Czas lotniska w Balicach dobiega końca? Mają pomysł na nową lokalizację!

– Niestety, ale komuś zabrakło wiedzy i odpowiedniego fachowca. To jednak nic dziwnego, skoro bez konkursu zatrudnia się prezesa, osobę z powołania politycznego, a do tego znajomego czy też krewnego pani Beaty Szydło. Prezes Radosław Włoszek może jest ekspertem od historii, ale na pewno nie od ekonomii, projektowania lotnisk i planowania strategicznego. Popisał się też minister Adamczyk. On chyba ściele sobie gniazdko, by jakimiś decyzjami zasłużyć się w układzie krakowskim, by na emeryturze mieć dostęp do tzw. koryta. To wszystko mówię z pełną odpowiedzialnością, bo w całym tym grajdole krakowskim podejmuje się decyzje polityczne, a cierpią na tym mieszkańcy – o kontrowersyjnych planach rozbudowy lotniska w Balicach w rozmowie z KRKnews mówi Sławomir Harpeniuk, członek stowarzyszenia „Przyjazne Lotniska”.

Ludzie z tego stowarzyszenia w większości mieszkają w pobliżu lotniska i chcą dyskusji o planach z nim związanych. Narzekają jednak, że media też są przeciwko nim i nie chcą słuchać, co mają do powiedzenia. My chcemy. Poniżej rozmowa ze Sławomirem Harpeniukiem, członkiem stowarzyszenia „Przyjazne Lotniska”.

KRKnews: Gdzie Pan mieszka?

– Trochę w Krakowie, trochę w Szczyglicach.

Jak daleko od lotniska?

– 18 km z Krakowa, a ze Szczyglic ok 2. km drogą i 1,2 km od granicy lotniska.

Długo Pan mieszka w Szczyglicach?

– Około czterech lat, ale działkę kupiłem w 2008 r.

I wtedy bliskość lotniska Panu nie przeszkadzała?

– Brałem pod uwagę fakt istnienia lotniska, ale wówczas inne było natężenie ruchu. Najistotniejsze było jednak to, co zapisano w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego oraz świadomość, że jeśli przedsiębiorstwo się rozrasta to w praworządnym państwie ten element także podlega procedurom administracyjnym.

Czyli?

– Jest tam napisane, że teren, na którym znajduje się moja działka, jest obszarem przeznaczonym pod zabudowę jednorodzinną.

I dziś do tego nadaje się?

– Od tego czasu ruch wzrósł kilkukrotnie, a wielu ludzi – kupując tutaj nieruchomości – nie miało pojęcia, że to może tak wyglądać. Gorsze jest jednak to, że lotnisko może zdecydować o zmianie geometrii drogi startowej w sąsiedztwie gęsto zamieszkałym przez ludzi i nie konsultując tego ani z mieszkańcami, ani z włodarzami miasta.

Można było się jednak spodziewać, że z czasem tych samolotów będzie latało więcej.

– Tak, ale trudno winić ludzi, którzy się osiedlają. Przecież zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest dokumentem wiążącym. W nim specjaliści decydują, czy na tym terenie można wybudować dom. Zgodnie z tym, statystyczny Nowak nie powinien zastanawiać się, czy tam można budować, czy nie. Może tam być lotnisko, kolej, teren zalewowy i setki innych rzeczy, ale po to płacimy podatki, by kompetentni urzędnicy nas chronili uchwalając plany w taki sposób aby w przyszłości nie narażać ludzi na wszelakie trudności. Dlatego te pytania powinny być skierowane do urzędników, którzy wprowadzili ten miejscowy plan.

Przyznam, że miałem świadomość, iż tak może wyglądać tu ruch lotniczy, ale sądzę, że 99 proc. mieszkańców tej świadomości nie miała i trudno ich za to winić. Trzeba też jasno powiedzieć, że lotnisko – mimo bliskiej odległości – mogłoby minimalizować uciążliwości np. redukcję emisji hałasu do środowiska z płyty postojowej. Przykład lotniska wrocławskiego pokazuje , że jest to możliwe.

Państwu najbardziej przeszkadza jednak zmiana lokalizacji pasa startowego.

