Szybkie fakty

Kategoria Sport
Data 4 lutego 2019
Czytanie ~2 min
Sport · 4 lutego 2019 · 2 min czytania

Mąż Sarapaty: „To jawne nawoływanie do przemocy. Na przykładzie Gdańska widzieliśmy, jak to się może skończyć”

Autor: Łukasz

– Mnóstwo informacji w sprawie mojej żony jest niesprawdzonych. To, co się dzieje na Twitterze, to jawne nawoływanie do przemocy – mówi Onetowi Robert Czekaj, mąż Marzeny Sarapaty. Była prezes Wisły Kraków zupełnie zniknęła z pola widzenia, ale o jej działalności za sterami Białej Gwiazdy wciąż jest głośno.

– Zgadzam się z tym, że jeśli chodzi o wynagrodzenie mojej żony, odbiór społeczny jest fatalny. Można było te pieniądze rozdysponować inaczej, szkoda, że tak się nie stało – mówi Robert Czekaj, mąż byłej prezes.

Chodzi między innymi o wynagrodzenie, jakie Sarapata wzięła z klubu, gdy ten zalegał z pensjami dla piłkarzy czy pracowników.

– Z pieniędzmi wypłaconymi mojej żonie nie jest do końca tak, jak się mówi. Ostatni przelew pokrywał jedynie VAT od wystawionych Wiśle faktur. Jestem pewien, że w grudniu nie wzięłaby żadnych pieniędzy, gdyby nie VAT, który musiała pokryć – mówi i jednocześnie zaznacza, że Marzena Sarapata jest… jednym z wierzycieli klubu. – Część pieniędzy wciąż jest niewypłacona. Z tego, co wiem, Wisła zalega między 60 a 70 tys. zł. Jeżeli ktoś zarabiał, prowadząc działalność biznesową i generując miesięcznie określony dochód, to na kolejnym stanowisku nie chce zarabiać mniej. Taka zresztą była umowa, że jeśli moja żona ma zostać prezesem Wisły, jej stawka zostanie wyrównana w przypadku, gdy nie będzie w stanie prowadzić działalności radcowskiej – mówi.

I dodaje: – To, co się dzieje na Twitterze, to jawne nawoływanie do przemocy. Słyszę na przykład, że Andrzej Iwan mówi o uprzykrzaniu życia mojej żonie, a za nim idą kolejni. Na przykładzie Gdańska widzieliśmy, jak to się może skończyć, gdy ktoś po swojemu zrozumie takie słowa. Tę nagonkę można interpretować jako nawoływanie do niekorzystania z usług kancelarii, niezatrudniania nigdzie mojej żony i wypchania ją na margines życia społecznego, ale może znaleźć się ktoś z zupełnie innym spojrzeniem, bardziej agresywnym i skończy się to znacznie gorzej.

Cały tekst tutaj.

(źródło: Onet)

Reklama