– Na litość boską! My też mamy swoje poglądy i nie musimy się podpinać pod poglądy innych. W określonych kwestiach możemy mieć inne zdanie niż nasz koalicjant w radzie miasta – twierdzi Jacek Majchrowski. Prezydent Krakowa odnosi się do zarzutów, że radni jego klubu Przyjazny Kraków coraz częściej głosują z PiS-em.
- W rozmowie z KRKnews.pl Majchrowski mówi też o współpracy władz Krakowa z czołowymi polskimi politykami. – Nawet zapytałem kiedyś pana ministra Adamczyka, czy to, że go publicznie chwalę nie będzie dla niego pocałunkiem śmieci – uśmiecha się.
- Zdradza też, kto – jego zdaniem – jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski: – Ma bardzo ważną cechę, której nie ma ani Duda, ani Kidawa-Błońska. On może być osobą, która będzie łączyła. Kosiniak-Kamysz zawsze krytykuje merytorycznie i nie jest zacietrzewiony w walce.
Łukasz Mordarski: Panie Prezydencie, dlaczego Krakowem rządzi PiS?
Jacek Majchrowski: Ja tego nie zauważyłem.
Rządzi. I to pośrednio Pana rękami. To radni prezydenckiego klubu Przyjazdy Kraków głosują tak, jak PiS im każe.
Muszę od razu to zdementować. W całej Polsce jest podział na PiS i PO. Tymczasem w naszej radzie miasta jest jeszcze klub, który jest języczkiem u wagi, czyli Przyjazny Kraków. Ani Platforma ani PiS, bez mojego klubu, nie są w stanie nic przegłosować. A my mamy swoje zdanie, swoje opinie i one czasami się pokrywa ze zdaniem PO, a czasami ze opiniami PiS. I głosujemy tak, jak ustalamy to między sobą w klubie, a nie tak, jak chcą PiS czy Platforma.
W kwestiach światopoglądowych jest natomiast całkowita swoboda i każdy nasz radny głosuje tak, jak chce.
Czyli na przykład w sprawach związanymi z in vitro.
Na przykład. Jedni mają takie zdanie, a drudzy inne.
Uporządkujmy. W radzie miasta Krakowa ciągle jest koalicja Platformy z Przyjaznym Krakowem?
Jest cały czas.
No to weźmy tylko głosowania z ostatniej sesji dotyczące budżetu obywatelskiego, rozbudowy lotniska czy zmian w komunikacji miejskiej – Przyjazny Kraków głosował tak, jak PiS.
Tak się może złożyło. Przed każdą sesją, we wtorek wieczorem, mamy spotkanie klubu i uzgadniamy nasze stanowisko.
Czyli prowadzicie własną grę.
Na litość boską! My też mamy swoje poglądy i nie musimy się podpinać pod poglądy innych. W określonych kwestiach możemy mieć inne zdanie niż nasz koalicjant.
Doskonale Pan wie, że tym denerwujecie radnych PO.
Nas też czasami denerwuje zdanie radnych Platformy. (uśmiech)

Polepszyło się w Krakowie jeśli chodzi o smog, ale ościenne gminy nadal trują. Pan ma pomysł, jak to zmienić?
Istnieje coś takiego jak „janosikowe”, czyli podatek który płaca bogatsze gminy na rzecz biedniejszych. Idea jest słuszna, ale rozdysponowanie tych pieniędzy nie do końca. Kraków w tym roku płaci 116 milionów złotych janosikowego. Ja zaproponowałem, aby część tej daniny była pieniędzmi „znaczonymi”, czyli żeby przekazać je na konkretny cel – na poprawę powietrza w gminach ościennych, bo one są w gorszej sytuacji niż Kraków. Nie chodzi tylko o budżet, ale także o to, że nie wszędzie można się podpiąć do gazu lub korzystać z pieców elektrycznych, bo brakuje mocy. W związku z tym pieniądze z janosikowego powinny iść na to, aby te gminy mogły wybudować sobie alternatywne źródła zasilania.
Powiedziałem o tym na spotkaniu z krakowskimi parlamentarzystami i bardzo mnie ucieszyło to, że pan premier Gowin podchwycił ten pomysł. Mówił, że to dobre rozwiązanie, żeby na przykład przez trzy najbliższe lata część janosikowego była przeznaczana na walkę ze smogiem w biedniejszych gminach. Teraz jednak wszystko zależy od ministra finansów.
Pan mówi o walce ze smogiem w skali kraju, tymczasem w samej Małopolsce ochrona środowiska wywołała niemały konflikt między marszałkiem Witoldem Kozłowskim, a wicemarszałkiem Tomaszem Urynowiczem. Obaj panowie nie mogą dogadać się co do założeń wojewódzkiego Programu Ochrony Powietrza. Pan jest po której strony tego sporu? Nie pytam o preferencje personalne, ale o to, które założenia programu powinny zostać przyjęte, a które odrzucone?
