Szybkie fakty

Kategoria Inwestycje
Data 4 listopada 2021
Czytanie ~4 min
Tematy igrzyska europejskie, igrzyska w Krakowie, tomasz urynowicz
Inwestycje · 4 listopada 2021 · 4 min czytania

Igrzyska Europejskie bez Krakowa nie mają sensu, ale i tak nie będzie to globalne wydarzenie

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 04.11.2021 Lokalizacja: Kraków

Ważą się losy Igrzysk Europejskich. Władze Krakowa dały rządowi ostatnią szansę na zapewnienie gwarancji finansowych, bez których stolica Małopolski nie zamierza organizować imprezy sportowej o nie do końca sprawdzonej renomie. Tomasz Urynowicz, były wicemarszałek województwa małopolskiego, odpowiedzialny m.in. za sport i turystykę, zdradza kulisy decyzji, które stoją za wciągnięciem Krakowa do rządowej zabawy. I chwali strategię w tej sprawie przyjętą przez prezydenta Jacka Majchrowskiego. Przeczytajcie…

„Kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba” – cytat z J.R.R. Tolkiena („Hobbit, czyli tam i z powrotem”) jest świetnym komentarzem do tego, co dzieje się wokół Igrzysk Europejskich w 2023 roku. Przeciągające się rozmowy, uzgodnienia, negocjacje, a w tle ambicjonalne rozgrywki o to, kto zajmie się organizacją tego wydarzenia – tak wygląda to zza kulis.

W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że na ostateczną decyzję po raz kolejny musimy poczekać. Prezydenci Krakowa i Tarnowa, a także marszałek województwa podróżują tam i z powrotem na trasie Kraków – Warszawa, by uzyskać gwarancje finansowe na potrzebne inwestycje. Dobrze, niech walczą! Trzymajmy za nich kciuki. Im więcej uzyskają, tym lepiej dla nas wszystkich!

To nie będzie globalne wydarzenie

Nie kosztem mieszkańców – mówi prezydent Krakowa. – To prestiż i promocja – twierdzi marszałek małopolski. Prezydent realistycznie, marszałek entuzjastycznie. Jednak problem z organizacją igrzysk leży daleko poza Krakowem i Warszawą. To kwestia prestiżu sportowego imprezy. Jeśli dostaniemy nowe drogi, obiekty, a przede wszystkim pieniądze potrzebne na jej organizację, to bardzo dobrze. Gorzej, jeśli będziemy musieli do niej dołożyć.

Nie miejmy złudzeń, to nie będzie globalne wydarzenie, nie skupi uwagi całego świata, a nawet kontynentu. Może jedynie TVP będzie kreował ją na wielkie święto światowego sportu i przykład naszej międzynarodowej pozycji. Ale i to pod warunkiem, że będzie to na rękę tej frakcji PiS, którą wspiera prezes Jacek Kurski.

Europejskie Stowarzyszenie Komitetów Olimpijskich spóźniło się o dobre kilkanaście lat z organizacją kontynentalnych igrzysk. Sportowa Europa od dawna już żyje swoimi mistrzostwami, a w wielu dyscyplinach zdobycie medalu na mistrzostwach Europy daje splendor i sławę prawie tak samą, jak medal mistrzostw świata. Zaś europejskim federacjom sportowym własne mistrzostwa dają prestiż i finansowy sukces. W tak poukładanym świecie sportu i biznesu inicjatywa Igrzysk Europejskim ma mocno pod górę. Dlatego też przeciągają się negocjacje dotyczące ostatecznej listy dyscyplin sportu: najpopularniejsze sporty są za drogie, a te najmniej znane, na dorobku stają na głowie, by się pojawić w programie, bo chciałyby się przytulić do olimpijskiej rodziny. Nie miejcie też złudzeń: za każdą dyscyplinę musi zapłacić organizator.

„Pecunia non olet”, więc w najbardziej znanych i lubianych dyscyplinach sportu zobaczymy nieznane wcześniej konkurencje lub zawodników, których dawno nie widziano. Warunek, by podczas tych zawodów odbywały się równocześnie mistrzostwa Europy lub kwalifikacje olimpijskie, jest cenny, bo podkreślałby wartość sportową wydarzenia oraz zapewniał zainteresowanie kibiców i mediów. Jest jednak bardzo kosztowny i strasznie trudny do zrealizowania. Działacze z rzymskiej centrali Europejskich Komitetów Olimpijskich od długiego czasu próbują negocjować ten warunek z federacjami, póki co jednak bez wielkich sukcesów.

