Edward Nowak, autor protestu referendalnego i zażalenia na odrzucenie tej skargi przez sąd I instancji, jest ostro krytykowany za te działania. Zwolennicy referendum i odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego uważają, że to gra na czas i odwlekanie wyborów nowego prezydenta Krakowa. „Wystąpiłem do sądu w obronie zasad demokratycznych jako naszego dobra wspólnego, w szczególności podczas przeprowadzania referendum w Krakowie” – opowiada Edward Nowak.
Jak już informowaliśmy, Edward Nowak złożył zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego w Krakowie o oddaleniu protestu referendalnego. „Liczyłem i liczę nadal, na to, że sąd rozstrzygnie w sposób obiektywny i wszechstronny czy spełnione zostały demokratyczne zasady przeprowadzenia referendum lokalnego, w szczególności podczas ciszy wyborczej, a jeśli nie, czy stwierdzone naruszenia miały na tyle istotny wpływ, że mogły wpłynąć na wynik referendum, a w tym przypadku na przekroczenie progu referendalnego” – argumentuje Edward Nowak.
Po referendum w Krakowie. Jest odwołanie od wyroku odrzucającego protest referendalny
Fala krytyki
Po złożenia zażalenia na Edwarda Nowaka ruszyła fala krytyki ze strony zwolenników referendum…
„Popatrzcie państwo na tego człowieka. To Edward Nowak, związany kiedyś z KODem działacz prorządowy. Stosowane przez tego pana kolejne sztuczki proceduralne, bo tak oceniam kolejne odwołania, zwlekanie z odbiorem decyzji, wykorzystywanie maksymalnych terminów odwołania itd. sprawiają, że w Krakowie nie mogą odbyć się wybory. To plucie ludziom w twarz. To niszczenie demokracji. Dzięki temu ludzie Koalicji Obywatelskiej w Krakowie mimo klęski ich prezydenta w referendum kilka miesięcy temu mogą dalej trzymać się stołków i posad finansowanych z miejskiej kasy, podejmować decyzje i rządzić. Przegrali, a dzięki ich sympatykowi dalej rządzą. Oj, dalej niczego się nie nauczyli. Tak jak wezwania do bojkotu przez KO czy zwolenników rządu tylko zmobilizowały ludzi do odwołania Miszalskiego, tak samo będzie tutaj, jeśli wreszcie te wybory się odbędą. Przypomnę- bez tych odwołań najpewniej wybory odbyłyby się w przyszłym miesiącu, a tak… nikt nie wie kiedy: – napisał na swoim Facebooku radny Michał Drewnicki, kandydata PiS na prezydenta Krakowa, który opatrzył ten wpis zdjęciem prezydenta Aleksandra Miszalskiego i stojącego w tle Edwarda Nowaka…

(Jedno małe sprostowanie do tekstu radnego Drewnickiego – od referendum minęło niespełna dwa miesiące, więc sformułowanie „mimo klęski ich prezydenta w referendum kilka miesięcy temu” jest nadużyciem – red)
„Trudno mi uwierzyć, że komukolwiek zależy tu na dobru krakowskiej demokracji. Panu Miszalskiemu ten protest już nic nie da, realnie skorzystać na przeciąganiu sprawy może co najwyżej ktoś inny z jego otoczenia, kto liczy na dogodniejszy moment. Natomiast Krakowianom i samej demokracji nie służy to ani trochę. Przeciwnie: im dłużej trwa spór formalny, tym dłużej miastem rządzi komisarz, który nie ma mandatu pochodzącego od Mieszkańców. Kraków zasługuje na prezydenta wybranego w wyborach, a nie zarządzanego z nadania. I powiem wprost: to, że wciąż funkcjonujemy w cieniu komisarza wywodzącego się z poprzedniej ekipy, jest w gruncie rzeczy echem tamtej władzy, które trzyma nas w miejscu. Zamiast przedłużać ten stan kolejnymi miesiącami procedur, powinniśmy iść do przodu i naprawić Kraków” – to z kolei fragment wpisu Jana Hoffmana, jednego z inicjatorów referendum w Krakowie, obecnie kandydat na prezydenta miasta.

Gromy na Edwarda Nowaka sypia się także w komentarzach internautów. „Czy da się tego gościa oskarżyć o sabotaż?”, „Byle odwlec wybory…”, „Czyli będą wybory w 2028”, „Ile można się odwoływać, teraz to już żaden demokratyczny obowiązek tylko zwykłe przeciąganie terminu wyborów!” – to tylko niektóre z komentarzy pod informacją o zażaleniu zamieszczoną na Facebooku KRKnews.pl. Są też mniej parlamentarne komentarze na czele ze słynnym, wypowiedzianym kiedyś przez Jarosław Kaczyńskiego „Spiep… dziadu”.
„Nie uchybiłem zasadom demokracji i etyki”
„Mam demokratyczne prawo do złożenia protestu. Nie uchybiłem także zasadom demokracji i etyki” – odpowiada swoim krytykom Edward Nowak. „Mam prawo do złożenia zażalenia na postanowienie sądu i z tego prawa korzystam” – podkreśla w specjalnym oświadczeniu, którego treść publikujemy w całości poniżej…
„Złożyłem ZAŻALENIE na postanowienie Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 17.06.2026 r., w przedmiocie oddalenia protestu referendalnego i zaskarżam w całości postanowienie Sądu.
Edward Nowak
Wystąpiłem do sądu w obronie zasad demokratycznych jako naszego dobra wspólnego, w szczególności podczas przeprowadzania referendum w Krakowie.
