Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 14 czerwca 2026
Czytanie ~8 min
Tematy michał drewnicki
Miasto · 14 czerwca 2026 · 8 min czytania

Michał Drewnicki, kandydat na prezydenta Krakowa „Mieszkańcom trzeba dać wybór” (NASZ WYWIAD)

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 14.06.2026 Lokalizacja: Kraków

Po odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego Kraków stanął przed koniecznością ponownego zdefiniowania kierunków rozwoju i rozstrzygnięcia najważniejszych sporów dotyczących transportu, finansów oraz polityki miejskiej. Wśród osób, które deklarują gotowość do objęcia urzędu prezydenta miasta, znalazł się się Michał Drewnicki, wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa, kandydat z Prawa i Sprawiedliwości. W rozmowie z KrkNews.pl odniósł się on do kontrowersji wokół Strefy Czystego Transportu, podwyżek cen biletów i Strefy Płatnego Parkowania, a także przedstawia swoją wizję zmian w zakresie inwestycji, zadłużenia miasta i tzw. kolesiostwa.

Małgorzata Armada, KrkNews.pl: Jakie są Pana związki z Krakowem?

Michał Drewnicki, kandydat na prezydenta Krakowa z klubu Prawo i Sprawiedliwość: Ja jestem z urodzenia Krakusem. Moja rodzina pochodzi z Krakowa, ta od strony mamy mieszkała w Branicach, w Kościelnikach. Natomiast ja jestem bardzo mocno związany z Nową Hutą, bo tam się urodziłem i mieszkam do dziś. Moi dziadkowie (od strony ojca?) pochodzili z Kresów i gdy Związek Sowiecki zagarnął te tereny, przenieśli się w latach 50. do powstającej wówczas Huty i z tym miejscem związali swoje życie. Poza tym już jako młody człowiek interesowałem się sprawami publicznymi. Mając niespełna 21 lat, wygrałem wybory do rady dzielnicy. Później zostałem najmłodszym radnym miasta Krakowa w 2014 roku, z kolei od ośmiu lat jestem wiceprzewodniczącym rady miasta. Dlatego, w odróżnieniu od większości moich konkurentów, mam bardzo duże doświadczenie związane z pracą w samorządzie, znam lokalne problemy i mechanizmy, które funkcjonują w naszym mieście.

Zgodnie z sondażami głównym powodem odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego było wprowadzenie za jego kadencji Strefy Czystego Transportu. Czy według Pana powinna zostać ona w obecnym kształcie? Jakie zmiany proponowałby Pan wprowadzić? A może jest Pan za jej całkowitym zniesieniem?

Przede wszystkim ja dyskusję o Strefie Czystego Transportu rozpocząłbym od wysłuchania mieszkańców, których zlekceważył najpierw prezydent Majchrowski, później prezydent Miszalski. Przypomnijmy, że uwag i wniosków w ramach konsultacji społecznych dotyczących SCT były tysiące. One niestety zostały wszystkie wyrzucone do kosza, więc trzeba byłoby te konsultacje powtórzyć. Porozmawiać z ludźmi, w jaki sposób obecna strefa im zaszkodziła, co przez nią stracili, czy czują się wykluczeni transportowo. Ja nie wyobrażam sobie, żeby SCT w obecnym kształcie była do utrzymania. Tutaj wyróżniam się względem innych kandydatów, bo za mną stoją nie tylko słowa, ale też czyny. Ja dwukrotnie głosowałem, najpierw za prezydenta Majchrowskiego, a później prezydenta Miszalskiego, przeciwko Strefie Czystego Transportu. Moim zdaniem musimy zaproponować zupełnie nowy wariant, a może całkowicie z niej zrezygnować, bo jak pokazują najnowsze badania, Kraków już spełnia normy jakości powietrza.

Jednym z najgłośniejszych i najważniejszych tematów w Krakowie pozostaje budowa metra. Czy gdyby objął Pan urząd, rozpoczęte już prace nad tą inwestycją byłyby kontynuowane?

Kraków dusi się w paraliżu komunikacyjnym, który jest efektem wieloletnich zaniedbań związanych z transportem. Metro jest w naszym mieście niezbędne. Ja tylko żałuję, że pojawi się tak późno – dopiero w przyszłym dziesięcioleciu. Londyn rozpoczął budowę metra w roku, gdy w Polsce wybuchło Powstanie Styczniowe. To jest tak naprawdę dla Krakowa kwestia rozwojowa, cywilizacyjna. My wreszcie musimy przestać myśleć, że u nas nic się nie da. Musimy mieć swoje ambitne projekty, bo jesteśmy miastem z bardzo piękną historią. Jeśli Kraków jako dawna stolica i miasto królów ma być postrzegany jako duma Polski, to konieczny jest jego rozwój, a nie tylko konserwowanie dziedzictwa.

Co Pan sądzi o zaproponowanych trasach przebiegu metra?

