Marcin Bzyk-Bąk: „Przeżyliśmy Jaruzelskiego, przeżyjemy Kaczyńskiego.” [nasz wywiad]

Marcin Bzyk-Bąk / fot. materiały prasowe

– To pójdzie w stronę autorytarnych, zamordystycznych rządów, które niewiele będą miały wspólnego z demokracją. Szczucie, dzielenie ludzi, opłacanie dużych grup społecznych w zamian za potencjalne głosy, oto Polska a.d. 2019. Przeżyliśmy Jaruzelskiego, przeżyjemy Kaczyńskiego – mówi dla KRKnews.pl  Marcin Bzyk-Bąk, lider zespołu WU-HAE. 

W wywiadzie dla KRKnews.pl piosenkarz opowie o nowej i kontrowersyjnej płycie „Dziki kraj”. Oceni przebieg kampanii wyborczej oraz wyjaśni, dlaczego radni nie powinni kandydować w wyborach parlamentarnych. 

Czy żałuje Pan, że nie dostał się Pan do Rady Miasta?

– Po części żałuje. Jako aktywista nowohucki mam parę spraw do załatwienia. Nie wybierałbym się stamtąd ani do Sejmu, ani do Senatu. Jeżeli ktoś startuje do RM to powinien dokończyć kadencję i działać dla mieszkańców. Ktoś Cię wybrał, żebyś reprezentował krakowian. Jak chciałeś startować do Senatu, to trzeba było poczekać na wybory parlamentarne.

Fragment teledysku „Gończe psy” / fot. Facebook WU-HAE

Co chciał Pan jako radny miasta zrobić dla mieszkańców?

– Interesowała mnie rewitalizacja terenów poprzemysłowych. W Acelor Mittal kończy się produkcja. Likwidacja przemysłu hutniczego nie jest dobrym pomysłem. Musielibyśmy kupować stal z krajów spoza UE, bo prowadziłoby to od uzależnienia gospodarczego od niektórego kraju. W niektórych państwach Europy nie ma przemysłu hutniczego. To jak z gazem z Rosji. Rząd powinien wejść w ten temat i coś zrobić. Powierzchnia Kombinatu jest taka, jak część mieszkalna Nowej Huty. By ruszyć rewitalizację należałoby poruszyć współpracę miasta, województwa i rządu. Jeżeli te trzy podmioty dogadałyby się to można, by coś z tym zrobić. Mittal wykorzystuje tylko 25% terenów, a reszta Kombinatu jest dziewicza. Turyści przyjeżdżają do centrum, gdzie jest Disneyland. Jeszcze parę lat temu był krakowski klimat. Teraz wszelkie lokale są skierowane do turystów. Kazimierz się przejadł, a wkrótce ten los czeka Podgórze. Alternatywą mogłaby być Nowa Huta i tereny Kombinatu.

Jak ocenia Pan obchody 70-lecia Nowej Huty?

– Nigdy się nie da dogodzić się wszystkim. Każdy chciał urwać coś dla siebie z tortu i nie można było pominąć żadnej grupy. Też uczestniczyłem w obchodach poprzez Operę Nowohucką, która stacjonowała z centrum miasta. Nie do końca wpisywało się to w główny nurt konkursów i festiwalów. W którąś stronę trzeba pchać Nową Hutę – albo w stronę ludyczności, disco polo i kiełbasy, albo w stronę Krakówka, obracającego się we własnym sosie i nastawionego na turystów. Obchody są organizowane na zasadzie „Panu Bogu świeczka, a diabłu ogarek”, czyli coś dla każdego.

Dlaczego znowu Opera Nowohucka?

– Zastanawialiśmy się, co może kojarzyć się postronnemu turyście i mieszkańcowi Krakowa z Nową Hutą. Lenin odpadł, bo nie będziemy gloryfikowali komunizmu. Z drugiej strony ten pomnik przydałby się. Można by go pomalować na jakiś ciekawy kolor i postawić, żeby był atrakcją. Koniny kojarzą nam się z tą dzielnicą, więc jako scenografię użyliśmy dymiących kominów. To miał być event rzucający się w oczy. Chcieliśmy zwrócić uwagę ludzi na Nową Hutę i udało się to. Słuchali muzyki, zagadywali nas i zrobili sobie zdjęcia z kominami.

Wydał Pan płytę „Dziki kraj”, która dosadnie krytykuje polityków…

– Płyta uderza w cały establishment. To są ludzie, którym nie do końca można ufać. Tak mamy skonstruowany system, że bez polityków nie dałoby się funkcjonować. Chcielibyśmy, by w Sejmie znajdowali się ludzie pełniący misję, a nie rządni pieniędzy. To trochę utopia. Denerwuje mnie to, że ludzie dostają się do Sejmu, a potem uciekają do Europarlamentu, nie kończąc nawet kadencji. Powinni wytrzymać do końca kadencji – czy robią to dobrze, czy źle. Nie wydaje mi się, że kiedyś dożyjemy czasów, gdy będziemy zadowoleni z działania Sejmu. Na płycie piętnujemy kumoterstwo czy zatrudnienie babki i syna Wydaje mi się, że nie da się tego do końca uniknąć. Każdy w końcu będzie chciał urządzić kogoś z rodziny. Polityka nie jest zła, ale są tam źli ludzie. Nie nadają się do tego.

Ostatnio prezes Kaczyński powiedział, że przeciwnicy dobrej zmiany będą piętnowani. Nie boi się Pan po tym, jak WU-HAE nagrało płytę w dosadny sposób obrażającą polityków?

– Nie, nie boję się. Przecież nie zakażą mi grać. Nawet, gdyby wzorem z PRL’u powstały komisje weryfikacyjne i nałożono, by na mnie zakaz grania w klubach, zostaje ulica. Grałem w tym roku na ulicy z kominami, które dymiły. Z okazji 70- lecia powstania Nowej Huty powstała specjalna scenografia i to z nią właśnie wyszliśmy w miasto. Wypowiedź pana Kaczyńskiego, pokazuje w którym kierunku idzie tok myślenia u tego pana. To pójdzie w stronę autorytarnych, zamordystycznych rządów, które niewiele będą miały wspólnego z demokracją. Szczucie, dzielenie ludzi, opłacanie dużych grup społecznych w zamian za potencjalne głosy, oto Polska a.d. 2019. Przeżyliśmy Jaruzelskiego, przeżyjemy Kaczyńskiego.

Maleńczuk: „Donosiciele i szaleńcy rządzą krajem”. Szokująca piosenka muzyków z Krakowa! Przegięli?!

Jak Pan ocenia starcie polityków w czasie kampanii?

– Ta kampania – przynajmniej w Krakowie była dość nudna. PR’owskie sztuczki i mało konkretów. Zresztą tych konkretów jest coraz mniej w polityce. Politycy niczym celebryci podchodzą do tematu. Liczy się to jak wyglądasz, a nie co masz do powiedzenia. Przykład – jedna z partii przesadziła z Photoshopem i jej kandydaci na plakatach wyglądają jak żywcem wycięci z tabloidów. Zresztą tabloidyzacja życia politycznego również postępuje. Sposób w jaki ze sobą rozmawiają politycy woła o pomstę do nieba. Takie prymitywne naparzanki. Kto komu przywali lepiej. Chyba nie oto chodzi w tym wszystkim.

Rozmawiała Justyna Słowikowska

Zobacz także