Liczyłem i liczę nadal, na to, że sąd rozstrzygnie w sposób obiektywny i wszechstronny czy spełnione zostały demokratyczne zasady przeprowadzenia referendum lokalnego, w szczególności podczas ciszy wyborczej, a jeśli nie, czy stwierdzone naruszenia miały na tyle istotny wpływ, że mogły wpłynąć na wynik referendum, a w tym przypadku na przekroczenie progu referendalnego.
Mam demokratyczne prawo do złożenia protestu. Nie uchybiłem także zasadom demokracji i etyki.
Istota argumentacji protestu, od początku sprowadzała się do wykazania, że w okresie, w którym ustawodawca ustanowił całkowity zakaz prowadzenia agitacji referendalnej, przestrzeń informacyjna mieszkańców Krakowa została wypełniona ogromną ilością wzajemnie uzupełniających się komunikatów, pochodzących od różnych nadawców, publikowanych za pośrednictwem różnych kanałów komunikacji i docierających do odbiorców z wykorzystaniem odmiennych mechanizmów rozpowszechniania treści. Przedmiotem protestu nie były pojedyncze publikacje, lecz zorganizowane działanie polegające na utrzymywaniu aktywnej komunikacji referendalnej pomimo obowiązywania ciszy referendalnej.
To zorganizowane działanie polegało na publikacji wpisów osób pełniących funkcje publiczne, rozpowszechniania sponsorowanych reklam, publikowania materiałów medialnych, zamieszczania fotografii kart referendalnych, przekazywania informacji dotyczących frekwencji oraz licznych wezwań do udziału w referendum, a więc była zróżnicowana co do form, mocno skoncentrowana w niektórych okresach ciszy referendalnej. Ocena każdego z tych zjawisk w całkowitym oderwaniu od pozostałych prowadzi do wypaczenia celu, któremu służy sama instytucja ciszy referendalnej.
Mam prawo do złożenia zażalenia na postanowienie sądu i z tego prawa korzystam.
Uważam, za błędną wykładnię, oczekiwanie, wykazania rzeczywistego oraz bezpośredniego wpływu poszczególnych naruszeń na decyzje konkretnych uczestników referendum. Sąd I instancji oczekiwał ode mnie wykazania, że poszczególne wskazane przeze mnie naruszenia ciszy referendalnej miały wpływ na zmianę decyzji poszczególnych osób. Równocześnie Sąd sam podkreślił, że obiektywnie jest to niemożliwe, a zatem jak miałem to udowodnić?!
Miałem wykazać, iż naruszenia MOGŁY wywrzeć istotny wpływ na wynik referendum!!!
Gromadząc bardzo obszerny materiał dowodowy, uważam, że zrobiłem to w stopniu wystarczającym,. O ile wiem, nikt dotychczas, nie przedstawił tak kompleksowo i w takiej ilości dowodów naruszenia prawa referendalnego. Było to wynikiem ogromnej pracy wielu ludzi, którzy samorzutnie przekazali mnóstwo materiałów oraz kancelarii prawnej.
Nade wszystko jednak stało się to w następstwie prowadzonych przez pewną grupę ludzi, działań na dużą skalę, od wielu miesięcy, mających na celu zdezawuowanie władz miasta Krakowa, następnie podczas kampanii, podczas trwania referendum, a nawet podczas ciszy referendalnej. Gdyby ich nie było w tak wielkim rozmiarze, takim natężeniu, stopniu zorganizowania oraz niejawnego finansowania, zapewne nie zebrałbym aż tylu dowodów!!!
Sąd powinien ocenić wpływ skumulowanych, ujawnionych naruszeń do oddziaływania na przebieg procesu referendalnego.
Wnosząc protest wskazałem bardzo liczne i różnorodne dowody wzajemnie uzupełniających się działań podejmowanych w okresie ciszy referendalnej, których charakter, skala, zasięg oraz sposób rozpowszechniania czyniły je obiektywnie zdolnymi do znaczącego oddziaływania na przebieg procesu referendalnego. Podkreślę, że były one dalszym ciągiem prowadzonej zorganizowanej, oszczerczej kampanii referendalnej przeciwko władzom Krakowa.
Sąd I instancji dokonał wybiórczej i dowolnej oceny traktując indywidulanie poszczególne naruszenia, w całkowitym oderwaniu od siebie, z pominięciem ich wzajemnych relacji, efektu kumulacji oraz łącznego oddziaływania na przestrzeń informacyjną w okresie ciszy referendalnej.
Sąd pominął znaczenie danych dotyczących zasięgów publikacji, sposobu ich rozpowszechniania, liczby odbiorców, sponsorowanego charakteru części przekazów oraz specyfiki współczesnych mechanizmów komunikacji elektronicznej, a zatem oceny możliwości wywarcia istotnego wpływu naruszeń na wynik referendum.
To jest sprzeczne z zasadami logiki i doświadczenia życiowego, nt. wpływu akcji prowadzonych w sieci na zachowania odbiorców. Internet odgrywa ogromną rolą w naszym życiu, przy podejmowaniu decyzji i będzie odgrywał jeszcze większą. Sąd nie może od tego abstrahować, udawać, że tego nie ma i że w związku z tym nie ma to wpływu na ludzkie decyzje, w tym, w procesie wyborczym czy referendalnym, jak w tym przypadku.
Przyjęcie takiego rozumowania, oznaczałoby faktyczne wyłączenia możliwości skutecznego zakwestionowania referendum przeprowadzonego w warunkach współczesnej komunikacji internetowej.
Nakreśliłem tylko kilka tez, liczącego ponad 60 stron zażalenia. Nie poruszam natomiast wielu tematów dyskusji, jakże często napastliwej a nawet oszczerczej , toczącej się wokół referendum, czy mojego protestu a teraz odwołania; może przyjdzie na to czas.
Edward E. Nowak
20 lipca 2026 r.”