Krakowianie na Marszu Wolności w Warszawie. Co powiedział krakowski suweren?

„Tłum na placu Bankowym był olbrzymi. Po lewej stronie przed sceną wielka flaga Małopolskiej Platformy Obywatelskiej z dużą grupa jej krakowskich działaczy z liderem Grzegorzem Lipcem na czele. Byli posłowie z Krakowa – mi.n Ireneusz Raś, radni miejscy Aleksander Miszalski, Anna Szybist, Jerzy Popiel i wielu innych krakowskich polityków” – pisze w felietonie dla KRKnews Kazimierz Krakowski.

Przeczytałem krótki artykuł „Smętny „Marsz Wolności”. Krótko, jasno i na temat” dr Jerzego Bukowskiego.

W obronie dobrego imienia gen. Kuklińskiego

Nie mogę się zgodzić z tezami w nim zawartymi. Zapewne autor oglądał relację w telewizji publicznej i z niej czerpał informacje na temat marszu w Warszawie, stąd jego niedoinformowanie w tym zakresie. Zostało oparte na błędnym przekazie medialnym, doskonale wysterowanym, ale w dobie „globalnej wioski” banalnie idiotycznym – w perspektywie czasu taki sposób przekazu będzie dla PiSu niekorzystny.

Odniosę się do tez Pana dr Bukowskiego przyjmując jego tok rozumowania i chronologię.

1. „Liczba uczestników – znacznie mniejsza od zapowiadanej” – widziałem w życiu kilka demonstracji – ta była imponująca, mogę spokojnie porównać ją z demonstracją zorganizowaną przez Dyrektora Radia Maryja Ojca Tadeusza Rydzyka w „obronie Telewizji Trwam” czyli przyznania jej pasma na multipleksie. Ciężko mi szacować liczbę ludzi, ale plac Konstytucji w Warszawie był zapełniony, a koniec pochodu zaczynał się w miejscu jego początku na placu Bankowym. Cała trasa o długości 2,6 kilometra i szerokości ok 200 m była pełna ludzi. W takiej sytuacji stwierdzenie, że liczba uczestników była znacznie mniejsza od zaplanowanej jest mocno chybione. Na pewno Marsz Wolności pod względem uczestników był dużym sukcesem organizatorów.

fot. Kazimierz Krakowski

2. „Cel – niejasny” – tu z Panem doktorem się zgadzam. W mojej ocenie ta demonstracja nie była zorganizowana po to żeby poszerzyć elektorat którejś z partii opozycyjnych. Raczej zorganizowano ją po to żeby się „policzyć”, wlać ducha walki w swoje szeregi. Skonsolidować na półmetku rządów PiSu. Choć ja osobiście uważam, że trochę bezwiednie ale zorganizowano ten marsz, po to żeby rozbić elektorat PiSu, zadziałać psychologicznie na np. ludzi związanych z Jarosławem Gowinem – pokazując, że w krótkiej perspektywie jest alternatywa dla obecnej władzy. I zapewne drugi osiągnięty bezwiednie to definitywny koniec Komitetu Obrony Demokracji, który schodzi w polityczny niebyt.

3. „Przemówienia liderów – banalne” – chyba znów Pan doktor opiera się tylko na przekazie TVP info. Grzegorz Schetyna był wyraźnie zdziwiony tak duża liczbą uczestników. I choć nie jest dobrym mówcą, to przemówienie miał poprawne. Nie porwał tłumów, ale przekaz płynął z niego jednolity – wskazywał na odsunięcie PiSu od władzy, rozliczenie działaczy tej partii i stworzenie jednej listy opozycji na najbliższe wybory. Na pewno o banalności nie można mówić w przypadku wystąpienia zawsze spokojnego lidera PSLu Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jego wystąpienie było mocne, dynamiczne, bardzo emocjonalne w przekazie. Zapewne w kolejnym odcinku „ucha Prezesa” Prezes PSLu nie będzie już „apelował” a mówił „dość” (warto posłuchać tego wystąpienia w całości – bo było jednym z najlepszych wystąpień wiecowych w historii nowoczesnej Polski). Przemówienie zakończone Rotą zaintonowaną przez Władysława Kosiniaka-Kamysza poderwało tłum. Kolejnym niebanalnym mówcą na scenie Marszu Wolności był Marek Borowski, który wskazał na konieczność włączenie w szeregi opozycji pozaparlamentarnej lewicy.

fot. Kazimierz Krakowski

4. „Deklarowana jedność opozycji – nieobecna” – w połowie się zgadzam. Bo trudno mówić o jedności różnych samodzielnych bytów politycznych. Na pewno nie udał się Grzegorzowi Schetynie manewr wysunięcia się na lidera opozycji. Tym marszem zaprzepaścił tę szansę. Ale emocje zostały wzbudzone i one szybko zostaną skanalizowane.

5. „Entuzjazm organizatorów – stonowany.” Tego właśnie nie rozumiem, duży sukces organizacyjny, świetnie zorganizowana impreza – bardzo dobry pomysł z ambonami po drodze z których animatorzy skandowali hasła, puszczana była muzyka, motywowano uczestników do skandowania haseł. A miejsce z wycinką drzew było tak sugestywne, że sam się nabrałem (od razu zaznaczam, ze jestem zwolennikiem zapisów zawartych tej ustawie) i myślałem, że naprawdę trwają tam prace. Jedyny problem to nagłośnienie – przy tak wielkiej masie ludzi powinny być rozstawione telebimy na drodze marszu, bo demonstracji odlegli o ok 2 km o głównej sceny nie byli wstanie usłyszeć wystąpień partyjnych liderów.

