„Rada„Rada„Rada
„Rada„Rada„Rada

Nie oskarżajcie kardynała Dziwisza – sami jesteśmy temu winni

Musisz przeczytać

Rehabilitacja po Covidowa
Rehabilitacja po Covidowa

Wyemitowany kilka dni temu w TVN24 reportaż Marcina Gutowskiego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” wywołał burzę. W mediach społecznościowych zawrzało. Posypały się komentarze, oburzenie, niedowierzanie, zdziwienie – zapanowała wręcz atmosfera szoku. A tak naprawdę o całej tej sprawie mówi się od kilku lat, nie była ona żadną tajemnicą – wszyscy o tym wiedzieli, ale milczeli. Dlaczego? Na to pytanie odpowiada w swoim felietonie Kazimierz Krakowski.

Oto tajemnica wiary – złoto i dolary

Kościół bardzo mocno wpisany jest w Polską tradycję narodową. Wspierał powstańców w XIX wieku, pozwolił przetrwać polskości w czasie zaborów, miał duży udział w procesie odzyskiwania niepodległości po I wojnie światowej. A szczególnie wpisał się w naszą świadomość w czasie walki z komunizmem. Wspierał, pomagał, był otwarty, starał się łagodzić konflikty i jako instytucja wypełniał swoją pomocniczą względem społeczeństwa rolę. Był na swój sposób biedny, biedny jak wszystko dookoła. Księża nie wybijali się swoją zamożnością ponad szarą przeciętność tamtych dni.

Aż przyszedł przełom, wolność. Kościół jak część aparatu postpezetpeerowskiego wykorzystał tę wolność przede wszystkim do budowania własnej finansowej potęgi. Zapomniał o swojej służebnej roli względem wiernych, zmienił optykę z dawać na brać, mieć, rządzić. I przez dwie dekady od początku lat dziewięćdziesiątych budował swoją potęgę finansową, bardzo szybko się bogacąc przy wsparciu publicznych pieniędzy.

A pieniądze szybko zmieniają ludzi i instytucje, które stają się o nie zazdrosne, zmykają się, odgradzają od świata pławiąc w własnym luksusie. I tak stało się nie tyle z kościołem jako instytucją, ale z ludźmi go tworzącymi. Cześć księży i to ta wydawać by się mogło najbardziej w komunie „doświadczona”, a w najnowszych czasach w hierarchii kościelnej wysoko postawiona, z nadmiaru bogactwa po prostu straciła zdrowy rozsądek. Przeważnie w wydawaniu pieniędzy, budując plebanie większe do kościołów, coraz wyższe figury i krzyże, kupując coraz to nowe samochody, posiadłości, wyjeżdżając na egzotyczne wakacje i tak dalej, i tak dalej… Uznając, że dziś rządem dusz nie rządzi wiara, a pieniądz i blichtr, złote karoce, wielkie świątynie, media, a ludzie są po prostu dalej tak samo głupi i wierzą, że w chmurach latają anioły, a nie samoloty.

Takim krakowskim symboliczny przykładem pokładania wiary w pieniądz była zmiana wizerunku Jana Pawła II w oknie na Franciszkańskiej – ze zwykłego, ludzkiego i wymownego obrazu na „złotego cielca”.

Dziś kościół nie ma swojej dawnej intelektualnej siły, nie nadaje tonu w dyskursie publicznym, nie chce nauczać, wskazywać, pomagać. Chce potępiać, rządzić i żądać.

Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną

Ludzie mają swoistą i naturalną chęć do obcowania z boskością. I nikt inny jak my „daliśmy” tę boskość hierarchom kościelnym. Kościół w dzisiejszych czasach jest dla wielu ludzi instytucją magiczną, z systemem wewnętrznej, średniowiecznej hierarchii, nieomylności, prymatów, prymasów, prałatów. Tworzy swój wewnętrzy ład i stoi obok systemu państwowego, cały czas chroniąc bezwzględnie swojej niezależności. Działa na peryferiach prawa korzystając z niego, kiedy jest mu to potrzebne, a nie uznając go, kiedy jest mu to wygodne. Taka postawa pokazuje społeczeństwu, że jest ponad nim, jest wyjątkowy, inny, lepszy i mocniejszy – boski. I nikt do niedawna przeciwko temu nie protestował, co umacniało tylko instytucje w wierze o swojej nieomylności.