– Tak, bo pamiętajmy, że czym innym jest rozbudowa lotniska, a czym innym zmiana ścieżki podejścia do lądowania w taki sposób, że kieruje się ją na gęsto zabudowane nieruchomości. Przypomnę jeszcze, że w ramach uzgadniania planu na terenie gminy Zabierzów, stroną było również lotnisko. Było odpytywane, ale nie odpowiedziało na wezwania urzędników. A rządzący lotniskiem mogli już wtedy powiedzieć: „Tutaj jest port lotniczy, więc nie mamy zamiaru takich planów zabudowy akceptować”. Co więcej, stroną był też Urząd Lotnictwa Cywilnego, który również nie zgłosił absolutnie żadnych uwag do tego planu.

fot. Wojciech Dworaczek

Plan wszedł i kilka lat po tym mówi się nam: „Nie wiedzieliście, gdzie się budujecie?!”. Otóż chciałbym powiedzieć, że takie założenie można przyjąć tylko wtedy, gdy lotnisko jest zbudowane w odpowiednim miejscu. Może trzeba jednak to wszystko odwrócić i zadać pytanie: czemu inwestuje się tak duże pieniądze w miejscu, które kompletnie nie nadaje się na lotnisko? Zadam hipotetyczne pytanie zakładając , że lotniska w Krakowie nie ma, ale trzeba je zbudować. Czy eksperci wskazaliby na miejsce , które jest oddalone zaledwie 10 km od zabytkowego centrum Krakowa i na tak atrakcyjnym przyrodniczo i krajobrazowo terenie? Z całą pewnością nie.

Mogę się zgodzić z ludźmi, którzy mówią, że lotnisko powinno mieć prawo rozbudowy. Tak, to prawda, ale to lotnisko nie jest w odpowiednim miejscu. A co by było, gdyby lotnisko chciało skierować drogę startową w stronę Woli Justowskiej? Czy wtedy Pan zapytałby mieszkańców Woli Justowskiej, czy sensowne było budowanie się tam? Dobra lokalizacja lotniska to przede wszystkim bezpieczeństwo i możliwość swobodnej rozbudowy.

Dlatego powinno się zbudować lotnisko, które będzie służyło zarówno interesom MPL Kraków Balice, jak i mieszkańcom. Tymczasem lotnisko do 2036 r. zainwestuje w Balicach miliard złotych. Te dane można znaleźć w dokumentach, które tylko po części są jawne, bo w dużej mierze lotnisko ukrywa pewne fakty, choć nie rozumiem czemu. Może będą jeszcze chcieli zaskoczyć krakowskich urzędników?

fot. Pixabay

Miliard to całkiem spora suma.

– Może więc warto rozważyć istnienie lotniska w takiej lokalizacji? Rozumiem, że ludzie chcą dojeżdżać do lotniska w kilka minut…

Wsiadam w kolejkę na przystanku Kraków Łobzów i za kwadrans jestem na lotnisku. Tak, to spore udogodnienie.

– To może lotnisko powinno być jeszcze 5 km bliżej centrum Krakowa? Np. wzdłuż planowanej trasy balickiej?  Mógłby Pan dojechać jeszcze szybciej, nawet tramwajem.

15 minut jest OK. Bliżej być nie musi.

– Rozumiem, ale mam dla Pana alternatywę – dojeżdża Pan 15 minut dłużej, modernizowaną trasą kolejową E33 w okolice Chrzanowa, gdzie jest lotnisko. Nieprzypadkowo mówię o tej lokalizacji, bo eksperci jeszcze kilka lat temu wskazywali tę okolicę jako najlepszą dla lotniska dla aglomeracji krakowskiej i śląskiej.

Jedzie Pan kwadrans dłużej, ale w zamian ma Pan lotnisko, które nie ma tych ograniczeń, co Balice, czyli otrzymuje Pan bogatą siatkę połączeń czarterowych, na co dzisiejsza lokalizacja nie pozwala. Do tego dostaje Pan lotnisko, które może sobie budować pas startowy w każdą stronę świata i to bez żadnych protestów. Nie musi też płacić odszkodowań, które teraz mogą wynieść ok. miliarda złotych. Do tego ma Pan czystsze powietrze, bo typowy samolot np. linii Ryanair spala podczas startu średnio 2300 kg paliwa, czyli ok. 4000 litrów , a takich startów dziennie jest ponad sto. A jak do tego dołożymy prognozowany wzrost o 100 proc., to mamy 800 tys. litrów paliwa dziennie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska. To więcej niż wszyscy mieszkańcy gminy Zabierzów spalają w kotłach grzewczych!

