Włączenie krakowskiej spalarni odpadów do europejskiego systemu handlu emisjami może stać się jednym z najpoważniejszych wyzwań finansowych dla miejskiej gospodarki odpadami w kolejnej dekadzie. Kraków przyznaje, że sam zakup uprawnień do emisji CO₂ może kosztować w przyszłości ponad 100 mln zł rocznie. Na razie miasto nie potrafi jednak odpowiedzieć na najważniejsze z punktu widzenia mieszkańców pytanie: o ile – i czy w ogóle – przełoży się to na wysokość opłat za śmieci.
Europejska polityka klimatyczna coraz mocniej zagląda do miejskich instalacji komunalnych. Jednym z obszarów, który może odczuć jej skutki szczególnie wyraźnie, jest termiczne przekształcanie odpadów. Dla Krakowa oznacza to potencjalnie zupełnie nową kategorię kosztów funkcjonowania Zakładu Termicznego Przekształcania Odpadów.
Miasto nie ukrywa, że objęcie ZTPO systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych zwiększy koszty działalności zarówno samej instalacji, jak i Krakowskiego Holdingu Komunalnego. Jednocześnie zastrzega, że na obecnym etapie nie można jednoznacznie przesądzić, czy i w jakiej wysokości dodatkowy wydatek przełoży się na rachunki mieszkańców za odbiór i zagospodarowanie odpadów.
Od kilkunastu milionów do ponad 100 mln zł
Skala potencjalnego obciążenia robi jednak wrażenie.
Według przedstawionych przez miasto szacunków koszt zakupu uprawnień do emisji CO₂ dla krakowskiej spalarni może wynosić około kilkunastu milionów złotych w 2031 roku, a w 2040 roku przekroczyć już 100 mln zł rocznie. Kalkulacja została wykonana przy założeniu, że około 60 proc. emisji ma charakter biogenny.
To istotne zastrzeżenie. Emisje pochodzące z frakcji biodegradowalnej mają zerowy wskaźnik emisji w rozliczeniach, dlatego ostateczny koszt będzie zależał między innymi od rzeczywistego składu spalanych odpadów.
Drugim kluczowym czynnikiem będzie cena samych uprawnień. W miejskich analizach wskazano scenariusze, zgodnie z którymi ich wartość może wzrosnąć z około 80 euro za tonę CO₂ w 2026 roku do około 125 euro w 2031 roku, a w dłuższej perspektywie nawet do około 300 euro w 2040 roku.
To pokazuje, że problemem nie jest wyłącznie samo wejście spalarni do ETS. Równie istotne będzie to, ile za uprawnienia trzeba będzie płacić za kilka czy kilkanaście lat.
Rachunek za śmieci nie zależy tylko od spalarni
Nie oznacza to automatycznie, że dodatkowe 100 mln zł zostanie wprost podzielone pomiędzy mieszkańców Krakowa.
Miejski system gospodarowania odpadami jest znacznie bardziej złożony. Z pobieranych od mieszkańców opłat finansowane są m.in. odbiór, transport, zbieranie, odzysk i unieszkodliwianie odpadów. Sama spalarnia jest więc tylko jednym z wielu elementów całego systemu.
Na wysokość kosztów wpływają również ilość produkowanych odpadów, wynagrodzenia i ceny usług, funkcjonowanie PSZOK-ów, wymogi dotyczące recyklingu czy nowe obowiązki związane chociażby ze zbiórką tekstyliów. Miasto zwraca też uwagę na spadającą wartość części surowców wtórnych, system kaucyjny wyłączający z miejskiego strumienia odpadowego najbardziej wartościowe materiały oraz brak wdrożenia pełnego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta.
To właśnie dlatego dzisiaj nie da się uczciwie wskazać jednej liczby i powiedzieć, że po wejściu spalarni do ETS miesięczna stawka za odpady wzrośnie o określoną kwotę.
Nie zmienia to jednak faktu, że nowy koszt liczony w przyszłości w dziesiątkach, a potencjalnie ponad stu milionach złotych rocznie, będzie musiał zostać w jakiś sposób zaabsorbowany przez system.
Jest jeszcze niewiadoma dotycząca ciepła
Krakowska spalarnia nie jest wyłącznie instalacją służącą do unieszkodliwiania odpadów. Produkuje również energię, w tym ciepło przekazywane do miejskiej sieci ciepłowniczej.
I właśnie tutaj pojawia się jeden z czynników, który może ograniczyć przyszłe obciążenia.
Komisja Europejska zapowiada wsparcie dla działań dekarbonizacyjnych spalarni, m.in. z Funduszu Innowacji, Funduszu Modernizacji oraz Banku Dekarbonizacji Przemysłowej. Po 2030 roku przewidywane jest również dalsze wsparcie dla lokalnego ciepłownictwa. System darmowych uprawnień ma obejmować m.in. ciepło odpadowe przekazywane ze spalarni do miejskich sieci.
Problem w tym, że dzisiejsze kalkulacje dla Krakowa nie uwzględniają wartości ewentualnych darmowych uprawnień związanych z produkcją ciepła. Szczegółowe zasady tego rozwiązania nie są jeszcze znane.
Dlatego przedstawiane dziś ponad 100 mln zł w 2040 roku należy traktować jako scenariusz, a nie ostateczny rachunek.
Kraków bada możliwość wychwytywania CO₂
Miasto i KHK próbują przygotowywać się również technologicznie.
Holding uczestniczył w projekcie finansowanym z Funduszy Norweskich, w ramach którego prowadzono współpracę z partnerami z Norwegii i opracowano raporty techniczne, biznesowe oraz ESG dotyczące możliwości wychwytywania i zagospodarowania dwutlenku węgla emitowanego przez krakowską spalarnię.
Pracownicy spółki uczestniczą też w rozmowach dotyczących projektów pilotażowych związanych z wychwytem CO₂. Na razie jednak podobne instalacje działające w Europie mają przede wszystkim charakter pilotażowy i stosunkowo niewielką skalę.
To oznacza, że technologia może w przyszłości stać się częścią rozwiązania, ale trudno dzisiaj zakładać, że sama zneutralizuje finansowe skutki ETS.
Najważniejsze pytanie nadal pozostaje bez odpowiedzi
W publicznej dyskusji wokół nowych regulacji pojawiały się znacznie bardziej alarmistyczne scenariusze, mówiące nawet o wzroście kosztów odbioru odpadów o około 60 proc. oraz kosztów ciepła ze spalarni o około 52 proc. Kraków takich wartości jednak nie potwierdza.
I właśnie to rozróżnienie jest najważniejsze.
Nie ma dziś podstaw, aby twierdzić, że rachunki mieszkańców wzrosną o 60 proc. Jest natomiast coraz więcej podstaw, aby uznać, że wejście spalarni do systemu ETS będzie miało realny i znaczący wymiar finansowy.
Miasto deklaruje, że wraz z MPO, KHK i pozostałymi jednostkami prowadzi działania mające ograniczać koszty systemu, a tym samym wzrost opłat ponoszonych przez właścicieli nieruchomości.
Przed Krakowem pozostaje więc kilka lat na przygotowanie się do zmian. Ten czas może okazać się kluczowy. Bo jeżeli nie uda się ograniczyć emisji, wykorzystać mechanizmów wsparcia albo znaleźć oszczędności w innych częściach systemu, rachunek za CO₂ ostatecznie gdzieś będzie musiał zostać zapisany. A w systemie gospodarki odpadami na końcu finansowego łańcucha znajdują się mieszkańcy.
Grzegorz Górski