6. „Wypowiedzi maszerujących dla mediów – żenujące” – Panie doktorze, telewizja publiczna to miejsce walki politycznej, jak każde medium. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że młodzi dziennikarze TVP są mocno zideologizowani – oczywiście nie mniej niż wcześniej Monika Olejnik, czy Piotr Kraśko. I mają świadomość, że po przegranej PiSu będą musieli odejść z pracy. Pozostaną im tylko media prawicowe. Te bez funduszy publicznych nie będą mogły wchłonąć całej masy zwalnianych dziennikarzy więc prześcigają się w takim kreowaniu przekazu, który jest zbieżny z oczekiwaniami i da im na tę pracę szanse. Jest to zjawisko naturalne. Dlatego dobierali takich rozmówców po których widzieli, że powiedzą coś „głupiego” nie jest to specjalnie wysublimowana sztuka tworzenia przekazu – natomiast zrobienie z tego wydarzenie, marszu byłych SBeków śpiewających „Kalinkę” – co zrobił Michał Rachoń we wczorajszym Woronicza 17 – jest głupie.

7. „Ogólny nastrój na trasie – średni.” – nie wiem po czym Pan to wnioskuję, zapewne po rozmowach z uczestnikami. W mojej ocenie z tego co widziałem atmosfera była bardzo dobra, wręcz piknikowa. Nie wiem czy Pan pamięta, ale mnie skojarzyła się od razu z demonstracjami organizowanymi przez „Pomarańczową Alternatywę” – obalić władzę przez wskazanie śmieszności tej władzy a to bardzo mocny i potężny oręż.

fot. Kazimierz Krakowski

8. „Komentarze publicystów – łatwe do przewidzenia (zależne od sympatii politycznych)” – zgadam się z Panem w całej rozciągłości.

9. „Dopisała tylko pogoda” – znów się nie zgadzam – było gorąco, duszno, burzowo.

Długo zastanawiałem się po co zorganizowany miał być „Marsz Wolności”, nie było żadnej przesłanki ku temu, żadnej specjalnej daty, wydarzenia. Nic. Poza tym, zaproponowany termin był fatalny – koniec długiego weekendu, czas kiedy elektorat większości partii opozycyjnych odpoczywa.

Jadąc myślałem, że frekwencja nie będzie porywająca. I jakież było moje zdziwienie na Placu Bankowym w Warszawie. Tłum olbrzymi. W tym tłumie po lewej stronie przed sceną wielka flaga Małopolskiej Platformy Obywatelskiej z dużą grupa jej krakowskich działaczy z liderem Grzegorzem Lipcem na czele. Byli posłowie z Krakowa – m.in.: poseł Ireneusz Raś, radni miejscy: Aleksander Miszalski, Anna Szybist, Jerzy Popiel i wielu innych krakowskich polityków. Krakowska PO była bardzo mocno widoczna. Wyraźnie skonsolidowana tym wyjazdem. To na pewno jej duży sukces organizacyjny. Podobnie było z pozostałymi partiami – duża reprezentacja Małopolskiego PSLu, Nowoczesnej i KODu.

Zapewne Grzegorz Schetyna chciał pobudzić członków PO do działania i to mu się udało jak widać na przykładzie krakowskiej PO. Pokazał, że jest świetnym organizatorem, sprawnym politykiem. Umie motywować działaczy ale utwierdził mnie w przekonaniu, że nie będzie liderem opozycji. Jest politykiem gabinetowym a czas takich polityków już minął. Schetyna nie jest „politykiem wiecowym” a czas takich polityków nadszedł (za granicą Donald Trump, Emmanuel Macron) – polski przykład Andrzeja Dudy – który „wiecowo” wypada nieźle i na tej bazie wygrał wybory prezydenckie a teraz swoimi wystąpieniami stara się przykrywać, udanie – „polityczne niedociągnięcia w sprawowaniu urzędu”. Jeżeli PO myśli o byciu liderem opozycji – musi postawić na czele obozu partii opozycyjnych zupełnie innego polityka – polityka wiecowego – np. dobrym wyborem były poseł, który startował z krakowski listy wyborczej – Rafał Trzaskowski.

fot. Kazimierz Krakowski

Mam tylko jedna uwagę do liderów opozycji. Walka polityczna jest obecnie bardzo brutalna i mocno polaryzuje scenę. Udany Marsz Wolności jest jak wygrana bitwa pod Grunwaldem sukces bezapelacyjny, hegemonia PiSu złamana w sferze psychicznej jej działaczy, ale efektu nie ma. Sukces nie wykorzystany. Opozycja nie jest w stanie przebić się w przekazie medialnym. I nie ma na to pomysłu a pomysły warto czerpać z dobrych wzorców – jak się chce wygrywa to trzeba mieć „jaja” i zastosować taktykę Jarosława Kaczyńskiego – który zabronił przez jakiś czas chodzić politykom PiSu do TVNu. Jak się chce osiągać efekty to trzeba ryzykować.

Zapewne politykom opozycji wydaje się, że kiedy nie będzie ich w telewizji publicznej to stracą procenty poparcia, bo nie będzie ich widać. Może w krótkim terminie tak będzie ale w perspektywie trudno jest prowadzić dialog w monologu. Tak organizować pracę dziennikarzy i polityków partii rządzącej żeby wypełnić ramówkę. Będą przychodzić politycy coraz mniej doświadczeni a w takim przypadku o wpadki nie trudno. W programach publicystycznych będzie jednolity przekaz bez punktu odniesienia czyli nie będzie kogo atakować itd…

Więc wezwanie Grzegorza Schetyny o jedność opozycji warto zacząć od tak drobnej spawy – jak nie przyjmowanie zaproszeń od TVP – choćby tylko po to, żeby Grzegorz Lipiec nie musiał organizować znów tysięcy małopolskich działaczy na kolejny wyjazd do Warszawy.

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Najnowsze

Co w Krakowie