A w spalinach z silników lotniczych znajdują się o wiele bardziej toksyczne i kancerogenne związki niż w gospodarstwach domowych. Wpływa to negatywnie na glebę, rośliny, ale także zdrowie człowieka. Mówimy o alergiach, dysfunkcjach układu oddechowego itd. Co więcej, w okolicach lotnisk – z powodu wysokich stężeń w obszarach zabudowanych – co roku notuje się ok. 5 tys. przedwczesnych zgonów osób, które zamieszkują w promieni 20 km od lotniska. To dane z opracowań naukowych, ogólnodostępne. A obszar bardzo podatny na zanieczyszczenia, to ok. 6,5 km od pasa startowego.

Do tego Kraków położny jest w niecce, więc te wszystkie zanieczyszczenia w jakiejś części lądują w mieście bez szansy na przewietrzenie i krakowianie tym oddychają.

fot. Kraków Airport

Ale wróćmy do lotniska w okolicach Chrzanowa. Jeszcze jakieś profity by przyniosło?

– Pewnie nie raz Pan słyszał narzekania krakowian, że nie mają gdzie wypoczywać. W porównaniu np. z Londynem wypadamy fatalnie. Tam jest pięć wielkich ogrodów i setki mniejszych parków tylko w samym centrum, więc relatywnie Kraków wygląda bardzo marnie. My w Krakowie mamy beton…

Gdybyśmy, oczywiście nie z dnia na dzień, ale zmienili lokalizację lotniska, to uwolnilibyśmy przepiękny teren w Balicach. Lotnisko znajduje się w otulinie Tęczyńskiego Parki Krajobrazowego. Nie dość, że krakowianie nie mają przestrzeni, by wypocząć, to jeszcze zabiera się im teren, na którym mogliby odpoczywać w weekendy. A nie jest tajemnicą, że gdy wzrasta ruch na lotnisku, to następuje tzw. Industrializacja terenu wokół lotniska. I zamiast parków oraz potoków, mamy parkingi i hale produkcyjne. Niestety, ale paskudnieje nam krajobraz co już można zaobserwować. Kompletnie zatruty jest Potok Olszanicki – jest już martwy a w kolejce na to czeka Rudawa, do której przecież wpływa Potok Olszanicki. Budują się kolejne parkingi – o zgrozo w odległości mniejszej niż ustawowe 100 metrów od Rudawy!. Wiadomo zaś, że ujęcie wody dla Krakowa jest zlokalizowane w Mydlnikach.

Wojciech Dworaczek

Ale naprawdę uważa Pan, że przeniesienie lotniska jest możliwe?

– Na dziś chcemy tylko wstrzymania wykonania Planu Generalnego, który jest planem politycznym. To plan szkodliwy dla krakowian, a także sąsiedztwa. Zanieczyszczenie powietrza, obniżona zdolność operacyjna, wprowadzenie regulacji dotyczących ciszy nocnej… Przypuszczam, że wolałby Pan mieć lotnisko 15 minut dalej, ale w pełni operacyjne i z przewidywalnym czasem dojazdu.

Co więc należy zrobić?

– Gdybym sam mógł podjąć decyzję, to w pierwszej kolejności zabezpieczyłbym tereny, gdzie w perspektywie 10 lat należałoby rozważyć budowę nowego lotniska. Wraz ze stopniowym amortyzowaniem się istniejącej infrastruktury, bez narażania spółki na olbrzymie straty rozpoczęcie projektu uwzględniającego najbardziej ekonomiczny dla spółki wariant budowy lotniska w nowej lokalizacji. Nie mówimy o przenoszeniu lotniska z dnia na dzień, tylko o planowaniu strategicznym. A na razie takiego planowania brak, bo zapadają decyzje polityczne, a być może nawet kolesiowskie. Tym bardziej warte jest to rozważenia, bo do projektu mogliby dołączyć się Ślązacy a zyskałby na tym budżet państwa, bo nie utrzymywalibyśmy podwójnej infrastruktury. Jak wiadomo, część inwestycji lotniskowych leży w gestii PAŻP.

