Mieszkańcy krakowskiej Woli Justowskiej od kilku dni alarmują w mediach społecznościowych o niepokojącym widoku. Wiele drzew w okolicy zostało pokrytych grubą, białą otoczką, która do złudzenia przypomina gigantyczne pajęczyny. W Internecie natychmiast wybuchła gorąca dyskusja. Internauci zastanawiają się, co doprowadziło rośliny do takiego stanu oraz czy zjawisko to może zagrażać bezpieczeństwu ludzi, domowych czworonogów czy samej flory. Zarząd Zieleni Miejskiej jednak uspokaja – nie ma o co się martwić.
O wyjaśnienie zagadki poprosiliśmy Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie. Jak się okazuje, za spektakularny i dla wielu przerażający wygląd drzew nie odpowiadają pająki, lecz gąsienice konkretnych gatunków motyli. – Widoczne na fotografiach i w terenie uszkodzenia wyrządziły owady a dokładnie larwy – namiotników czeremszaczka Yponomeuta evonymella, wierzbowca Yponomeuta rorrella i trzmieliniaczka Yponomeuta plumbella. Są to monofagi (rozwijają się z reguły na jednym gatunku drzewa), a ich larwy zjadają prawie wyłącznie liście czeremchy, wierzby i trzmieliny, aby się przepoczwarczyć w niewielkie, srebrzystobiałe motyle. Ryzyko przeniesienia się jego gąsienic na inne drzewa i krzewy jest znikome – obserwowano takie sporadyczne przypadki, a z reguły wynikają z pomyłki w identyfikacji gatunku z bardzo podobnymi gatunkami np. namiotnikiem jabłoniaczkiem – – tłumaczy Aleksandra Mikolaszek, Kierownik Zespołu ds. komunikacji i mediów oraz rzecznik prasowy Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie.
Drzewa bez liści. Czy rośliny przetrwają?
Wielu mieszkańców obawia się, czy tak drastyczna zmiana wyglądu drzew nie oznacza ich bezpowrotnego zniszczenia. Choć widok całkowicie odartych z liści gałęzi uwięzionych pod warstwą przędzy może budzić niepokój, urzędnicy uspokajają: przyroda doskonale wie, co robi, a krakowska zieleń nie potrzebuje w tym przypadku sztucznych interwencji. – Na wskazanym terenie a także w innych miejscach w Krakowie podobne obserwacje występują co roku z różną intensywnością. Z uwagi na specyficzny charakter występowania i krótki okres oddziaływania tego gatunku, nie ma powodu do niepokoju czy też podejmowania, poza monitorowaniem skali, jakiejś szczególnej interwencji (np. stosowania insektycydów lub usuwania opanowanych roślin). Aktualnie coraz więcej gąsienic kończy już okres żerowania i opuszcza korony drzew gromadząc się głównie u podstawy pni, gdzie w zbiorowych, a następnie w indywidualnych oprzędach, przepoczwarczają się. Stadium poczwarki u tych małych motyli trwa niewiele ponad tydzień i w wielu miejscach można pod koniec czerwca i w lipcu obserwować siedzące w pobliżu białe motyle. Owady te nie powodują strat finansowych w gospodarce człowieka, a zatem nie są uznawane za szkodniki. Charakterystycznym widokiem, mogącym wzbudzać zaniepokojenie, są osnute przędzą drzewa bez liści – gołożery. Warto wiedzieć, że zazwyczaj nawet całkowicie ogołocone z liści czeremchy, odtwarzają z pączków śpiących utracony aparat asymilacyjny w tym samym sezonie wegetacyjnym (rozległy żer tego samego gatunku się raczej nie powtórzy, a na pewno nie w tym samym roku) – tłumaczy Aleksandra Mikolaszek.
Chemia i opryski to zły pomysł
Zaniepokojeni mieszkańcy oczekują od miasta zastosowania oprysków w celu ochrony nie tylko drzewostanu, ale również dzieci i zwierząt przebywających w okolicy. Eksperci podkreślają jednak, że ingerencja człowieka poprzez opryski chemiczne mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku. Pozostawienie namiotników samym sobie pozwala na uruchomienie naturalnych mechanizmów obronnych ekosystemu. Ptaki oraz inne owady drapieżne zyskują źródło pożywienia, a populacja namiotników ostatecznie sama reguluje swoją liczebność. – Ślady po namiotach znikną w ciągu najbliższych tygodni, a na gałęziach, znów pojawią się liście. Czeremchy i inne wymienione gatunki drzew w mniejszym lub większym stopniu zdefoliowane (pozbawione liści), pozostawione w ekosystemie wraz ze sprawcą uszkodzeń – niewielkich lub rozległych gołożerów, pozytywnie oddziałują na przyszłe reakcje całego zespołu czynników oporu środowiska, zwłaszcza na parazytoidy namnażające się przy gradacjach namiotników, ograniczając jednocześnie bardzo skutecznie jego lokalne rozprzestrzenianie się, podobnie jak inne entomofagi czy infekcje wywoływane przez wirusy, riketsje, bakterie lub grzyby. Liczebność namiotników regulowana jest głównie przez czynniki atmosferyczne, choć nie bez znaczenia jest w tym wypadku również zagęszczenie populacji. Przy masowym pojawie znaczna część gąsienic jest niedożywiona, co skutkuje, u dorosłych osobników, gorszą kondycją i mniejszym zapasem substancji odżywczych, niezbędnych do produkcji jaj. Składają ich wtedy mniej lub w ogóle nie przystępują do rozrodu. Taka sytuacja pozwala na naturalną regulację stanu liczebnego gatunku. W kolejnych latach liczebność populacji rośnie (często intensywnie), bądź spada (nawet do całkowitego zaniku), w zależności od działających na nią czynników. Jeżeli regulatorem nie będą późne przymrozki – do akcji wkroczą pasożyty, którym również sprzyjają takie warunki atmosferyczne i zdziesiątkują gąsienice oraz poczwarki namiotników. Nie ma więc uzasadnienia, aby ingerować w naturalne zależności – mówi Aleksandra Mikolaszek.
Natura sama sobie poradzi
Choć w obecnym sezonie skala zjawiska na Woli Justowskiej i w innych rejonach Krakowa jest wyjątkowo duża, mieszkańcy mogą spać spokojnie. Ani oni, ani ich czworonożni pupile nie są w żaden sposób zagrożeni, a drzewa już wkrótce odzyskają swój naturalny, zielony wygląd – W tym sezonie zgłoszenia obserwacji namiotników i ich aktywności, w tym szczególnie gołożerów na czeremchach są bardzo liczne i częste, zwracamy uwagę, że jest to zjawisko naturalne nie wymagające interwencji w zakresie usuwania owadów przez zabiegi mechaniczne, pielęgnacyjne a szczególnie chemiczne. Nie notuje się obserwacji zamierania lub znacznego osłabienia pojedynczych drzew lub ich grup po żerowaniu tych owadów (nawet po gołożerach). Rośliny budują nowy aparat asymilacyjny w tym samym sezonie, bardzo rzadko drzewa wykazują trwające dłużej objawy osłabienia. – podsumowuje przedstawicielka krakowskiego ZZM.
Wszystko wskazuje więc na to, że spektakularne „pajęczyny” to jedynie chwilowy element krakowskiego krajobrazu, a fascynujący proces przemiany gąsienic w motyle zakończy się już w lipcu
Patryk Trzaska



