W cyklu „Referendum ZA/Referendum PRZECIW” rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w politykę Krakowa o rządach Aleksandra Miszalskiego i trwającej akcji referendalnej. Poniżej prezentujemy wywiad z posłem Prawa i Sprawiedliwości Łukaszem Kmitą, który należy do zwolenników inicjatywy. Jakie błędy popełnił obecny prezydent? Czy referendum nie wprowadzi jeszcze większego chaosu w mieście? Jakie wyzwania będą stały przed kolejnym włodarzem miasta? Te i inne krakowskie sprawy poruszyliśmy w naszej rozmowie. Zapraszamy.
Małgorzata Armada, KRKNews: Dlaczego uważa Pan, że odwołanie prezydenta Miszalskiego jest konieczne?
Łukasz Kmita, poseł PiS: – Tych powodów jest wiele, więc skupię się na tych, które osobiście uważam za najistotniejsze. Po pierwsze, to dramatyczna sytuacja budżetowa miasta i brak realnej stabilizacji w zakresie poprawy finansów publicznych. Kraków jest obecnie uważany za jedno z najbardziej zadłużonych miast w Polsce przy przeliczeniu na mieszkańca. Drugim powiązanym z tym problemem jest fakt, że prezydent nie przedstawił żadnej strategii dotyczącej ograniczenia kosztów nie tylko samego funkcjonowania miasta, ale także programu efektywnego funkcjonowania spółek miejskich, a nawet odwrotnie – swoista epidemia kolesiostwa spowodowała, że do spółek i instytucji trafili ludzie, którzy są niekompetentni, przynoszący – mówiąc młodzieżowym językiem – obciach Krakowowi. Po trzecie, przynależność prezydenta Miszalskiego do rządzącej krajem Platformy Obywatelskiej nie ma żadnego realnego przełożenia na inwestycje w mieście. Generalnie widać, że Miszalski nie ma wpływu na ministrów, na decyzje administracyjne, na to, żeby dla Krakowa, jak to się mówi kolokwialnie „coś załatwić”, a naprawdę mógłby otrzymać wsparcie na rozwój i inwestycje.
Czy referendum ma być zatem przeciwko prezydentowi Miszalskiemu, czy za konkretną zmianą? Jeśli za zmianą, to jaką? Czego Kraków potrzebuje?
– My doceniamy, jako przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, że to jest referendum obywatelskie i mamy silne przekonanie, że takim powinno pozostać. Natomiast to nie oznacza, że poszczególne siły politycznie nie powinny dołączać do inicjatywy, żeby odwołać prezydenta Miszalskiego, który na tle jego poprzedników i innych samorządowców wypada bardzo, bardzo słabo. To referendum jest więc przeciwko najsłabszemu w historii Krakowa prezydentowi, który nie radzi sobie z realnymi problemami i chce je rozwiązywać ogromnymi kosztami dla obywateli w postaci podwyżek, m.in. wprowadzając strefę płatnego parkowania w niedzielę. Nie widać po stronie prezydenta Miszalskiego chęci do oszczędzania w mieście i w spółkach, ale widać właśnie chęć do tego, żeby część obciążeń przerzucać na mieszkańców. Jak się czyta uchwały, to jedna zaprzecza drugiej – w uchwale mówiącej o Strefie Płatnego Parkowania, mowa o tym, żeby promować komunikację miejską, a jednocześnie od marca będzie ona droższa. Widać więc brak spójności w zarządzaniu i to, że prezydent Miszalski nie liczy się z opinią publiczną.
Podsumujmy zatem: jakie według Pana były trzy najgorsze decyzje prezydenta Miszalskiego?
Po pierwsze, na pewno powinien w inny sposób zarządzać długiem miasta. On był – mówiąc obiektywnie – duży po rządach Jacka Majchrowskiego, ale w czasie rządów Aleksandra Miszalskiego wzrost gwałtownie przyspieszył. Po drugie, problemem jest wspomniana kwestia podwyżek i to, że na mieszkańców przerzuca się ciężar finansowy. Wieloma takimi rzeczami prezydent Miszalski zdenerwował krakowian. Trzecim tematem, który wydaje się istotny, to bardzo nielogiczne wprowadzenie strefy czystego transportu, która w Warszawie jest siedem razy mniejsza niż w Krakowie. Według obecnych przepisów, jeśli masz stary samochód, i jeśli nie zapłacisz, to nie wjedziesz do miasta, bo musisz zostawić auto poza jego granicami. To zdenerwowało samorządy wokół Krakowa, Skawina mówi o sporze prawnym. Generalnie nawet takie duże miasto, jakim jest Kraków, musi jakoś kooperować z mniejszymi podmiotami wokół siebie, tworzymy jakąś symbiozę, organizm, który jest wspólny. Troska o ekologię jest poprawna i właściwa, ale musi być mądrze realizowana, czyli tak, żeby nikogo nie wykluczać. Ważne jest też, że te zmiany były wprowadzane stopniowo i żeby nikogo nie zniechęcać do odwiedzin królewskiego miasta Kraków.
