Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 1 listopada 2026
Czytanie ~3 min
Miasto · 1 listopada 2026 · 3 min czytania

Halloween dzieli krakowian. Jedni drążą dynie, drudzy ostrzegają przed kultem ciemności

Autor: Patryk Trzaska

Kraków wchodzi w przełom października i listopada w atmosferze, jakiej jeszcze kilka lat temu trudno było się tu spodziewać. W oknach i przed drzwiami kamienic można zobaczyć podświetlane dynie, a witryny lokalnych kawiarni i sklepów kuszą motywami duchów i pajęczyn. Halloween w stolicy Małopolski zatacza coraz szersze kręgi, na grupach sąsiedzkich mieszkańcy wymieniają się adresami miejsc, w których dzieci będą mogły zbierać cukierki, jednak nie wszystkim taki stan rzeczy się podoba.

Dynie i dekoracje na krakowskich osiedlach

Okolice Kazimierza, spokojniejsze na co dzień osiedla w Nowej Hucie czy na Podgórzu w ostatnich dniach października powoli zmieniły swoje oblicze. W oknach i przed drzwiami kamienic pojawiło się w tym roku bardzo dużo ozdób z okazji Halloween. Co roku przybywa krakowian, którzy chcą aktywnie włączyć się w jesienne świętowanie. Dzieci na wzór zachodniej tradycji wędrują od drzwi do drzwi z hasłem „cukierek albo psikus!”.

Rodzinna zabawa i sąsiedzka integracja

W tym roku na grupach sąsiedzkich od kilku dni licznie pojawiały się posty rodziców ciekawych, w których miejscach ich pociechy będą mogły spróbować zdobyć cukierki.

– Dla nas Halloween to przede wszystkim niesamowity pretekst do rodzinnej integracji i uwolnienia kreatywności. Przygotowania zaczynamy już tydzień wcześniej, wspólnie z synem projektujemy strój, robimy dekoracje z papieru i drążymy wielką dynię, która potem świeci na naszym balkonie. To nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku do tradycji. Następnego dnia przecież idziemy spokojnie na cmentarz. Te dwa światy naprawdę mogą bez problemu ze sobą współistnieć – mówi nam pani Kamila, mieszkanka Borku Fałęckiego.

Prym w tegorocznym „straszeniu” wiedzie jednak Nowa Huta.

– Na naszym osiedlu udało nam się stworzyć świetną grupę sąsiedzką. Zgłaszają się tylko te mieszkania, które chcą brać udział, wywieszają na drzwiach naklejki. Dzieci wiedzą, że mogą śmiało pukać. Radość, kiedy maluchy w przebraniach wampirów i duszków po omacku szukają słodkości i nawzajem porównują swoje zbiory, jest bezcenna – mówi KRKnews pani Anna, mieszkanka Nowej Huty.

Nie wszyscy chcą świętować Halloween

Jednak coraz głośniejsze obchodzenie Halloween w Krakowie nie u wszystkich mieszkańców wywołuje entuzjazm. Dla części mieszkańców komercyjny charakter Halloween stoi w sprzeczności z zaduszkową refleksją, powagą i wspomnieniem o zmarłych. Część mieszkańców zwraca uwagę na amerykański import kulturowy, inni zaś nie kryją po prostu niechęci do święta, które traktują jako kult złego ducha.

– Halloween to nie jest niewinna zabawa, tylko duchowe zagrożenie i jawny kult ciemności. Otwieranie się na symbole okultyzmu, kościotrupy, diabły i zwłoki potrafi bardzo zamazać granicę między dobrem a złem, szczególnie u małych dzieci. Po co sprowadzać do Polski pogańskie i czysto szatańskie obrzędy z Ameryki, skoro mamy w naszej tradycji tak bogaty i wartościowy czas zaduszny? W naszym domu twardo mówimy tej modzie nie. W zamian bierzemy udział w Wieczorach Światła czy Orszakach Świętych, które pokazują nadzieję i dobro, a nie mrok. Nie podoba mi się, że sklepowe półki i ulice naszego miasta są w październiku zalewane tą mroczną symboliką – mówi nam jeden z mieszkańców osiedla Teatralnego, którego spotykamy podczas realizacji materiału o Halloween.

– Dla mnie to jest po prostu przerażające, jak bezmyślnie przejmujemy amerykańską komercję i obce tradycje, całkowicie zapominając o naszej własnej kulturze – dodaje.

Nie zmienia to jednak faktu, że Kraków z roku na rok staje się coraz bardziej wielokulturowym miastem, w którym Halloween już się zadomowiło.

Reklama