Krakowowi cały czas grożą powodzie. Miastu pomogą… bobry?

Fot. Piotr Kempf

Jedni – głównie rolnicy – nienawidzą ich i najchętniej wybiliby je do ostatniej sztuki. Inni – nastawieni mniej krwiożerczo, a bardziej proekologicznie – twierdzą, że to pożyteczne stworzenia, mające kolosalny wpływ na miejski ekosystem. Być może już wkrótce bobry, bo o nich mowa, będą miały swoją enklawę w Krakowie.

Na pomysł stworzenia bobrowiska wpadł Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej. Podczas spaceru zaobserwował efekty działalności bobrów i doszedł do wniosku, że w dobie powszechnej nagonki na te największe z krajowych gryzoni, warto byłoby pokazać, że wbrew obiegowej opinii, to nie szkodniki, a zwierzęta, których rola w miastach jest całkowicie niedoceniana.

– To gryzoń, który przynosi bardzo dużo pozytywnych efektów dla środowiska naturalnego, bo powoduje dużo większą retencję. Mamy coraz więcej bobrów i coraz więcej z nimi „kłopotów”. Chcielibyśmy więc w jednym z rozlewisk stworzyć ścieżkę edukacyjną, tak, by owe „kłopoty” przekuć w walor edukacyjny – wyjaśnia szef miejskich ogrodników.

Za przykład podaje Stary Sącz, gdzie na jednym z rozlewisk Popradu powstała taka bobrza enklawa.

Więcej betonu, groźniejsze powodzie

Dla leżącego nad Wisłą Krakowa kwestia retencji wody jest kluczowa. W miejskiej przestrzeni mamy coraz więcej betonu, a co za tym idzie dużo wyższą temperaturę. To sprawia, że woda, „ucieka” z miasta, czy to do systemu kanalizacji, czy do rzek. Dodatkowo, sztucznie regulowane (głównie za pomocą betonu) cieki wodne powodują wzrost ryzyka powodzi, gdyż piętrząca się woda nie ma dokąd uciec. Dobrym przykładem jest rok 2010. W czasie lipcowych ulew niewielki Sudół Dominikański wystąpił z brzegów i przepustów (spore odcinki potoku prowadzone są pod ziemią) i zalał znaczną część Prądnika Czerwonego. Jak wspominają mieszkańcy, woda na ul. Majora i Łepkowskiego sięgała wówczas do kolan.

– Jeżeli nie będziemy wprowadzać takich miejsc, w których bytują bobry, w których pozwolimy na naturalne rozlewanie się wody, to spowodujemy, że ta skumuluje się w Wiśle. Polder w Bieżanowie będący działalnością człowieka, tak naprawdę powiela działalność bobrów. To zwykła łąka, ale w sytuacji kryzysowej, to na nią, a nie na domy rozlewa się rzeka. Nie każdy fragment potoku musi być regulowany, chcemy pokazać, że inny kierunek jest możliwy – tłumaczy Kempf.

Zyska miasto, zyskają mieszkańcy

Tworzenie bobrowisk w miastach jest działalnością dość ekstrawagancką, jednak dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej nie zraża się ewentualnymi zarzutami o donkiszoterię. Twierdzi, że wydzielenie enklawy dla bobrów będzie korzystne nie tylko dla miasta, chroniąc je przed powodzią ale i dla samych mieszkańców. – Ja widzę to, jako ścieżkę edukacyjną z miejscem do obserwowania i niedużym pawilonem edukacyjnym, w którym dzieciaki mogłyby usiąść i dowiedzieć się czegoś ciekawego.

Jak na razie pod uwagę branych jest kilka lokalizacji, między innymi w Toniach i w rejonie przepływającego przez Wzgórza Krzesławickie potoku Kościelnickiego. Jak podkreśla Piotr Kempf, mieszkańcy każdego z tych fragmentów miasta mają potrzebę domu kultury, świetlicy czy miejsca spotkań, więc pawilon byłby dodatkowym atutem, pełniąc rolę nie tylko edukacyjną, ale i integracyjną dla lokalnych społeczności.

Szef ZZM zapewnia, że ewentualne powstanie bobrowiska byłoby szeroko konsultowane z mieszkańcami, którzy mieliby wpływ na jego budowę. – Musi być ich akceptacja, chcemy rozważyć wszystkie za i przeciw, bo z jednej strony to atrakcyjne sąsiedztwo, które może być atutem, ale z drugiej strony też i wadą. Chcemy to robić wspólnie z mieszkańcami – zapewnia.

Fot. Piotr Kempf

Kiedy bobrowisko mogłoby powstać? Dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej waży słowa, koniec końców tegoroczny harmonogram Zarządu jest mocno napięty – dość wspomnieć budowę parków na Zakrzówku, w Czyżynach, czy rewitalizację parku Jordana.

W tym roku ZZM skupi się na wyborze miejsca, w czym pomogą przyrodnicy. Sama budowa powinna się zmieścić w kwocie 1,5 mln. zł. Tyle kosztowało bowiem stworzenie bobrowiska w Starym Sączu. Lwią część inwestycji mogłaby sfinansować Unia Europejska, z ochotą wspierająca inwestycje o charakterze proekologicznym.

KRA

Zobacz także