– Zastosowane rozwiązanie jest całkowicie nielogiczne, nieintuicyjne oraz sprzeczne z projektem tego skrzyżowania – tak o nowej organizacji ruchu na skrzyżowaniu ulic Wrocławskiej, Stachiewicza, Czyżewskiego i Radzikowskiego (wiadukt) pisze nasz Czytelnik, pan Piotr. Urzędnicy odpowiadają, że problemy w tamtym rejonie to wina… kierowców! Ale po naszej interwencji obiecali zająć się sprawą.

– Jeżdżę tą drogą codziennie i od momentu niedawnej zmiany organizacji ruchu tworzą się tam kilkukrotnie większe korki, zamieszanie oraz bardzo niebezpieczne sytuacje drogowe, szczególnie jadąc z ulicy Czyżewskiego na wprost w kierunku ulicy Stachiewicza – opisuje pan Piotr. I wylicza niedogodności:
– pasy wyznaczone są całkowicie odwrotnie, a prawy pas w dziwny sposób kończy się w połowie skrzyżowania;
– znak który znajduje się przed wiaduktem (a który auta stojące na światłach mają przed sobą) jest dokładnie odwrotny od układu pasów przed wiaduktem;
– aby jechać z ulicy Czyżewskiego na wprost w ulicę Stachiewicza trzeba jechać „zygzakiem” – najpierw lewym pasem (przed wiaduktem), następnie prawym pasem (pod wiaduktem) aby ostatecznie odbić w lewo i wjechać w ulicę Stachiewicza.
Zdaniem naszego Czytelnika poprzednie rozwiązanie było znacznie lepsze. – Panował porządek i nie trzeba było jeździć „zygzakami” po tak dużym skrzyżowaniu, a duże autobusy przegubowe 144,
194 nie musiały „łamać się” na prawy pas, a następnie odbijać w lewo, aby jechać prosto w ulicę Stachiewicza – napisał pan Piotr.
Dodał, że nie rozumie w czym przeszkadzało poprzednie rozwiązanie. Przepustowość z obu stron była wystarczająca, a sytuacja gdzie samochód skręcający w lewo, w ulicę Radzikowskiego (blokując pas do jazdy prosto) była sporadyczna – twierdzi kierowca. A urzędzikom zalecił obserwację tego miejsca, aby przekonali się, że ma rację.
„Bo kierowcy jeżdżą na pamięć”
– Zmiana malowania kierunków w rejonie tego skrzyżowania miała na celu poprawę przepustowości układu drogowego w tym miejscu. Została poprzedzona analizą bieżącej sytuacji drogowej i symulacjami ruchu drogowego – odpowiada Piotr Hamarnik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. – Dzisiejsze problemy wynikają z tego, że część kierowców jeździ po prostu na pamięć. Gdy przyzwyczają się do nowych rozwiązań ruch w tym miejscu powinien odbywać się sprawniej – dodaje w rozmowie z KRKnews.
Na razie jednak na własne oczy przekonaliśmy się, że ruch w tamtym miejscu nie odbywa się płynnie. Często dochodzi też do niebezpiecznych sytuacji. – W ostatnich dniach widziałem tutuj dwie stłuczki. A sygnały dźwiękowe używane są nagminnie, bo ktoś komuś zajechał drogę – mówi nam pan Stanisław, pracownik pobliskiego sklepu.
Powrócą do starych rozwiązań?
Na nową organizację ruchu narzeka także pan Krzysztof, krakowski taksówkarz. – Korki są większe niż zwykle. A przecież, jak się coś zmienia, to w zamyśle powinno się też poprawiać. A tu nie dość, że tej poprawy nie ma, to jeszcze zepsuli to, co było – mówi.
Po naszej interwencji, pracownicy ZIKIT-u obiecali, że będą monitorować sytuację. – Jeżeli okaże się, że wcześniejsze analizy i symulacje nie pokrywają się z rzeczywistością, to istnieje możliwość przywrócenia poprzedniego malowania – mówi nam Hamarnik.
Rafał Galus
fot. Google Maps



