Uciekinierka nieznająca problemów krakowian czy pracowita posłanka, która dzięki charyzmie została jedynką na listach Prawa i Sprawiedliwości? Małgorzata Wassermann odniosła sporą klęskę w wyborach samorządowych, ale teraz w Krakowie ma być lokomotywą partii Jarosława Kaczyńskiego. Czy podoła zadaniu?
– Cała lista Prawa i Sprawiedliwości została bardzo dobrze pomyślana. Są to osoby, będące lokomotywami list wyborczych. W Krakowie będzie podobnie – uważa prof. Andrzej Jaeschke, politolog w rozmowie z KRKnews.
W kampanii samorządowej Wassermann chwytała się różnych sposobów, by objąć fotel prezydenta. Niektóre z nich były kompletną klapą jak rozdawanie plasterków, które służą do zaklejania kamerki w laptopie. Naklejki miały chronić użytkowników internetu przed hakerami, jednak ten pomysł miał mało wspólnego z problemami krakowian takimi jak korki czy smog.
Polityczny szantaż i niechęć do kandydowania
Niektórzy twierdzą, że Wassermann zgubił polityczny szantaż PiS. Najważniejsi politycy partii rządzącej – jak Mateusz Morawiecki czy Jarosław Gowin – składali liczne obietnice, że jeśli krakowianie ją poprą, to krakowskie uczelnie dostaną dotacje państwowe czy zostanie wzmocniony przemysł.
Prawniczka powoływała się na rząd, który miałby pomóc w walce ze smogiem czy hałasem komunikacyjnym. Gdy zaczęto zarzucać Wassermann, że posługuje się politycznym szantażem to zaczęła odcinać się od PiS.
Do tego w debacie publicznej pojawiały się głosy, że prawniczka nie chce kandydować w wyborach i została do tego zmuszona przez prezesa Kaczyńskiego.
– Pamięć wyborców jest krótka. Mamy wiele przykładów wydarzeń, które mogły spowodować utratę popularności pewnych polityków, a tak się nie stało. Udział w kampanii na prezydenta Krakowa nie będzie miał większego znaczenia – uważa Jaeschke.
Ciekawe pomysły i młodość
W programie Wassermann wiele punktów dotyczyło rodziny i edukacji. Chciała zagwarantować każdemu dziecku dostęp do samorządowego żłobka i przedszkola, przy obniżeniu liczby dzieci w grupie przedszkolnej. Zwiększona zostałaby liczba zajęć pozalekcyjnych, a nauczyciele mieliby otrzymać dodatek do pensji. Te postulaty w walce parlamentarnej akurat mogą się przydać.
– Według aktualnych badań opinii publicznej, znaczna część respondentów uważa, że PiS wygra wybory parlamentarne. Jeżeli tak podejdziemy do tego zagadnienia, to pewnie tak będzie. Jest program, który ma być realizowany i z pewnością pociągnie sporą grupę wyborców. Z drugiej strony była czteroletnia kadencja, na której część społeczeństwa skorzystała. Obecny program PiS jest dla niego optymalny – podsumowuje Jaeschke.
Wybory parlamentarne odbędą się jesienią.
js