Szczególną rolę w tworzeniu mitu boskości kościoła od roku 90 XX wieku, mieli polscy politycy wszystkich opcji. Uznając logicznie, że po okresie transformacji ustrojowej ma on wpływa na rząd dusz i należy z nim współpracować. Kościół też z tej symbiozy umiał czerpać, wspierając projekty dla siebie korzystne jak wstąpienie do Unii Europejskiej – dziś jest jednym z jej głównych beneficjentów korzystając z różnego rodzaju bezpośrednich lub pośrednich dopłat, programów czy dotacji.

Szczególnej wasalizacji polityków kościół dokonał za rządów PO. Choć był w tym czasie bardzo mocno wspierany przez rządzących finansowo, to ich krytykował, a czasem z nimi wręcz walczył. Natomiast politycy tej partii nie umieli sobie z tym poradzić idąc na coraz to dalsze ustępstwa – jak widać z perspektywy czasu, ze szkodą dla swojej formacji.

Dopiero PiS bardzo umiejętnie wykorzystał kościół jako instytucję do realizacji swoich politycznych celów. Zgodnie z zasadą płacę i wymagam, dotując oczekiwał wsparcia i realizacji pewnej określonej misji politycznej. Jednocześnie uznając i pokazując publicznie jej boskość, funkcjonariusze PiS-u gremialnie uczestniczyli w różnych uroczystościach kościelnych, a niekiedy wydarzeniom państwowym nadawali przesadnie religijny charakter, wzmacniając tym samym przekonanie, że tak właśnie jest. Ale już w nieoficjalnych negocjacjach byli twardzi i nieugięci żądając od kościoła postawy służebnej – i udało mi się to osiągnąć.

I taki obraz instytucji rysował się w umysłach ludzi – instytucji wszechmocnej, potężnej, wspieranej przez władzę i będącej ponad tą władzą, a więc instytucji boskiej. Wszyscy przyjmowali to bezdyskusyjnie i bez refleksji pozwalając, kościołowi trwać w dość mitycznej aureoli świętości.

Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni

Wyemitowany kilka dni temu w TVN24 reportaż Marcina Gutowskiego „Don Stanislao” wywołał kolejną burzę. W mediach społecznościowych zawrzało. Posypały się komentarze, oburzenie, niedowierzanie, zdziwienie – zapanowała wręcz atmosfera szoku. A tak naprawdę o całej tej sprawie mówi się od kilku lat, nie była ona żadną tajemnicą – wszyscy o tym wiedzieli, ale milczeli. Milczeli, bo tak było wygodniej, bo kardynał Dziwisz jeszcze coś mógł.

Obecnie cała ta sytuacja to naturalna instytucjonalna kolej rzeczy, tzn. wymiana pokoleniowa jak w każdej społeczności. Kardynał Dziwisz jest wiekowym człowiekiem, traci wpływy, ale jeszcze trwa. I to zapewne jest przyczyną obecnych kłopotów i tak mocnych ataków na jego osobę. Zwyczajnie – ci, którzy chcą go zastąpić, dokonują sondowania jego „siły”. Jeżeli w najbliższych dniach uda mu się wyhamować falę krytyki, to ci politycy, którzy wczoraj wylali falę oburzenia na niego na FB, szybko przyjadą, przeproszą, ukorzą się i ucałują kardynalski pierścień. Jeżeli nie uda mu się opanować tej sytuacji, będzie musiał iść na emeryturę i straci resztki wpływów. Zostanie powołana specjalna komisją, która będzie badać sprawę przez najbliższych kilka lat. I tyle bo Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni.

A w całej tej sytuacji tylko tych skrzywdzonych, anonimowych ludzi najbardziej żal.

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Harder
Harderfit
- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca