Szybkie fakty

Kategoria Dzielnice
Data 13 kwietnia 2022
Czytanie ~5 min
Tematy Kazimierz, kradzież obrazów, złodziej obrazów
Dzielnice · 13 kwietnia 2022 · 5 min czytania

Złodziej obrazów został złapany! Nie przez policję

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 13.04.2022 Lokalizacja: Kraków

Złodziej wiedział, gdzie i po co przychodzi. Włamał się do jednego z mieszkań na Kazimierzu, zabrał kilka cennych obrazów. Kiedy już wychodził z łupem, zauważył go sąsiad, który akurat wynosił śmieci. To on ujął złodzieja i przekazał go w ręce policji. Jest też opis tego zdarzenia zupełnie inny niż podaje to policja…

Na początku kwietnia 2022 roku zmarła starsza kobieta, mieszkała samotnie w jednej z kamienic na krakowskim Kazimierzu. Kilka dni później (9 kwietnia), doszło do włamania do jej opuszczonego mieszkania. Ok. godz. 22, do kamienicy wszedł 41-letni mężczyzna. – Ponieważ kilka lat temu pomieszkiwał tutaj, wiedział, że starsza pani może mieć w mieszkaniu cenne przedmioty – twierdzą policjanci.

Sprawca niezauważony przez nikogo wyważył zamek w drzwiach do opuszczonego mieszkania i wszedł do środka. – Ze ścian ściągnął ikonę Matki Boskiej oraz dwa portrety, najprawdopodobniej przodków właścicielki mieszkania. Uciekając, zabrał jeszcze pustą ramę po obrazie – relacjonują funkcjonariusze policji. Kiedy złodziej był już na podwórku, klatką schodową kamienicy schodził ze śmieciami jeden z lokatorów. Mężczyzna zauważył wyważone drzwi w mieszkaniu zmarłej sąsiadki, a przez okno na podwórze zobaczył kogoś z naręczem obrazów. Bez zastanowienia rzucił się w pościg za sprawcą, którego po pościgu ujął. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, przejęli z jego rąk włamywacza.

41-latkowi za kradzież z włamaniem grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Odzyskane obrazy zostały przekazane biegłemu, który oszacuje ich wartość historyczną. Opinia ta może wpłynąć na zmianę zarzutów postawionych podejrzanemu.

Z komunikatu policji wynikało, że policja pojawiła sie na miejscu przestępstwa natychmiast. Tymczasem zupełnie inny opis tego samego zdarzenia można znaleźć na facebookowym profilu „Nasze miasto w naszych rękach”. Oto opis tego zajścia:

„Około godziny 21:30 szedłem ulicą Podbrzezie. Zauważyłem dwie szarpiące się i zataczające osoby. Przewrócili się. Włamywacz (co się okazało kilka chwil później) siedząc na nietrzeźwej osobie uderzył z ją z pięści w głowę, tak że osoba ta „walnęła” nią o jezdnię, skutkiem czego były rany zarówno na twarzy jak i z tyłu głowy. Podbiegłem do włamywacza i zapytałem go, czy go nie pojebało. Kazałem mu wstać i zaproponowałem, żeby się rozeszli. Od razu pojawiła się przy nas czwarta, młodsza osoba, która pomagała mi opanować sytuację. Na tym etapie myślałem, że to bójka między dwojgiem mężczyzn… w trudnej sytuacji życiowej. Mieszkaniec z rozbitą głową zapytał, czy pozwolimy złodziejowi uciec. Złodziej miał czarny plecak, zapytałem czyj to plecak. Nie usłyszałem odpowiedzi, więc zdecydowaliśmy się natychmiast wezwać policję w celu wyjaśnienia sprawy.

Mieszkaniec podszedł do włamywacza, ściągnął mu szalik z twarzy i rozpoznał w nim ze zdziwieniem byłego mieszkańca kamienicy. Młodszy świadek wykonał telefon na policję, była godzina DOKŁADNIE 21:31. W trakcie wykonywania telefonu okazało się, że mieszkańcowi uciekły psy, z kamienicy wyszły inne osoby, które mówiły o wyrwanym zamku, wyłamanych drzwiach, włamaniu do mieszkania kobiety, która dopiero co umarła. Osoba zgłaszająca zdarzenie (nie znam dokładnych słów, które przekazywała operatorce, prawdopodobnie mówiła o bójce / pobiciu) nie znała adresu, więc podała mi telefon. Powiedziałem dokładnie:
-ul. Podbrzezie, pod technikum, chyba włamanie z kradzieżą
-Chyba?
-No tak mówią.

