– Zjechałem kawałek w dół i czuję ten zapach. Intensywny pod wieczór. Niemożliwe, niemożliwe! Pod Krakowem jest ogromne pole „trawy”! Może to kibole handlujący prochami zrobili to poletko i pewnie gdzieś z ciemnych beemek pilnują plantacji? Ale nic z tego, nikogo nie ma. Wszystko w jak najlepszym porządku. Uwierzcie – hektar „trawy”, wszyscy go widzą i nikt nic nie robi. Nieprawdopodobna solidarność – pisze Kazimierz Krakowski.
Na koniec wakacji wybrałem się na przejażdżkę rowerową do Tyńca. Piękna pogoda, dużo rowerzystów doskonała rowerowa atmosfera. Wyjeżdżam pod mały podjazd przed samym klasztorem, patrzę, jak większość jadących hamuje, przystaje. Wszyscy patrzą na łąkę po prawej stronie na brzegu Wisły.

Też stanąłem zaciekawiony, ale pole jak pole. Nawłoć, myślę, nic ciekawego.
Ale dlaczego Ci ludzie schodzą z rowerów i podchodzą do tej nawłoci? Pomyślałem zaciekawiony. Zjechałem kawałek w dół i czuję ten zapach. Intensywny pod wieczór. Niemożliwe, niemożliwe! Pod Krakowem jest ogromne pole „trawy”!
Wrzesień, nie ma jeszcze przedsiębiorczych studentów. Dlatego nikt nie kosi, nie suszy – przebiegło mi przez myśl. Albo to kibole handlujący prochami zrobili to poletko i pewnie gdzieś z ciemnych beemek pilnują plantacji – druga teza w głowie. Ale nic z tego, nikogo nie ma. Wszystko w jak najlepszym porządku. Rowerzyści komentują, jedni jadą, inni stoją i robią zdjęcia – nic szczególnego.
No to jeszcze podpucha CBŚ-u – może patrzą jak ktoś zbiera, śledzą go do domu i tam koszą. Ale też nic z tego. Nie mogłem wyjść ze zdziwienia. Naprawdę nie dawało mi to spokoju. Uwierzcie – hektar „trawy” wszyscy go widzą i nikt nic nie robi. Nieprawdopodobna solidarność – przebiegło mi przez myśl na końcu i pojechałem dalej.

W barku koło dawnej przystani promowej, dowiedziałem się od sympatycznej pani sprzedawczyni – pozdrawiam serdecznie – że „plantacja” jest jak najbardziej legalna i służy do celów budowalnych – to znaczy z łodyg marihuany wykonuje się konstrukcje budowlane – nie przypuszczałem, że „trawa” ma też takie wykorzystanie. Widać człowiek uczy się całe życie. Pani wyjaśniła mi też, że ta marihuana nie posiada czynnika chemicznego THC odpowiedzialnych za odurzanie i jest w pełni bezpieczna.
Wracając znalazłem tablicę informacyjną, z nazwą gatunku i programem, na mocy którego posadzono plantację.
Gratuluje fajnego pomysłu na obsianie nadwiślańskiej łąki. Gratuluję też wykorzystanie „trawy” na materiał budowlany. Ciekaw jestem, czy ktoś zadzwonił na policję z obywatelskim donosem, że tuż przy ścieżce rowerowej ktoś posadził całe pole narkotyków.
Ale jak wróciłem do domu to wpadłem na inny pomysł. Mam takiego znajomego pszczelarza – może przekonam go i w przyszłym roku postawi gdzieś obok tego pola kilka uli – byłby ciekawy „aromatyczny” miodzik (prawie jak w taki starym serialu „Zmiennicy”).
Palce lizać.
Kazimierz Krakowski