Te linie, które zaproponował prezydent Miszalski, to tak naprawdę była koncepcja wstępna, więc sądzę, że tutaj zmiany będą możliwe. Ja chciałbym, żeby były one wypracowane nie przez polityków, którzy będą chcieli realizować własne interesy, tylko żeby były wytyczone rzeczywiście przez ekspertów, którzy przyjmą konkretną metodologię. Myślę, że na ten moment bazowy wariant trzeba zacząć realizować, aby nie wydłużać procedur, ale sądzę, że w jakiejś dalszej perspektywie zawsze będzie można wprowadzić pewne korekty. Dla mnie jest jeszcze jedna rzecz istotna: tą swoją decyzją prezydent Miszalski wykluczył tak naprawdę większość północnych dzielnic Krakowa – Bronowice, Prądnik Biały, Azory, Krowodrzę. Ich mieszkańcy mieli nadzieję na metro, szybką podróż, więc trzeba będzie również pomyśleć o nich, zaproponować im alternatywę. Tramwaj na Azory to jest plan minimum, natomiast uważam, że należy również doprowadzić do budowy przystanków kolejowych, które były już w planach m.in. na Prądnickiej, Łokietka czy Prądniku Białym.

Zadłużenie Krakowa wynosi już ponad 8 mld złotych, a według prognoz pod koniec roku zbliży się do 9 mld. Jaki jest Pana pomysł na jego zmniejszenie?

Pierwszą rzeczą jest audyt. Nie może być takiej sytuacji, że mieszkańcy płacili za głupoty, czego przykładem jest gazetka miejska, której prezydent Miszalski zwiększył nakład z 30 do 220 tysięcy. Z jednej strony mówi się krakowianom, że nie ma pieniędzy, więc stąd podwyżki podatków lokalnych, biletów czy strefy płatnego parkowania. Prawda jest taka, że oszczędności trzeba szukać „u siebie”, czyli wyeliminować wszystkie zbędne wydatki. Żeby to zrobić, nie obędzie się bez szerokiego audytu. Prezydent Miszalski taki audyt obiecywał, ale finalnie zrobił go wewnętrznie i nie był on najlepszy. Ja chciałbym zatrudnić najlepszych ekspertów od prawa administracyjnego i od konkretnych tematów merytorycznych. W audyt musieliby zostać też zaangażowani pracownicy Urzędu Miasta, bo jako urzędnicy posiadają wiedzę potrzebną do jego przeprowadzenia.

Jednocześnie trzeba myśleć nie tylko o szukaniu oszczędności, ale bardzo mocno ruszyć do przodu z działaniami prorozwojowymi, czyli np. nie wypędzać przedsiębiorców z Rybitw, tylko ich wspierać, żeby chcieli zakładać w mieście firmy. Zamiast magazynów, które prezydent Miszalski sprowadził do Nowej Huty, należy sprowadzać firmy produkcyjne, fabryki nowoczesnych technologii, bo to zaowocuje wpływami z podatków od nieruchomości, podatków CIT i podatków pracowników. Sądzę, że o wzroście dochodów miasta trzeba myśleć właśnie w takiej kategorii. Oczywiście to jest długofalowe działanie, natomiast my musimy myśleć nie tylko o tym, co za rok, ale też o tym, co za 10 lat.

Jednym z powodów odwołania Aleksandra Miszalskiego były również podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, które należą do najwyższych w Polsce. Czy należy obniżyć je do poprzedniej taryfy czy wprowadzić zupełnie nową?

Z pewnością taryfa komunikacji miejskiej jest do zmiany, bo ja nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby Kraków miał najdroższy bilet godzinny w Polsce. W Warszawie za 4,40 zł możemy jeździć 75 minut. Warto przytoczyć tu badania z raportu o stanie gminy, które pokazały, że w 2025 r. krakowianie korzystali rzadziej z komunikacji miejskiej w porównaniu do 2024 roku. To dowód, że ceny są nieadekwatne i ludzie wolą już wziąć taksówkę zamiast jeździć autobusem, co jest rzeczą kuriozalną. Oczywiście ten bilet sieciowy na wszystkie linie jest atrakcyjny, bo kosztuje 99 zł dla mieszkańca, ale trzeba wziąć pod uwagę, że wiele osób nie jeździ codziennie, tylko okazjonalnie 2–3 razy w tygodniu, i one muszą płacić bardzo wysoką kwotę, która jest dla mnie nie do przyjęcia.

Kolejnym tematem palącym w Krakowie jest Strefa Płatnego Parkowania. W 2025 r. podniesiono stawki za parkowanie, w 2026 r. wydłużono godziny obowiązywania SPP i wprowadzono płatne niedziele (po korekcie – dla przyjezdnych). Ponadto mieszkańcy nieustannie narzekają na brak miejsc parkingowych. Jakie Pan rozwiązania proponuje w tych kwestiach?

Niestety Koalicja Obywatelska przez ostatnie lata działała przeciwko ludziom i zamiast wspierać ich aktywność, wolność wyborów życiowych, to ich obciążała i mówiła im, co mają robić, jak mają jeździć i ile za to płacić. Ja się kompletnie nie zgadzam z takim podejściem do tematów transportowych, bo mieszkańcom trzeba przede wszystkim dać wybór.