Najlepszym rozwiązaniem byłoby to, gdyby przyjęto program podobny do tego, który jest w Krakowie. To powinno być wzorem dla małopolskich miast, chociaż mam świadomość, że każde miasto ma trochę inne możliwości i uwarunkowania. A reszta to już jest sprawa władz województwa.
https://www.facebook.com/jacek.majchrowski/posts/2742439839184634?__xts__[0]=68.ARClFEo0QE8CGRArBxdWAR9HhJaR3J3WOzUyKq-oKVvcyYi8ZTjruG7atqnbiZCTczeUYVNb3ygTrQCrIjKtYxyLkbLWEkYA78Lbu91oRLQQe2ytD9vJ78674D5dYa4GXBYbR85Ig7cveRarPxSCr3sdllg_Z6wEV0iSye6KmDwx-D6rIeHI4HmQwtIiGuCVSkxpfQj-g_CN2H7ub_SDbhijD7ER0-8SeC3Mpdzc92vOGu4PlZIVw64TASJ8dkx_vgj38zMdVSuKi2fQrBuHEYC9VR1cilWUacEi8UDAv8MiMCGH_2qdmZdEpkBh534-uflGoop9Iyo-4-dbht51b1Kt-g&__tn__=-R
Wspomniał Pan o spotkaniu z parlamentarzystami. Czołowi polscy politycy, zajmujący najwyższe stanowiska w państwie, są z Krakowa. Gowin, Terlecki, Ziobro, Duda, Adamczyk, Emilewicz… Elita elit. Kraków na tym zyskuje?
W sumie chyba zyskuje. Ja zawsze chwalę pana ministra Andrzeja Adamczyka, bo jest to chyba pierwszy minister z Krakowa, który się zajął infrastrukturą w naszym regionie. Kilka lat temu jeździłem do ministra Grabarczyka w sprawie drogi S7 i to było takie bicie grochem o ścianę. A teraz po prostu się robi konkretne rzeczy. Nawet zapytałem kiedyś pana ministra Adamczyka, czy to, że go publicznie chwalę nie będzie dla niego pocałunkiem śmieci.
Na razie nie jest.
I oby jak najdłużej nie było.
Inne przykłady współpracy z krakowskimi parlamentarzystami?
Podpisaliśmy porozumienie z premierem Jarosławem Gowinem w sprawie remontów akademików w Krakowie. One już mają swoje lata, a nie zawsze uczelnie są w stanie same sfinansować remonty.
Z kolei na przykład prezydent Muzyk ma kontakt z minister Jadwigą Emilewicz i też bardzo pozytywnie ocenia tę współpracę. W sprawie igrzysk olimpijskich kontaktujemy się z premierem Jackiem Sasinem i minister Danutą Dmowską – odpukać, jest wszystko w porządku.
Jeżeli damy tytuł: „Majchrowski chwali Prawo i Sprawiedliwość” to będzie to nadużycie?
Lekkie. Bo wie pan… co innego jest Prawo i Sprawiedliwość, a co innego poszczególne osoby. My się kontaktujemy z tymi, z którymi potrzebujemy i ta współpraca jest dobra.
A współpraca z kolejnym krakowianinem, prezydentem Andrzej Dudą?
Oj, to jest za wysoki szczebel (uśmiech).
Jak Pan ocenia jego prezydenturę już nie z pozycji prezydenta Krakowa, ale z pozycji zwykłego obywatela?
To może ocenię z pozycji prawnika. Oceniam nie najlepiej. Będę się musiał wpisać w ten nurt, który jest reprezentowany przez środowiska prawnicze i dotyczy kwestia łamania prawa, robienia wielu rzeczy na siłę… To się absolutnie nie zgadza z tym, czego mnie uczono na prawie. Nie zgadza się z tymi wartościami, które ja wyznaję. W konsekwencji działania prezydenta Dudy doprowadzą do olbrzymiego bałaganu. My sobie nawet jeszcze nie zdajemy z tego sprawy.
Jakie to konsekwencje?
Przede wszystkim bałagan sądowy. Zawsze ktoś będzie kwestionował pewne działania, na przykład wybór sędziego. Jeśli ten został wybrany niezgodnie z przepisami to nie powinien orzekać, a wyrok przez niego wydany nie jest wyrokiem. Ale to już się zaczęło za czasów premier Beaty Szydło, gdy nie opublikowano wyroków Trybunały Konstytucyjnego.

Przed ostatnimi wyborami mówiło się, że Komorowski nie ma z kim przegrać. Teraz podobnie mówi się o Dudzie. Zgadza się Pan z tą tezą?
Absolutnie nie.
Kto więc jest najpoważniejszym kontrkandydatem?
Najpoważniejszą kontrkandydatką jest Małgorzata Kidawa – Błońska. Natomiast największe szanse na wygranie z prezydentem Dudą w drugiej turze miałby Władysław Kosiniak – Kamysz. Problemem jest jednak to, że nie wiadomo, czy on wejdzie do drugiej tury.
To kolejny krakowianin. Czym może przekonać Polaków?
Po pierwsze, może zebrać trochę głosów konserwatywnych, czego pani Kidawa nie zrobi. Po drugie, jako człowiek z PSL-u i osoba związana ze wsią, może mówić w tych wsiach: ja jestem z was i znam wasze problemy od podszewki. Po trzecie, ma doświadczenie jako minister. Jako młody polityk został rzucony na głęboką wodę, na szefa bardzo trudnego resortu [pracy i polityki społecznej – dop. autor] i zarządzał nim bardzo dobrze. Po czwarte, ma bardzo ważną cechę, której nie ma ani Duda, ani Kidawa – on może być osobą, która będzie łączyła. Kosiniak-Kamysz zawsze krytykuje merytorycznie i nie jest zacietrzewiony w walce.
Te słowa można potraktować jako oficjalne poparcie kandydata?
Oficjalnie jeszcze się do mnie nie zwrócił. Ale gdyby się zwrócił, to otrzymałby moje poparcie.
Rozmawiał Łukasz Mordarski
Zobacz także:
Wybory prezydenckie 2020. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.