Edward E. Nowak: Nowa Huta to wciąż niewykorzystana szansa

Na terenie huty mogłoby pracować do 30 tysięcy ludzi, mogłoby powstać tysiąc firm, można by zainwestować miliard złotych – mówi Edward Nowak, wiceminister ds. gospodarczych w kilku rządach, były wiceprezydent Krakowa i twórca specjalnych stref ekonomicznych. I proponuje powołanie wiceprezydenta ds. Nowej Huty.

– Nowa Huta to zagrożenie czy szansa dla Krakowa?
– Są ludzie, według których Nowa Huta to problem dla Krakowa. Dla mnie to wciąż niewykorzystana szansa. Nowa Huta ma ogromny potencjał w wielu dziedzinach, dla mnie ten najważniejszy jest aspekt gospodarczy.

– Wciąż niewykorzystany?
– Historia Nowej Huty składa się z dwóch ważnych okresów. Pierwszy – budowania socjalizmu i huty stali. Jakby tego nie oceniać, to jednak było wielkie wyzwanie, które głęboko zaangażowało ludzi, którzy stworzyli sobie miejsce pracy, mieszkania, przyszłości. Drugi to okres „Solidarności”, której Nowa Huta była jednym z bastionów. A potem przeszedł rok 1989 i wydawało się, że Nowa Huta znowu ma szanse stać się wielką częścią Krakowa. Ale od tego czasu niewiele się nie dzieje. Zapanował marazm, niemoc. Kultura i nauka to dwie mocne nogi miasta, ale gospodarka wciąż kuleje. Jest oczywiście small biznes, usługi, kawiarnie, restauracje, ale takiej wytwórczej gospodarki jest niewiele. A tu tkwi wielka szansa dla Nowej Huty i Krakowa.

– Czy ta szansa związana jest z koncernem ArcelorMittal czy z Nową Hutą Przyszłości?
– Nowa Huta Przyszłości to tak naprawdę mały projekt, realizowany jest pewnie od 10 lat. Uporządkowanie terenu, wytyczenie alejek, posadzenie drzew – to trochę za mało jak na tak długi okres realizacji projektu. Szansą jest teren huty. To w sumie 1,6 tys. hektarów, w obrębie samego płotu kombinatu to tysiąc hektarów. Hutnictwo potrzebuje dla swojego rozwoju 200, może 250 hektarów, a reszta powinna służyć innej działalności. Ale jej nie służy. Tam są firmy, ale one raczej wegetują niż funkcjonują. To ogromny teren inwestycyjny kompletnie niewykorzystany!

– Co się musi stać, żeby to się zmieniło?
– Po pierwsze musi powstać jakiś plan dla tego obszaru. Druga rzecz – jeszcze bardziej istotna – musi dojść do porozumienia między władzami miasta, województwa, kraju oraz ArcelorMittal, którego celem będzie przygotowanie i realizacja ogromnego przedsięwzięcia inwestycyjnego, które już wiele lat temu nazwałem Nowohuckim Parkiem Przemysłowym.

– Czy takie porozumienie jest możliwe? Wiele lat temu były takie próby i one spełzły na niczym.
– Spełzły na niczym, bo wciąż nie ma porozumienia pomiędzy głównymi aktorami. I nie mówi się o tej wielkiej wizji dla Nowej Huty. Przedstawiałem ją wiele razy, przez wiele lat i nic się nie wydarzyło. Byli poważni inwestorzy, którzy chcieli wejść w ten teren. Nie weszli. Dlaczego? Nie ma klimatu, żeby zajrzeć za płot kombinatu hutniczego. To tereny kompletnie wyposażone, świetnie położone z dostępem do drogi ekspresowej, lotniska i węzłów kolejowych – tylko wejść i budować firmy. Żeby tam się pojawili inwestorzy, musi być operator, który dostanie duże uprawnienia. A jak go nie będzie, to nie będzie inwestorów.

– Skoro to takie oczywiste, to czemu nic się nie dzieje?
– Bo nie ma woli politycznej, nie ma porozumienia. Każdy działa na własną rękę. Marszałek sobie, prezydent sobie, a Mittal też sobie. Każdy się okopał na swoich pozycjach.

– Jest jakiś pomysł na wyjście z tych okopów?
– To właśnie porozumienie wszystkich zainteresowanych stron w sprawie podjęcia wyzwania inwestycyjnego. Wtedy to będzie możliwe do zrealizowane. Wiele lat temu tworzyłem specjalne strefy przemysłowe i parki przemysłowe. Wtedy była wola, współdziałanie i determinacja, więc szybko udało się osiągnąć efekty.

– Czy można do tej współpracy wykorzystać spółkę Nowa Huta Przyszłości?
– Można, ale tu nie o nazwę chodzi. Chodzi o to, jakie będzie miała uprawnienia tak spółka zarządzająca Nowohuckim Parkiem Przemysłowym i jaki będzie plan strategiczny dla tego obszaru. Na terenie huty mogłoby pracować do 30 tysięcy ludzi, mogłoby powstać tysiąc firm, można by zainwestować miliard złotych, a może jeszcze więcej.

– Jest Pan optymistą? Wierzy Pan, że ta szansa zostanie w końcu wykorzystana?
– Niestety nie. Wzmożenie zainteresowania Nową Hutą następuje zawsze przed wyborami. Po wyborach nikt do tego nie wraca, powstają pozorne rozwiązania, prowadzone są pozorne działania. Może w Krakowie powinien być wiceprezydent ds. Nowej Huty, może wtedy by się coś ruszyło…

Rozmawiał Grzegorz Skowron
Agencja Informacyjna GEG

1 KOMENTARZ

Najnowsze

Co w Krakowie