Jeżeli ktoś chce jeździć autobusem, powinien mieć dobrą ofertę. Jeśli ktoś jeździ samochodem, bo to dla niego jest lepsze rozwiązanie np. ze względów rodzinnych, to nie powinien być karany za to, że wybiera samochód, a tak to teraz w Krakowie wyglądało. Przede wszystkim powinniśmy budować parkingi, z których będą korzystać ludzie przyjeżdżający do miasta spoza Krakowa, czyli Park&Ride. Kilka już powstało, natomiast zdecydowanie należy zwiększyć ich liczbę, znaleźć dobre lokalizacje. One powinny też powstawać w ramach całej sieci węzłów przesiadkowych, jakie funkcjonują w innych europejskich miastach. To musi być przemyślane w ten sposób, żeby faktycznie przyjezdnym opłacało się korzystać z parkingu zarówno pod względem finansowym, jak i czasowym. Bo jeśli budujemy Park&Ride na obrzeżach miasta, to dotarcie do centrum komunikacją miejską zajmuje dłużej niż samochodem.

Mieszkańcy Krakowa, którzy poszli do urn odwołać Aleksandra Miszalskiego, mieli zastrzeżenia do sposobu obsadzania stanowisk w urzędzie i spółkach miejskich i zarzucali byłemu już prezydentowi nepotyzm. Czy może Pan zagwarantować, że za Pana władzy tzw. kolesiostwo odeszłoby w zapomnienie?

Myślę, że tym, co ludzi bulwersowało, była bezczelność, bo zatrudniano osoby niekompetentne na stanowiskach, które wymagały posiadania określonej wiedzy. Nikt nie miał problemu z tym, że np. Daniel Wiśniowski został dyrektorem Departamentu Marki Kraków w Urzędzie Miasta, bo posiadał wykształcenie, doświadczenie, znał się na rzeczy. Nikt nigdy nie krytykował prezydenta za tę decyzję. Problem pojawia się wtedy, kiedy zatrudnia się kolegów, którzy nie mają kompetencji na stanowiskach, które ich wymagają. Ja jednoznacznie deklaruję, że na pewno nie będę zatrudniał na ważnych stanowiskach osób, które nie znają się na temacie. Dla mnie to rzecz oczywista, bo chciałbym mieć kompetentnych pracowników, dyrektorów czy kierowników. Jeśli ktoś chce się uczyć, niech zaczyna od stanowisk najniższych i potem awansuje. Tak robił prezydent Majchrowski. To jest dla mnie naturalna, normalna ścieżka.

Od jakiegoś czasu Kraków boryka się z masowymi zwolnieniami pracowników. Mieliśmy być drugą Doliną Krzemową, a tymczasem korporacje przenoszą się do tańszych krajów. Jaki jest Pana pomysł na rozwiązanie tego problemu?

Sądzę, że Kraków powinien wejść na wyższy poziom i to, co było wartością dla miasta jeszcze kilkanaście czy kilka lat temu, w tej chwili się zmienia. My musimy wreszcie przestać myśleć, że nic już tutaj nas nie czeka dobrego. Trzeba zacząć starania o to, by do Krakowa wróciły polskie, bogate firmy; żeby tutaj inwestowały firmy z branży nowoczesnych technologii i sztucznej inteligencji, ale też firmy produkcyjne. Po pierwsze: to skutkowałoby wejściem do miast ścisłej czołówki europejskiej. Po drugie: mieszkańcy Krakowa, którzy tutaj się uczą albo pracują, mieliby większe możliwości znalezienia dobrej, wysokopłatnej pracy. Konieczna jest weryfikacja całego programu Nowej Huty Przyszłości. Nie należy tu sprowadzać firm logistycznych, jak chciał prezydent Aleksander Miszalski, ale właśnie produkcyjnych. One dają stabilne, wysokopłatne miejsca pracy i też przyszłość, bo jak zainwestują w linię produkcyjną, to oczywistym jest, że będą chciały się rozwijać, budować kolejne zakłady. Bez tego Kraków cofnie się mentalnie do czasów zaborczych, gdy byliśmy peryferium. Nie chcemy być peryferium, chcemy być znowu sercem Polski. Sądzę, że krakowianie są dumnymi ludźmi, więc musimy postawić na ambitne, rozwojowe projekty.

Jakie są trzy podstawowe, priorytetowe tematy, którymi chciałby Pan zająć się podczas prezydentury?

Po pierwsze: ograniczenie bzdurnych wydatków, które rozpasał prezydent Miszalski po audycie. Druga rzecz: obniżenie tam, gdzie będzie to możliwe, podatków i danin mieszkańców, żeby ich odciążyć. To oczywiście zależy od sytuacji budżetowej. Trzecia sprawa: od razu likwidacja obecnej Strefy Czystego Transportu, która wyklucza ludzi, i rozpoczęcie spotkań z nimi, ponieważ zostali zlekceważeni przez ostatnie miesiące.

 

Reklama