To znaczy?

– No bo jak wytłumaczyć fakt, że zatwierdza się Plan Generalny, którego głównym elementem jest wariant północny drogi startowej, który nie ma prawomocnej zgody na jego wykonanie? W mojej ocenie to złamanie prawa, bo konsekwencją zatwierdzenia Planu Generalnego lotniska są –  zgodnie z ustawą – obowiązkowe i natychmiastowe zmiany w miejscowym planie zagospodarowania. I to nie tylko najbliższych miejscowości, ale też Krakowa. Chodzi głównie o ograniczenia wysokościowe, więc jeśli ktoś chciał zbudować w Krakowie coś wysokiego, to zgody nie dostanie.

Samolot linii Ryanair / fot. ATom.UK via Foter.com

Za kilka, może kilkanaście lat można byłoby zacząć budowę nowego lotniska, które nie będzie miało tych wszystkich ograniczeń, co obecne. A ograniczeń jest całe multum: od opłat lotniskowych, przez ekologię, po parkingi oraz nieprzewidywalny dojazd do terminala. Już dziś lotnisko w Balicach mówi, że trzeba być trzy godziny przed odlotem… Niezrozumiałe jest to, że członkowie Stowarzyszeń Spoterskich nie mają dziś możliwości legalnie realizować swoich pasji, bo lotnisko w Balicach nie udostępnia im – jak to czynią zarządcy innych lotnisk – miejsca do tego celu. Zbierają się więc na terenie, który według informacji na tablicach jest terenem lotniska, na który wstęp jest zabroniony. Policja nie reaguje, a lotnisko udaje , że nie ma problemu.

Gdyby dziś, w ramach rekompensaty, otrzymał Pan jakąś atrakcyjną działkę w okolicach Krakowa, ale z dala od lotniska, to przeniósłby się Pan tam? A może liczy Pan, że wkrótce problemy z lotniskiem skończą się?

– Wypowiadam się nie w swoim imieniu, ale w imieniu mieszkańców i członków naszego stowarzyszenia… Byliśmy u pani Wasserman, u pana Terleckiego, u pana Gowina i nikt, ale to kompletnie nikt, nie pochylił się nad naszym problemem. A my nie chcieliśmy nawet, by nam pomagali, tylko mieliśmy nadzieję na jakąś szerszą debatę.

Teraz postanowiłem skontaktować się z przedstawicielami nowych ugrupowań w parlamencie i tylko pan Berkowicz zgodził się na rozmowę. Wypowiedział się w bardzo racjonalny sposób. Powiedział, że jeśli bilans zysków i strat byłby na korzyść lotniska w Balicach, to on forsowałby dalszą rozbudowę, ale z poszanowaniem prawa własności.

To oznacza, że każdy wywłaszczony mieszkaniec otrzymałby odpowiednią i sprawiedliwą rekompensatę. I na takie coś ja bym się zgodził i przypuszczam, że większość ludzi też. Lotnisko jednakże nie ma zamiaru komukolwiek rekompensować za krzywdy. Będą walczyć, jak pokazuje to praktyka, do samego końca udowadniając, że spadku wartości nieruchomości nie ma. Obecnie, według informacji jakie posiadam, toczy się kilkadziesiąt spraw przeciwko lotnisku. Zdaje się , że w dużej części powodami są mieszkańcy Mydlnik.

Jest tylko jeden problem – lotnisko w perfidny sposób, używając czarnego PR-u, nastawia przeciwko nam mieszkańców. A niestety – to, o czym teraz opowiadam, nie ma przebicia w innych mediach, bo tam lotnisko też ma swoich ludzi. Przykład: pan Marek Rafał, który jeszcze dwa lata temu był szefem działu PR lotniska, dziś pracuje jako p.o. dyrektora oddziału w Telewizji Kraków.