Czy mogłem na tym etapie wiedzieć, że to jest włamanie? To może tak naprawdę ocenić tylko policja / prokurator, kiedyś już zgłaszałem włamanie i wyszło na to, że drzwi nie były odpowiednio zabezpieczone, więc włamaniem to nie było. Przekazałem z powrotem telefon osobie zgłaszającej i zająłem się rozdzielaniem i uspokajaniem rzucających się na siebie co chwilę włamywacza i mieszkańca. Trwało do dość długo. W międzyczasie poznałem kilka historii z życia kamienicy, zostałem wypytany gdzie mieszkam, włamywacz bez mojej zgody zrobił mi zdjęcie (nie miałem prawa mu zabronić, mogłem tylko mówić że nie może), informował mnie o swoich znajomościach, inni mieszkańcy ponownie wzywali policję.

Po dłuższym czasie zauważyłem, że włamywacz rozmawia przez telefon, robił to conajmniej raz, mówiąc o adwokacie, „rzeczach” i mogę się tylko domyślać, że mogło to mieć wpływ na pozbycie się kompromitujących przedmiotów z mieszkania. W trakcie wykonywania telefonu zapytałem o godzinę świadka, który wzywał po raz pierwszy policję. Pokazał mi telefon, była godzina DOKŁADNIE 22:01. Czyli minęło już pół godziny od pierwszego wezwania. Włamywacz cały czas uspokajany i proszony o nie robienie głupich rzeczy coraz bardziej panikował i nadal je robił, na przykład rzucił się na młodszego świadka i zaczął go bez powodu dusić.

Następnie na miejscu pojawił się znajomy włamywacza, który przywitał się z nim, stanął z boku i wszystko obserwował. Mijały kolejne chwile. Włamywacz coraz bardziej panikował, wyciągnął rękę do znajomego krzycząc “daj mi nóż” – byłem tą osobą, wobec której chciał tego noża użyć. Na szczęście znajomy wiedział na czym to stoi i jakie byłyby konsekwencje, żaden nóż się nie pojawił.

Znów po jakimś czasie przyszła rzekoma żona włamywacza. Rozmawiali, włamywacz kombinował coś z plecakiem jak mógł. W końcu zaczął się pozbywać różnych rzeczy. Dał żonie obudowę od telefonu, złożone w kosteczkę 10zł, później zaczął wyciągać z plecaka narzędzia. Kiedy wyciągnął obcęgi stwierdziłem, że dość tego, kazałem mu to wsadzić z powrotem do plecaka. Poinformowałem ich że wszystko widziałem i dopiero wtedy przestali. Zacząłem im szczerze współczuć, bo wiedziałem już że mają dzieci, wiedziałem, że włamywacz nie dostanie “zawiasów”, a teraz jeszcze żona pakuje się we współudział.

W tym momencie pozbywania się dowodów pojawiła się policja w cywilu, chwilę później ta na niebiesko. Najpierw weszli jednak do kamienicy i tam przepytywali mieszkańców, my pilnowaliśmy włamywacza siedzącego na schodach pięknie odrestaurowanego budynku Uniwersytetu Pedagogicznego, czyli dokładnie tam gdzie mówiłem (na ulicy pod technikum, jest po drugiej stronie jezdni). W końcu ktoś z policji zainteresował się włamywaczem, ten powiedział już bez nadziei na wywinięcie się, że do wszystkiego się przyznaje i zaczął składać zeznania.

Policja dalej niewiele ogarniała, nie wiedziała kto tam jest kim (było dużo osób), zapytali czy ja i zgłaszający jesteśmy przechodniami i chcieli nas puścić (kluczowych świadków) bez spisywania. Musiałem sam się dopominać, że chcę składać zeznania.

PODSUMOWANIE

  1. Pierwsze zgłoszenie było o 21:31
  2. O 22:01 włamywacz kontaktował się przez telefon.
  3. Policja przyjechała jeszcze później, szacuję około 10 minut później.
  4. W ciągu ostatnich 10-15 minut włamywacz dusił świadka, “prosił” o nóż, pozbywał się dowodów.
  5. Od zgłoszenia do przyjazdu policji minęło co najmniej pół godziny (fakty), a szacunkowo około 40 minut”.

(red)

Reklama