Jak skomentuje Pan reakcję prezydenta Miszalskiego oraz jego środowiska na referendum, które sprowadzane jest do hejtu i nienawiści?
– Mam wrażenie, że prezydent Miszalski postanowił jeszcze zawalczyć o to, żeby do referendum nie doszło albo żeby frekwencja była niewystarczająca. Natomiast Platforma go zostawiła, bo z kuluarowych rozmów z działaczami tej partii zarówno ze szczebla lokalnego, jak i posłami wynika, że nie wspierają Miszalskiego i uważają, że nie poradził sobie na tym stanowisku. Według mnie trudno mówić o jakimś wyjątkowym hejcie, hejt jest oczywiście w internecie i dotyka wszystkie środowiska. Ja apeluję, żeby bronić swojego zdania merytorycznie, bronić się faktami. Wydaje się jednak, że ekipa prezydenta zaczęła panikować, czego przykładem jest wydanie 200 tysięcy gazetek za półtora miliona. To jest znowu wkurzanie mieszkańców, bo z jednej strony mówi się o ekologii, wprowadza strefę czystego transportu, a tutaj druk i kolportaż to nic innego jak zaśmiecanie, zanieczyszczanie środowiska.
Jak odniesie się pan do argumentu strony przeciwnej, że planowane referendum to strata publicznych pieniędzy, biorąc pod uwagę wspomniany już dług Krakowa?
– Zarówno ja, jak i organizatorzy referendum, mamy wrażenie, że prezydent Aleksander Miszalski zostanie odwołany. Proponuję więc rozwiązanie honorowe, żeby sam podał się do dymisji do czerwca 2026 r. Biorąc pod uwagę ilość zebranych podpisów widać, że mieszkańcy negatywnie oceniają jego rządy i tu nie chodzi o całą formację polityczną, ale konkretnie o jego osobę. Prezydent będzie oczywiście podejmował działania mające na celu osłabienie tego zapału społecznego. Platforma, do której należy, ma w nazwie obywatelskość, a referendum jest realną możliwością odwołania złej władzy w demokratycznych krajach. Jeśli ktoś mówi, że jest obywatelski, a nie chce poddać osądowi społecznemu i krytyce to znaczy, że żadna obywatelskość za nim nie stoi.
Czy nie ma Pan obaw, że referendum wprowadzi jeszcze większy chaos w mieście?
– Wręcz przeciwnie. Po odwołaniu prezydenta premier wskazuje bowiem komisarza, który pełni funkcję prezydenta do czasu wybrania nowej władzy, więc ciągłość decyzyjna nie zostanie przerwana. Co ciekawe, następcę Miszalskiego wskaże Donald Tusk. Można się z tego cieszyć, można być niezadowolonym, ale takie mamy prawo, więc to nie jest tak, że działacze Platformy Obywatelskiej zostaną odcięci od stołków. Ewentualne zakończenie epidemii kolesiostwa nastąpi dopiero po wygranej któregoś z kandydatów. Mam przekonanie, że ktokolwiek zostanie prezydentem, będzie przejawiał dużo większą obywatelskość i troskę o przyszłość miasta niż Aleksander Miszalski. Jego zmiana przyniesie naszemu miastu same korzyści.
Jakie są według Pana obserwacji nastroje mieszkańców Krakowa względem prezydenta Miszalskiego? Czy według Pana referendum się odbędzie i frekwencja będzie wiążąca?
– Mam przekonanie, że te nastroje są fatalne, jeśli chodzi o sposób zarządzania miastem przez prezydenta Miszalskiego. Bądź co bądź, jego poprzednik – profesor Jacek Majchrowski – był człowiekiem bardzo kontrowersyjnym, ale jednocześnie dbał o prestiż miasta, dbał, żeby Kraków był dobrze odbierany w Europie. Miał wiele sporych potknięć, ale jako prezydent nie miał w ciągu wszystkich swoich kadencji tylu wpadek, co w półtora roku Aleksander Miszalski. Dlatego uważam, że to referendum się uda, bo nie jest ono organizowane przez partię polityczną, tylko z zaangażowaniem mieszkańców. Zakładam, że zmiana na stanowisku prezydenta nastąpi. Proszę zwrócić uwagę, że termin zgłoszenia inicjatywy referendalnej zbiegł się z niekorzystną pogodą, co powoduje pewne trudności ze zbieraniem podpisów, ale codziennie wolontariusze pojawiają się na ulicach Krakowa.