Nie mamy więc szans, by nasze informacje przebiły się do świadomych mieszkańców. A gdyby wiedzieli o tym wszystkim, to pewnie sprzeciwiliby się dalszej działalności lotniska na tym terenie. Zachęcamy więc wszystkich świadomych zagrożenia mieszkańców do zainteresowania się tematem choćby zanieczyszczeń na wielką skalę.

Niestety, ale dziś Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Kielcach jest adwokatem lotniska. Przyszedł inwestor i powiedział, że będzie coś realizował i cały ciężar dowodowy  przerzuca na mieszkańców, zamiast zgodnie z prawem nakazać to inwestorowi. Proszę sobie wyobrazić, że ma Pan nieruchomość, na którą ciężko pracował Pan całe życie. I nagle przychodzi ktoś i orzeka, że przez Pana działkę będzie przebiegać autostrada. Mówi: „Zajmie to Panu tylko 10 proc. całej nieruchomości, choć przebiegnie przez środek ogrodu, ale mimo to zapłacimy Panu tylko za tych kilka metrów, bo resztę może Pan używać”. Co by Pan powiedział?

Nie byłbym zachwycony.

– Właśnie, a to jest podobna sytuacja. Oczywiście, że lotnisko powinno mieć możliwości rozbudowy, ale w Balicach jej nie ma, stąd się właśnie bierze niezrozumienie wśród niewtajemniczonych. Hejterzy mówią do nas: „Wiedzieliście, gdzie się budujecie”. W takim razie ja pytam: „Czemu lotnisko, mając takie środki, nie zainwestowało w miejsce, które jest pozbawione wszystkich wad, o których wcześniej wspomniałem?”. Niestety, ale komuś zabrakło wiedzy i odpowiedniego fachowca. To jednak nic dziwnego, skoro bez konkursu zatrudnia się prezesa, osobę z powołania politycznego, a do tego znajomego czy też krewnego pani Beaty Szydło.

Radosław Włoszek może jest ekspertem od historii, ale na pewno nie od ekonomii, projektowania lotnisk i planowania strategicznego. Popisał się też minister Adamczyk. On chyba ściele sobie gniazdko, by jakimiś decyzjami zasłużyć się w układzie krakowskim, by na emeryturze mieć dostęp do tzw. koryta. To wszystko mówię z pełną odpowiedzialnością, bo w całym tym grajdole krakowskim podejmuje się decyzje polityczne, a cierpią na tym mieszkańcy.

fot. KRKnews

Wiadomo, że decyzja o rozbudowie ma przysporzyć rozgłosu prezesowi Włoszkowi, który potem może wyląduje w jakiejś innej spółce Skarbu Państwa. Ale na pewno nie przyjmie go na stanowisko żadna prywatna spółka, bo on nie posiada odpowiedniej wiedzy i w tym konkretnym przypadku działa na niekorzyść spółki. Zresztą w tej sprawie złożyliśmy nawet zawiadomienie do CBA. Tam wskazujemy wiele uchybień. No niestety, ale rządzą nami politycy, a nie fachowcy….

Gdyby Włoszek był dobry menedżerem, to wiedziałby po co są negocjacje, a negocjacji żadnych nie było. Wiedziałby również jak oceniać ryzyka inwestycji. To elementarna wiedza, którą trzeba mieć, by stworzyć lotnisko, które będzie funkcjonowała po 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Nawet jeśli ten pas zostanie zbudowany to problem nie zniknie – pojawią się kolejne, nasilą się protesty.

A dziś efekt jest taki, że piszą do nas mieszkańcy okolic lotniska i pytają, czy warto inwestować w fotowoltaikę lub czy warto inwestować w pompę ciepła na rzecz likwidacji kotłów. Nie wiedzą, czy to robić, skoro lotnisko chce doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie się tutaj dało żyć.

W tej sytuacji mieszkańcy tych inwestycji nie przeprowadzą, więc dalej będą korzystali z tradycyjnych kotłów. Dlatego w interesie nas wszystkich jest uruchomienie debaty. Jeszcze nie jest za późno, bo mamy sąd, który może unieważnić te wszystkie decyzje. Wierzę także w świadomych zagrożeń mieszkańców Krakowa.

Najnowsze

Co w Krakowie