Szybkie fakty

Kategoria Najnowsze
Data 10 maja 2026
Czytanie ~5 min
Najnowsze · 10 maja 2026 · 5 min czytania

Od Krakowa do Sendai. Japonia oczami 17-letniej Niny

Autor: Małgorzata Armada Aktualizacja: 10.05.2026 Lokalizacja: Kraków

Od seriali azjatyckich do życia 9 tysięcy kilometrów od domu – tak wyglądała droga Niny Ziółkowskiej do Japonii. W rozmowie z KRKNEWS nastolatka opowiedziała o trzymiesięcznym pobycie w Sendai, codzienności w japońskiej szkole oraz różnicach między systemem edukacji w Polsce a Krajem Kwitnącej Wiśni.

 

Z krakowskiego technikum do szkoły w Japonii

2024 rok to dla Niny Ziółkowskiej czas ważnych decyzji. Krakowianka rozpoczęła wówczas naukę w dwóch placówkach: Technikum Ekonomicznym nr 2 oraz szkole języka japońskiego SUNSTAR. Ten drugi wybór był efektem rozwijającego się zainteresowania azjatycką kulturą i – jak szybko się okazało – strzałem w dziesiątkę. Po zaledwie roku nauki nastolatka otrzymała bowiem propozycję udziału w wymianie uczniowskiej i wyleciała do Japonii. Na trzy miesiące jej domem stał się Sendai – miasto położone na wyspie Honsiu. Mieszkała u japońskiej rodziny i uczęszczała do żeńskiej szkoły katolickie Shirayuri Gakuen Junior & Senior High School, poznając Kraj Kwitnącej Wiśni od środka.

 

Nowa codzienność tysiące kilometrów od Krakowa

Pobyt w Japonii oznaczał dla Niny życie niemal 9 tysięcy kilometrów od domu. Jak przyznaje, nie była to łatwa zmiana, jednak od początku mogła liczyć na duże wsparcie host rodziny. Chodziła do szkoły razem z ich córkami, co znacząco ułatwiło jej odnalezienie się w nowym miejscu.

– Dziewczyna, u której mieszkałam, chodziła ze mną do klasy, miała młodszą siostrę, więc mogłam normalnie z nimi rozmawiać. Nie było stresu, że powiem coś źle – wspomina.

Pomoc otrzymywała także od nauczycieli, a dodatkowo w szkole była jeszcze jedna Polka. Jak podkreśla, były tam jedynymi uczennicami z zagranicy, więc sama obecność międzynarodowych osób była raczej wydarzeniem. Szybko okazało się też, że jest mocno zauważana.

– Przez te trzy miesiące byłam jak „panda”. Wszędzie spojrzenia – w sklepach, w szkole. Ale nie było w tym nic złego, raczej ciekawość – mówi.

W pierwszych tygodniach wyzwaniem był również język, ale z upływającym czasem komunikacja okazywała się coraz łatwiejsza. Pod koniec pobytu Nina rozumiała już większość codziennych sytuacji, a po powrocie do Polski w szkole japońskiego przeskoczyła z trzeciego na siódmy poziom.

 

Nauka po japońsku – zupełnie inna szkoła

Jak podkreśla Nina, system szkolnictwa w Japonii znacząco różni się od tego w Polsce i – jej zdaniem – wypada korzystniej. Duży nacisk kładziony jest na indywidualne predyspozycje uczniów. W zależności od zainteresowań mogą oni wybierać ścieżki bardziej ukierunkowane na naukę języków, matematykę czy inne dziedziny, a plan zajęć bywa częściowo zróżnicowany nawet w obrębie jednej klasy.

Wśród przedmiotów pojawiają się także te bardziej praktyczne i „życiowe” – jak tzw. public, przypominający wiedzę o społeczeństwie, czy zajęcia prowadzone przez nauczycieli dotyczące codzienności, w tym rozwoju człowieka, pracy czy gotowania. Uczniowie mają również lekcje w kuchni oraz zajęcia z kaligrafii, robótek ręcznych czy parzenia herbaty, w których Nina sama uczestniczyła i – jak przyznaje – bardzo je doceniała.

– Japońscy uczniowie mogą robić to, co chcą i rozwijać się w kierunku, który ich interesuje, a nie tylko w tym narzuconym – mówi Krakowianka.

Dzień szkolny trwał zazwyczaj od 9:00 do 16:00. Rano i po południu odbywały się spotkania z wychowawcą, była też przewidziana 40-minutowa przerwa obiadowa. Mimo intensywnego planu panowała przyjazna atmosfera i był czas na odpoczynek.

– Myślę, że oni lepiej się bawią w szkole niż my. Jest zmęczenie, ale jest też możliwość przerwy i normalnego złapania oddechu – dodaje.

