O niecodziennym „pracowniku” Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie swego czasu było głośno w całej Polsce. Przedstawiamy jednego z najbardziej znanych kotów w naszym mieście — kota Burusia. Tego futrzastego czworonoga można spotkać codziennie w siedzibie ZBK przy ul. Bolesława Czerwieńskiego 16. To jego dom.
Od Rudusia do Burusia
Siedziba Zarządu Budynków Komunalnych przy ul. Czerwieńskiego przyciąga koty jak magnes. Szlaki Burusiowi — bohaterowi naszego tekstu — przetarł Ruduś, który zamieszkał tam niedługo po przenosinach ZBK na Azory w 2015 roku. Początkowo skradał się nieufnie, by z czasem porzucić swój dotychczasowy dom i na stałe wprowadzić się do budynku. Właściciele pogodzili się z jego wyborem, zwłaszcza że mogli liczyć na regularne odwiedziny pupila. Pracownicy ZBK dbali o kota każdego dnia, jednak nadszedł moment, w którym Ruduś — po poważnej chorobie — przekroczył tzw. „tęczowy most”.
— Bardzo przeżywaliśmy, że naszego ulubieńca zabrakło — wspomina w rozmowie z KrkNews dyrektor Marcin Paradyż.
I wtedy do akcji wkroczył Buruś, który już wcześniej pojawiał się pod budynkiem i był częstowany suchą karmą. Po śmierci Rudusia przekroczył próg. Najpierw zawitał do przedsionka, a z czasem „przejął” cały obiekt ZBK.
Buruś — najlepszy towarzysz
Od tego czasu minęły trzy lata. Nowego czworonoga pracownicy nazwali Burusiem — imię nawiązuje oczywiście do koloru jego sierści. Kot szybko zadomowił się w budynku i w efekcie opanował każde piętro. Legowisk, drapaków i zabawek z pewnością mu nie brakuje — podobnie jak atencji, którą okazują mu także klienci odwiedzający ZBK.
— Muszę powiedzieć, że reakcje naszych klientów, kiedy widzą Burusia, są wyłącznie pozytywne. Wywołuje dobre uczucia u osób, które przychodzą, i rozładowuje napięcia. Z uwagi na specyfikę naszej działalności często przychodzą do nas ludzie z naprawdę poważnymi sprawami. Widzę czasami, że gdy zobaczą naszego kota, te emocje z nich schodzą — mówi dyrektor ZBK.
Sprawdziliśmy: Buruś należy do kotów, które nie uciekają przed głaskaniem — ma łagodne i towarzyskie usposobienie. Jednocześnie jest indywidualistą, który kroczy własnymi ścieżkami. Często opuszcza budynek, zwłaszcza w godzinach nocnych, i udaje się na wędrówki, z których przynosi „prezenty” swoim dziennym opiekunom. Ma wśród nich swoich ulubieńców — szczególnie często zagląda m.in. do pani Elżbiety Wielosz z sekretariatu, która przyznaje, że Buruś wcale nie jest aż takim aniołkiem na jakiego wygląda:
— On wie, czego chce, i potrafi to wyegzekwować. Owszem, jest miły, ale jeśli ma jakieś potrzeby, bardzo wyraźnie je sygnalizuje i doprowadza do tego, żeby osiągnąć cel.
Koci pracownik Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie
Sprowadzanie Burusia wyłącznie do roli maskotki byłoby sporym niedopowiedzeniem. Kot jest pracownikiem ZBK z prawdziwego zdarzenia — dzień rozpoczyna od obchodu budynku, zaglądając do gabinetu dyrektora, sekretariatu i poszczególnych pokoi. Sprawdza, czy wszyscy przyszli do pracy, dba o miłą atmosferę i „weryfikuje”, kto wchodzi do budynku. Oczywiście pobiera za to stosowne wynagrodzenie — w karmie, smaczkach czy dobrej jakości wędlinach. W trakcie wykonywania obowiązków zdarza mu się uciąć niejedną drzemkę, ale dyrektor przymyka na to oko:
— Nie traktuję go jak innych pracowników — zapewnia, dodając, że Buruś może liczyć na dożywotnie „stanowisko”.
Zainteresowanych ewentualną adopcją Burusia musimy rozczarować — nie ma takiej opcji. Nigdy nie było nawet pomysłu, żeby zamieszkał u jednego z pracowników. Buruś jest „wspólny”.
— Niczego mu tutaj nie brakuje, trudno mi sobie wyobrazić, że mógłby mieć lepsze warunki gdzieś w domu. U nas ma jak w domu — podkreśla dyrektor Marcin Paradyż.




