Wieczna awaria słynnych (nie)ruchomych schodów na Dworcu Głównym w Krakowie stała się już prawdziwą legendą. Przez ponad pięć lat miasto podejmowało próby naprawienia tych schodów, które stanowią połączenie między Małopolskim Dworcem Autobusowym a Dworcem Głównym. Niemniej jednak, wszystkie naprawy okazały się nieskuteczne, a wydatki na próby naprawy przekroczyły setki tysięcy złotych. Schody były naprawiane aż 20 razy, ale w 2018 roku zatrzymano schody jadące w górę, a w 2019 roku schody jadące w dół, gdy urzędnicy doszli do wniosku, że bez zadaszenia nie ma sensu inwestować w ich naprawę.
Kiedy więc w internecie pojawiła się informacja o uszkodzonej windzie na dworcu, użytkownicy sieci od razu skojarzyli ją z problematycznymi schodami. „Schody nie działają, teraz zepsuła się winda” rozprzestrzeniło się po mediach społecznościowych. Automatycznie wskazywano na winę prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, Urzędu Miasta i Zarządu Dróg Miasta Krakowa. Okazało się jednak, że oskarżenia te były nieuzasadnione.
Faktycznie, winda na dworcu się zepsuła, ale nie była to winda obok słynnych schodów ruchomych. Uszkodzona winda znajdowała się na dworcu autobusowym, kilkadziesiąt metrów dalej. Chociaż różnica w odległości była niewielka, to w rzeczywistości nadzór nad tymi dwoma obiektami leży w rękach różnych instytucji. Za awarię schodów i windę obok nich odpowiedzialny jest Zarząd Dróg Miasta Krakowa, podczas gdy winda na dworcu autobusowym jest zarządzana przez spółkę Małopolskie Dworce Autobusowe S.A., podlegająca pod Urząd Marszałkowski.
Mówiąc wprost, tym razem winą za problem nie jest prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, a odpowiedzialność powinna być przypisana Marszałkowi Województwa Małopolskiego, Witoldowi Kozłowskiemu. Poprosiliśmy spółkę MDA SA o informacje dotyczące czasu, na jaki winda będzie wyłączona z użytku. Czekamy na odpowiedź i miejmy nadzieję, że tym razem nie stanie się kolejne fatum.
(Jarek Strzeboński)