Duże wrażenie zrobiło na niej podejście nauczycieli. Z jednej strony byli autorytetem i wymagali szacunku, z drugiej – pozostawali bardzo dostępni i życzliwi. W razie trudności pomagali jej nawet na migi lub rysunkami, dbając o to, by zrozumiała materiał i czuła się zaopiekowana.

Jak zaznacza Nina, obala to stereotypy dotyczące japońskiej szkoły jako miejsca surowego i zdystansowanego. W jej doświadczeniu relacje były dużo bardziej swobodne – pełne rozmów, śmiechu i wzajemnego wsparcia. Krakowianka nie narzekała również na kontakty z koleżankami ze szkolnej ławki, podkreślając ich zaciekawienie Polską i otwartość na inną kulturę.

 

Tokio pełne bodźców, spokojniejsze Sendai

Po przylocie z Warszawy Nina spędziła najpierw dwa dni w Tokio, zanim wyruszyła do Sendai. Stolica Japonii od początku zrobiła na niej ogromne wrażenie. Wieżowce, tłumy ludzi i świątynie pojawiające się niemal na każdym kroku tworzyły krajobraz zupełnie inny od tego, który znała z Polski. – W powietrzu cały czas było czuć zapach jedzenia – wspomina. Podczas krótkiego pobytu odwiedziła liczne sklepy i pchle targi, a także spróbowała oryginalnego japońskiego ramenu, który smakował „naprawdę bardzo dobrze”.

Choć Sendai jest większe od Kraków zarówno pod względem liczby mieszkańców, jak i powierzchni, oba miasta pełnią podobną rolę ważnych regionalnych ośrodków kultury i edukacji. We wspomnieniach Niny to japońskie miasto rysuje się jako bardziej kameralne niż Tokio.

– Tokio znam głównie z centrum, a Sendai było bardziej zielone i spokojne – mówi. Szczególnie zapadły jej w pamięć małe, lokalne sklepiki prowadzone przez starszych mieszkańców, niewielkie restauracje i tarasy widokowe.

W tygodniu większość czasu zajmowała nastolatce szkoła, dlatego na zwiedzanie zazwyczaj przychodził czas dopiero w weekendy. Wtedy razem z host rodziną odwiedzała inne miasta i miasteczka, poznając Japonię poza turystycznymi szlakami. Duże wrażenie zrobiły na niej także wizyty u dziadków i babci rodziny goszczącej, którzy mieszkali w tradycyjnych  domach. Jak podkreśla, to właśnie wtedy mogła zobaczyć „starą Japonię” od środka.

 

Między tradycją a nowoczesnością

Jedną z największych różnic, jakie Nina zauważyła po przyjeździe do Kraju Kwitnącej Wiśni, było podejście mieszkańców do zasad społecznych i organizacji codziennego życia. Jak podkreśla, Japończycy są bardzo uporządkowani, co widać nawet w prostych sytuacjach, takich jak ustawianie się w kolejce na przystankach autobusowych czy stacjach kolejowych.

– Kto pierwszy przyjdzie, ten pierwszy wsiada. Bez przepychania czy chaosu. Widać to też u dzieci, które są bardziej ogarnięte życiowo niż wielu nastolatków w Polsce – mówi.

Jednocześnie przestrzeganiu zasad towarzyszy swoboda w życiu codziennym. – Mają w sobie taki luz, ale też ogromny szacunek do reguł. To jest im po prostu wpajane od najmłodszych lat – tłumaczy.

Duże wrażenie na Ninie zrobiło również połączenie nowoczesności z silnym przywiązaniem do tradycji. Choć Japonia kojarzy się z zaawansowaną technologią, w szkole nadal korzystano m.in. z papierowych dzienników i kredowych tablic. Z drugiej strony normą są podgrzewane sedesy i inne nowoczesne rozwiązania obecne w domach oraz przestrzeni publicznej.

Różnice widoczne były także przy wspólnych posiłkach. Jak wspomina Nina, Japończycy celebrują jedzenie jako ważny element codzienności. Istotne są maniery przy stole, sposób siedzenia czy podziękowanie za przygotowane danie. Nawet w języku używa się specjalnych  przedrostków, aby podkreślić szacunek wobec jedzenia.

Ogólnie język japoński jest mocno sformalizowany, a sposób zwracania się do innych zależy m.in. od wieku, statusu społecznego czy relacji między rozmówcami.

– Nawet jeśli ktoś jest tylko rok starszy, mówi się do niego inaczej. Inaczej rozmawia się z rodziną, inaczej ze znajomymi, a jeszcze inaczej z przełożonym w pracy – wyjaśnia Krakowianka.

Choć na razie Nina skupia się na nauce w polskiej szkole, przez te rzy miesiące pobytu fascynacja Japonią tylko się u niej pogłębiła i nie wyklucza, że w przyszłości wróci tam – być może także na studia.

 

Małgorzata Armada 

Reklama