Zdecydowały wyborcze kalkulacje

Skąd w tym wszystkim wziął się Kraków? By podnieść markę igrzysk potrzebna była Europa. Po edycjach w Azerbejdżanie i na Białorusi pomysł stworzenia nowego sportowego eventu miał dotrzeć do Unii Europejskiej. Co więcej, miał dotrzeć do miasta rozpoznawalnego, mającego już renomę. To dzięki temu oraz zabiegom PKOL Igrzyska Europejskie dotarły do Małopolski. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że pierwszym wyborem miały być Katowice, które ponad dwa lata temu odrzuciły zaloty sportowych działaczy z powodu braku rządowych gwarancji.

To skąd Małopolska i w ogóle samorząd? To już skutki politycznych kalkulacji i prób wpisania ewentualnego sukcesu imprezy w wyborcze scenariusze roku 2023, kiedy mają odbyć się wybory parlamentarne, a po nich samorządowe (choć dziś wiemy, że te pierwsze mogą też być wcześniej, a drugie – później). Kusi miły sercu obrazek, że małopolskie VIP-y będą zapalać olimpijski znicz i wieszać medale na piersiach sportowych herosów. Czy jednak warto dla niego trwać w tym projekcie bez względu na wszystko? A zwłaszcza bez względu na koszty…

Rozwód Krakowa i Małopolski nie ma sensu!

Dlaczego nie wspominam o wartości promocyjnych dla regionu? Ponieważ, jak pokazują badania, Małopolska w Europie nie jest rozpoznawalna, podobnie jak żaden polski region. Nie bez powodu w promocji zagranicznej Małopolska występuje jako Kraków Region. Dlatego też przy okazji igrzysk sens ma wyłącznie mocne powiązanie Krakowa i Małopolski. Rozwód tej pary sensu nie ma żadnego.

Prezydent Krakowa walczy o środki na inwestycje infrastrukturalne oraz nowoczesne obiekty sportowe, które mogą powstać przy okazji igrzysk. Brawo! Tak powinno być. Podobnie Tarnów. O co jednak może w tej sytuacji walczyć marszałek samorządowego województwa, który nie ma własnych obiektów sportowych, infrastruktury? Gdyby Kraków wycofał się z organizacji, trwanie Małopolski w tym projekcie nie miałoby sensu. To miasto daje renomę, wizerunek i potrzebne obiekty. Bez tego nawet gdyby opór polityków PiS miał niestety utrzymać przy życiu tę inicjatywę, to wielokrotnie zwiększą się koszty jej organizacji, co i tak nie podniesie jej sportowego prestiżu.

Gdy słyszę o tym, że igrzyska posłużą do wielkiej, międzynarodowej promocji całej Polski, to proszę jednak autorów tej tezy, by stąpali twardo po ziemi. Igrzyska Europejskie nie wystarczą, by budować markę bezpiecznej, nowoczesnej, przyjaznej turystom i inwestorom Polski. To już tak nie działa. Nie we współczesnym świecie.

Czas już nam uciekł

Kraków, podobnie jak cały świat, potrzebuje po covidzie impulsów rozwojowych, dających nadzieję na powrót turystów. Rzecz jednak w tym, że bez względu na wszystkie decyzje, jakie w tej sprawie są przed nami, jedno nam już bezpowrotnie uciekło: czas. Już nie uda się zrobić tak wielkiej imprezy, jak planowano jeszcze dwa lata temu. A to oznacza, że jej wymiar sportowy i organizacyjny będzie musiał być okrojony.

Znając wszystkie uwarunkowania, o których piszę, rację ma prezydent, że chce dla Krakowa przy tej okazji uzyskać jak najwięcej. Tak trzeba robić. Skoro do zdobycia dla Krakowa inwestycji potrzeba aż igrzysk i rządowych gwarancji, to powiedzmy „sprawdzam” i trzymajmy kciuki…

I pamiętajmy o jednym: porażka organizacyjna Igrzysk Europejskich na bardzo długo przekreśli jakiekolwiek starania Krakowa i Małopolski o organizację Igrzysk Olimpijskich. Tych prawdziwych, dających prestiż i promocję. Także jednak bardzo kosztownych.

Tomasz Urynowicz

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Reklama