. Jesteśmy przyzwyczajeni, że płacimy i za to coś dostajemy. Gdy pieniądze jeszcze nie istniały, wszystko polegało na wymianie darów. Istniał element relacji społecznej – ktoś dawał podarunek, a osoba obdarowana rewanżowała się innym prezentem, uprzejmością czy reputacją. Był to rodzaj atmosfery daru. Później, już w erze pieniądza, pojawił się pomysł na połączenie go z aspektem religijnym. Jeśli kogoś nie interesuje adwent, to niczego nie będzie kupował, bez względu na zabiegi promocyjne – komentuje Jakub Muller z portalu Marketing przy Kawie.

Na ciekawy pomysł wpadł muzyk, Czesław Mozil. Wraz z Grajkami Przyszłości stworzył projekt „Kiedyś to były święta”. Każdego dnia muzyk dodawał jedną świąteczną piosenkę na swój kanał YouTube. Jest to nietypowa i kreatywna forma wykorzystania adwentowego kalendarza.

– W adwencie chodzi o to, że przygotowujemy się na spotkanie z Bogiem. Bez myślenia o Jezusie, bez modlitwy, bez ponownego zastanowienia się, po co my właściwe żyjemy i gdzie to wszystko zmierza, całe to zamieszanie przedświąteczne traci najgłębszy sens. Całkiem inaczej przeżywa się potem Boże Narodzenie, jak się czekało w Adwencie na Boga. Tak, jak całkiem inaczej przeżywa się urodziny dziecka, jak się czeka na dziecko. A jak się nie czeka na dziecko, tylko na chrzciny i imprezy okołoporodowe, to trochę słabo. Nawet gdyby było bardzo na bogato – dodaje ks. Wojciech Węgrzyniak.

Zakupowe szaleństwo

Adwent powinien być czasem refleksji i oczekiwaniem na radosne święto. Jednak wielu Polaków, zarówno wierzących jak i nie, oddaje się w tym czasie zakupowemu szaleństwu.

– Dla osoby wierzącej adwent pozostaje przede wszystkim duchowym przygotowaniem do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Kto rzeczywiście chce przeżyć na sposób duchowy święta, może to zrobić – mówi ks. Robert Nęcek.

–  W okresie świątecznym więcej wydajemy na prezenty niż jedzenie. Według najnowszych badań firmy Deloitte polska, rodzina przeznaczy w tym roku niecałe 1170 złotych na święta, z czego ponad połowę na prezenty. Jest to specyfika Polaków, bo wydajemy więcej proporcjonalnie do zarobków niż inne kraje europejskie. My lubimy w święta zaszaleć. Kupujemy często elektronikę, książki, gadżety. Ile osób, tyle pomysłów na prezenty. Może to być zarówno bilet na koncert, jak i nowy telefon. Mogą to być ubrania – dodaje Muller.

Świąteczne zakupy to nasza słabość?

Polacy mają przekonanie, że im więcej kupują na święta Bożego Narodzenia, tym będą one lepsze, piękniejsze oraz niezapomniane. Sprzedawcy wykorzystują nasze słabości na różne sposoby. Zakupowe szaleństwo zaczyna się jeszcze przed adwentem. Już pod koniec października na sklepowych półkach można odnaleźć czekoladowe Mikołaje, a pierwsze wielkie promocje zaczynają się w Black Friday.

Zatrzęsienie świątecznych promocji następuje w adwent. W każdym sklepie zachęca się obniżkami cen, promocjami, typu: kolejny produkt gratis czy połowę tańszy. Atmosferę podgrzewają świąteczne ozdoby, atakujące nas z każdej strony. W galeriach handlowych widzimy choinki z błyszczącymi ozdobami, mikołaje, renifery oraz aniołki. Z głośników lecą świąteczne hity. Zamiast refleksji, zastanawiamy się: co jeszcze kupić na święta?

– Sprzedawcy wykorzystują to, jacy jesteśmy i naszą naturę. My lubimy kupować i chcemy kupować, a oni starają się stworzyć takie środowisko, gdzie będziemy kupować jak najwięcej.  Kupowanie powinno się jednak opierać na samokontroli, bo chcemy wiedzieć przecież, ile wydajemy pieniędzy. Szczególnie w okresie świątecznym sprzedawcy przeładowują nas różnymi bodźcami. Im bardziej jesteśmy zmęczeni i zabiegani, tym mniej się kontrolujemy. Jeśli wpadamy do galerii tydzień przed świętami i mamy kupić mnóstwo prezentów, to stresujemy się i mniej kontrolujemy. W efekcie więcej wydajemy – stwierdza Jakub Muller z portalu Marketing przy Kawie.

– Możemy zauważyć u wielu ludzi manię kupowania czegokolwiek, gdy tylko wejdzie się do sklepu. Są tacy, co mają ku temu słabość. Biblia i chociażby czytania z okresu adwentu przestrzegają nas przed obżarstwem i piciem. Chodzi o powściągliwy styl przygotowania się przed przyjściem Pana. To jest tak samo, gdy oczekujemy na ważnych gości. Zastawiamy wtedy stół i odpowiednio ozdabiamy dom. Sami się do tego zewnętrznie i wewnętrznie przygotujemy. Nie jemy przed przybyciem honorowego gościa. Czekamy, żeby usiąść z nim do stołu – podsumowuje ks. Robert Nęcek.

 

Just.

Reklama