Czy jest jakiś warunek, który spełniony przez prezydenta Miszalskiego, spowodowałby, że powiedziałby Pan „to referendum nie ma sensu”? Innymi słowy: czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby Pana do siebie przekonał?
– Myślę, że przede wszystkim prezydent Miszalski powinien przekonywać swoim działaniem mieszkańców, a nie polityków. Patrząc na jego postawę i podejście do zarządzania miastem, wydaje mi się, że raczej nie jest stworzony do tego, by być dobrym samorządowcem. Dobry samorządowiec to musi być też dobry gospodarz, osoba, która troszczy się o miasto, która działa na rzecz jego rozwoju i która też będzie budowała mosty. Problemem jest fakt, że prezydent Miszalski ma większość w radzie miasta, co powoduje podejście typu „nam wolno więcej, nie musimy się liczyć z opozycją”. Wydaje mi się, że czara goryczy została przelana, więc dziś trudno byłoby zawracać Wisłę kijem.
Przyjmijmy, że prezydent Miszalski zostaje odwołany. Kto mógłby zostać jego następcą?
– Trochę jest wcześnie mówić o nazwiskach, które będą przez nas wskazywane. Ja myślę, że o tym trzeba będzie też rozmawiać z organizatorami referendum. Mamy dwie drogi: wystawienie swojego kandydata lub wsparcie kandydata ponadpartyjnego, który będzie budził szacunek bardzo szerokiego grona mieszkańców. Na chwilę obecną nie przesądzamy, który kierunek obierzemy. Skupiamy się na tym, żeby został zrealizowany pierwszy etap, czyli żeby doszło do referendum i odwołania fatalnego prezydenta Miszalskiego, natomiast nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Nie można rozdawać kart, póki są w grze.
Jakie są priorytetowe działania, których według Pana powinien podjąć się nowy prezydent?
– Wydaje mi się, że każdy nowy prezydent powinien przeprowadzić gruntowny audyt miasta pokazujący, w jakich obszarach można zaoszczędzić, ale nie kosztem mieszkańców, a wręcz odwrotnie. Trzeba dokonać audytów w spółkach miejskich i w urzędzie, zlikwidować ten proceder kolesiostwa. W Krakowie mamy naprawdę świetnych menedżerów i ekspertów z zakresu ekonomii, mamy fantastyczne uniwersytety. To właśnie osoby niezwiązane wprost z opcjami politycznymi, a z nauką, powinny trafiać do rad nadzorczych, do spółek. Druga kwestia to zwiększenie wpływu mieszkańców na sprawy związane z miejskimi inwestycjami, potrzeba więcej konsultacji społecznych. Po trzecie, trzeba określić priorytety związane z przyszłością miasta. Trzeba też szukać porozumienia z rządzącymi, aby Kraków nie był traktowany gorzej niż Łódź, Gdańsk czy Wrocław. Następną ważną sprawą jest postawienie mieszkańców na pierwszym miejscu. Oczywiście turyści wnoszą spory wkład do gospodarki Krakowa, ale w pierwszej kolejności miasto powinno zapewnić na bardzo dobrym poziomie właśnie usługi dla mieszkańców.
W 2024 r. był Pan jednym z kandydatów na urząd prezydenta Krakowa. Czy planuje Pan start w ewentualnych wyborach?
– Obecnie pracuję w Sejmie i staram się łączyć moje obowiązki bycia posłem i jednocześnie szefem okręgu 13, czyli krakowskiego oddziału Prawa i Sprawiedliwości. Nie rozważałem więc takiej okoliczności, żeby startować ponownie. Między innymi dlatego, że zastanawiamy się, czy nie poprzeć kandydata obywatelskiego. Nigdy nie mówię nigdy, ale obecnie to bardzo mało realne, żebym był kandydatem. Mamy długą ławkę osób, które miałyby świetny wynik, ale nie patrzymy na to referendum w sposób polityczny, a w sposób obywatelski – to jest dla nas najważniejsze.
Rozmawiała Małgorzata Armada

